sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 69 - "Dirty Dancing"

Hej, dziewczyny!

Lawson w połowie maja w Polsce, cieszycie się? Idziecie na koncert? Rozpiera mnie energia z tego powodu, ale czasu niestety brak, więc wstawiam szybko obiecany rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
 

Pozdrawiam, Jaycee.



      Wredne Zalotki nie potrafiły uwierzyć w swoje szczęście. Kontrakt płytowy, debiut na salonach, perspektywa spełniania marzeń… Upojone sukcesem jeszcze długo po halloweenowej imprezie nie mogły uspokoić przyspieszonego bicia serca.
- … I wtedy do toalety wbiegła Bonnie Tyler ze swoimi problemami gastrycznymi - zakończyła swoją opowieść Irene, kiedy dzieliły się niekończącymi się wrażeniami z pamiętnej imprezy, mimo iż od powrotu z niej minęły już ponad 24 godziny. 
- Więc poszłaś do łazienki, żeby zmienić szkła na okulary, tak? - spytała podejrzliwie Maja.
- Tak, właśnie. Nie jestem przyzwyczajona do szkieł kontaktowych. Poza tym, dziwnie czułam się w tej krótkiej sukience.
- Przyzwyczajaj się. Jak będziemy nagrywać teledysk wystąpimy pewnie w gaciach - zachichotała Alex.
- Teledysk? - zdziwiła się Kathy.
- No… to raczej oczywiste, że prędzej czy później do tego dojdzie.
- Tak, chyba masz rację…
- Nie udawaj takiej nieśmiałej. Wszystkie widziałyśmy, jak tańcowałaś z tym całym Samem. Wieść niesie, że zaprosił cię na pizzę w przyszły weekend. - Alex założyła ręce na piersiach i spojrzała na przyjaciółkę spode łba.
- Wieść, znaczy… Maya się wygadała, tak?
- Hej, nie patrzcie tak na mnie! Alex ma jakąś super moc i od razu wiedziała - stanęła w swojej obronie Maja.
- No to może pójdziecie na podwójną randkę? - zaproponowała Madzia. - Alex wydawała się dogadywać z Rickym Marksem, a jego gatki Tarzana wyglądały uroczo…
- Przestań, Meggs! Ricky to najgorsza kreatura pod słońcem, ale musiałam pokazać Liamowi, że skoro on ruszył do przodu ze swoim życiem, to ja też.
- Mówisz, jakby kiedyś was coś łączyło, a tymczasem kilka miesięcy temu zwyczajnie na niego wpadłaś. Ot, wasz cały związek - prychnęła Irene.
- Zwyczajnie? Wpadłam mu w ramiona, a to coś znaczyło!
- Dla niego najwyraźniej nie, skoro znalazł sobie nową dziewczynę.
- Najważniejsze, że jest szczęśliwy. I ty też kogoś znajdziesz. Jeśli nie Ricky'ego, to… innego fajnego chłopaka - stwierdziła Madzia.
- O, na pewno nie Ricky'ego! Kto normalny przychodzi w gaciach na elegancką imprezę?
- To nie była elegancka impreza. A skoro o tym wspominamy… - Maja zatarła ręce i spojrzała na przyjaciółkę. - Wytłumacz jeszcze raz, o co chodziło z tą Arianą. Nath zerwał w końcu z tym pustakiem, zejdziecie się, czy raczej wybierzesz Tony'ego?
         Madzia popatrzyła na przyjaciółkę spode łba.
- Wiem tylko tyle, że Tony jest moim przyjacielem.
- Nawet jeśli on chce czegoś więcej? - dopytywała Irene.
- Nie wiem, jak to rozegrać, żeby go nie zranić, ale nawet jeśli między mną a Nathem już nigdy nic nie będzie, nie jestem pewna, czy byłabym w stanie pokochać kogoś tak mocno jak jego.
- Więc na zawsze przysięgniesz celibat, bo Beniaminkowi nikt nie dorówna? To niedorzeczne! - stwierdziła Irene.
- Więc shippujesz Maggie z Tonym? - spytała bezceremonialnie Kathy.
- Nikogo z nikim nie… shippuje! - zaparła się Irene.
- Ja tam jestem za Nathem - stwierdziła Alex. - Był sexy time, a tego nie da się pobić. Choć Tony to fajny chłopak.
- Też uważam, że powinien zostać w sferze przyjaźni - dodała Maja.
- A ja tam uważam, że byłby dla ciebie lepszym chłopakiem - oznajmiła Kathy.
- To jesteś jedyna! - prychnęła Maja.
- Nieprawda! Irene uważa tak samo. Prawda Irene?
- Eee… wstrzymam się od "shippowania". - Dziewczyna w powietrzu zaznaczyła cudzysłów i poprawiła okulary.
         Wszystkie spojrzały znacząco na Madzię, jakby ta miała podjąć ważną decyzję, ale ona tylko wzruszyła ramionami. Dla niej nie było wyboru. Jakiekolwiek miała kiedyś wątpliwości, Tony pozostawał z sferze przyjaźni, a serce rwało jej się do Natha. Szczególnie teraz, kiedy zamierzał zerwać z Arianą.
- Co zrobisz? - spytała Kathy, wyrywając ją z rozmyślań.
- Nic. Pozwolę, żeby Nath wykonał pierwszy krok. Jeśli mu zależy, to się do mnie odezwie.
         Jak na zawołanie telefon nastolatki rozdzwonił się przebojem One Direction. Dziewczyny popatrzyły na siebie zdziwione.
- No odbierz, na co czekasz! - poradziła w końcu Maja, a Madzia popędziła, by w torebce wynaleźć swoją komórkę.
- To Jessica - oznajmiła nieco zasmucona i odebrała. - Hej, Jess. O co chodzi?
         Dziewczyny kłóciły się właśnie o to, czy do ich przyjaciółki dzwoni psychiczna Jessica, która porwała Zayna, czy siostra Natha. Madzia szybko rozwiała jej wątpliwości.
- Scooter zmusił Natha do udawania związku z Arianą? Ale… jak można kogoś zmusić do czegoś takiego? Czy twój brat jest aż tak głupi, że idzie na coś takiego?
- Przekonał go, że to jedyna szansa, by The Wanted wróciło do dawnej świetności i odebrało palmę pierwszeństwa One Direction - tłumaczyła Jess. - Wiem, że mój brat to matoł prawie tak samo głupi jak ta amerykańska laleczka, ale przekonałam go, żeby błagał cię o wybaczenie i chyba to zrobi, bo przecież jestem mistrzem perswazji. Myślisz, że mogłabyś dać mu jeszcze jedną szansę?
- Jess, kocham twojego brata - wyznała Madzia. - Ale nie wiem, jak to będzie. Mamy za sobą skomplikowaną historię. Nie wiem, czy chcę wchodzić do tej samej rzeki po raz kolejny.
- Meggs, zlituj się. Nie chcę, żeby znowu snuł się po domu zarośnięty i cuchnący alkoholem. Tylko z tobą był szczęśliwy. Popełnił błąd mówiąc o przerwie, potem kolejny dając się zman… zm… - Jess urwała i pogubiła się w słowach. - Co tu jest napisane? - spytała szeptem, ale nie zakryła słuchawki i Madzia wszystko usłyszała.
- Eee… Jess… Czy Nath jest tam z tobą? - spytała pewna swego.
- Nieeee… Pewnie pieści węża, albo coś takiego.
         Słowa siostry Natha zabrzmiały dwuznacznie, ale Madzia nie zamierzała wypytywać, o co dziewczynie chodziło. Była pewna, że Nath stał przy młodszej siostrze i pisał jej odpowiedzi, które czytała w słuchawkę.
- To niech pieści tego węża dalej i da mi znać, kiedy będzie gotowy porozmawiać jak dorosły! - uniosła się Magda w słuchawkę i zakończyła połączenie.
         Wredne Zalotki spojrzały na nią zszokowane, nie miały bowiem pojęcia, o co chodzi. Machnęła tylko ręką w ich stronę i próbowała zachowywać się normalnie. Nie mogła jednak zebrać myśli przez kołatające serce, więc szybciej wróciła do domu.
         Monika melinowała łazienkę, więc młodsza siostra musiała się czymś zająć, by nie zwariować. Posprzątała całe mieszkanie i zamierzała upiec kurczaka w ryżu, ale piekarnik był zepsuty.
- Miałaś rację z tym piekarnikiem - oświadczyła siostrze, kiedy ta wyszła z łazienki. - Zepsuty.
- Czasami działa. Mówiłam, że to nie przez moje nikłe zdolności kulinarne.
- Wiem, czasami mówisz prawdę - westchnęła Madzia. - Gdzie idziesz?
- Będę się nudzić, całą noc nadwyrężając kark i gapiąc się w gwiazdy - wyjaśniła Monika. - Nie chciałam iść, ale muszę poukładać sobie kilka kwestii. I rozmówić się z tym idiotą.
- Z jakim idiotą? Z Jayem?
- Z Joelem. Długa historia i nie jestem pewna, czy chce ją opowiadać. Przynajmniej na razie.
- Więc idziesz na randkę z Joelem. Nie mogłaś powiedzieć tak od razu? - spytała nastolatka, a starsza siostra posłała jej spojrzenie pełne pogardy.
- To nie będzie żadna randka.
- Tak, a wystroiłaś się tak, bo…?
- Och, cicho bądź! Zadzwoń lepiej do Natha i zapytaj, czy zerwał już ze swoją głupią dziewczyną.
- Szczerze to wiem co nieco o ich wspólnej historii. Ale to długa historia i nie jestem pewna, czy chce ją opowiadać - przedrzeźniała starszą siostrę Madzia.
         Słowa Moniki dały jej jednak do myślenia. Może powinna porozmawiać z Nathem? Chwyciła za telefon, ale zawahała się i go odłożyła. Z godzinę wpatrywała się w niego w nadziei, że jej były chłopak zadzwonił, ale telefon milczał jak zaklęty. Monika pożegnała się i wyszła, zapowiadając, że wróci dopiero rano. Magda nie miała nawet ochoty spojrzeć przez okno i zobaczyć, jak przywita się z Joelem. Teraz mogła myśleć tylko o jednym.
         Jakiś czas później pukanie do drzwi wyrwało ją z letargu. Nie spodziewała się gości, a Tom, który odwiedzał je najczęściej, raczej wiedział, że nie zamykały drzwi i wchodził bez skrępowania i pukania. Dziewczyna westchnęła ciężko i zajrzała przez wizjer, by zorientować się, kto ją odwiedził. Przed drzwiami stał Nath z bukietem kwiatów i jakimś pakunkiem.
         Akurat teraz chciał być romantyczny. Przyszedł bez zapowiedzi, nie dając jej szansy zrobić się na bóstwo.
- Eee… chwileczkę! - zawołała, sama nie wiedząc, dlaczego tak bardzo chciała wyglądać dla niego ładnie, skoro nie tak dawno nakrzyczała na jego siostrę przez telefon, kiedy próbowała ich pogodzić.
         W mgnieniu oka pobiegła do swojej sypialni i z szafy wykopała sukienkę, której nie miała jeszcze na sobie. Zrzuciła dżinsy i koszulkę z napisem "I'm sexy and i know it" i wbiła się w czerwoną prostą i krótką sukienkę. Z trudem zapięła zamek na plecach, a na wierzch narzuciła czarną marynarkę. Na nadgarstki założyła bransoletki, policzki poszczypała przed lustrem, by dostać rumieńców. W pośpiechu przeczesała też włosy i maznęła rzęsy tuszem. Wszystko zajęło jej niecałe dwie minuty, ale to i tak długo dla kogoś, kto stoi na progu.
         Nath wydawał się jednak cierpliwy i niezirytowany, gdy w końcu mu otworzyła.
- Przepraszam, zmywałam naczynia - skłamała, ale on nawet nie mrugnął okiem, jakby łyknąć kłamstwo bez problemu.
- To dla ciebie - oświadczył, podając jej bukiet kwiatów. - A to dla nas - dodał, podając opakunek, w którym, jak się okazało, była kupiona w restauracji kolacja dla dwojga.
         Dziewczyna w milczeniu poszła wstawić kwiaty do wazonu i nakryła do stołu. W myślach biła się sama ze sobą. Co robiła? Powinna na niego nawrzeszczeć, a tymczasem zamierzała ugościć go, jak gdyby nigdy nic.
- Gdzie twoja siostra? - zapytał Nath, kiedy zasiedli do stołu.
- Nie mam pojęcia. Powiedziała enigmatycznie, że "idzie się nudzić i zrozumieć to i owo". Nie wróci na noc. - Nastolatka nie miała pojęcia, dlaczego dodała to ostatnie wyjaśnienie. Zabrzmiało jak zachęta, jak reklama towaru, którym w tym wypadku była ona.
- Twoja siostra zawsze była dziwna. Nie martwisz się, dlaczego i z kim poszła?
- Doceniam twoją troskę, ale moja siostra zawsze spada na cztery łapy. Gdyby coś jej groziło, to podałaby mi wszystkie numery alarmowe, swoje dokładne miejsce pobytu i testament. Wydaje mi się, że poszła po prostu na randkę z Joelem.
- Dlaczego tak ci się wydaje?
- Próbowała to ukryć oględnymi wyjaśnieniami. I wystroiła się. - Madzia wzruszyła ramionami. - Nie ma powodu do niepokoju.
- To dobrze. Mimo wszystko lubię twoją siostrę. Nie chcę, żeby testament się przydał.
         Nastolatka się roześmiała. Przez chwilę zapomniała, że się rozstali, że on spotykał się z Arianą, że ona cierpiała… Wszystkie te wspomnienia powróciły nagle, kiedy zapadła cisza, gdy zaczęli jeść swoje porcje nałożone na talerze.
- Dalej będziemy bawić się w randkę, czy wyjaśnisz mi, o co chodzi z twoją dziewczyną? - spytała nagle Madzia, a Nath spojrzał na nią skruszony.
- Zerwałem z Arianą, choć była to tylko formalność. Nigdy nic do niej nie czułem, dałem się zmanipulować Scooterowi. Myślał, że będzie to dobra promocja zespołu, a my zerwaliśmy. Nie miałem nic do stracenia. Zgodziłem się, bo wiedziałem, że się jej podobam. Kiedy pracowaliśmy nad wspólną piosenką i teledyskiem, dała mi to jasno do zrozumienia. Ale ona nigdy nie była tobą.
- Mam nadzieję. Ja mam trochę oleju w głowie - prychnęła Madzia, a Nath spojrzał na nią z nieukrywanym rozbawieniem, a po chwili buchnął śmiechem.
- Była głupia, to prawda. Ale w gruncie rzeczy miała dobre serce i chyba jej na mnie zależało. Tylko że mi nie zależało na niej. Nie w ten sposób - wyjaśnił i nagle sposępniał. Jego ręka spoczęła na dłoni nastolatki, którą ta nieopatrznie zostawiła na stole. - Nigdy nie powinienem mówić, że gonisz za mrzonką. Nigdy nie powinienem wątpić w wagę twoich marzeń, twoje intencje wobec Tony'ego, twoją miłość do mnie - wyznał, a ona poczuła, jak fala ciepła ogarnia jej serce.
         Powoli wysunęła rękę z jego uścisku. Narastające pożądanie powodowało niemal fizyczny ból. Kiedy Nath starał się uciec od tej niezręcznej atmosfery i wziął się za jedzenie zawartości swojego talerza, serwetka, którą położył na kolanach zsunęła się na ziemię. Madzia, by ukryć rumieńce o wiele większe niż by chciała, schyliła się, by nagły napływ krwi wyrównał koloryt. Podniosła lnianą serwetkę i położyła ją chłopakowi na kolanach. Przypadkowo musnęła dłonią jego udo i nie zdawała sobie sprawy, jak to na niego zadziałało, dopóki nie usłyszała dźwięku sztućców, które z impetem uderzyły o talerz. Uniosła wzrok zdziwiona i natrafiła na pożądliwe spojrzenie Natha.
- Mam ochotę na deser już teraz - obwieścił podnieconym głosem i wstał z krzesła, by przywrzeć do niej rozpalonymi ustami. - Przepraszam… przepraszam… przepraszam… - powtarzał, raz po raz całując jej usta, brodę i policzki. - Byłem idiotą, jestem idiotą i prawdopodobnie zawsze nim będę. Myślisz, że jest dla nas jeszcze jakaś szansa? Myślisz, że moglibyśmy zacząć od początku?
         Popatrzył na nią wyczekująco, ale ona pokręciła głową.
- Nie możemy zacząć od początku. Takiej historii jak nasza nie da się wyrzucić od tak do kosza. - Nath sposępniał i spuścił głowę, ale dziewczyna położyła mu rękę na policzku i zmusiła, żeby na nią spojrzał. - To nie znaczy, że ja nie kocham ciebie. I że jedyną rzeczą, o której myślałam od dawna jest to, jak bardzo jestem zazdrosna o twój związek z Arianą.
- Ale on był ustawiony od samego początku! Nigdy… ja… uniosłem się dumą, nie powinienem wymyślać tej przerwy, krzyczeć na ciebie, prosić Jess, by zadzwoniła w moim imieniu…
         Tym razem to nastolatka zamknęła mu usta pocałunkiem. Jego przeprosiny były szczere, a ona tak bardzo go kochała. I pragnęła go właśnie w tej chwili, a on pragnął jej i to tak bardzo, że brakło im tchu, gdy wymieniali namiętne pocałunku w drodze do sypialni, zapominając o otaczającym ich świecie.
         Przygryzła wargę i przyjrzała mu się. Wyglądał niesamowicie przystojnie w granatowej koszuli, której kilka guzików pod szyją było rozpiętych. Podeszła do niego bardzo blisko i nosem zaczęła wodzić po policzku, żuchwie i szyi. Jęknął, gdy dłonią dotknęła jego męskości przez materiał spodni. Przejęła inicjatywę i poprowadziła jego rękę w górę po swoim udzie, by ta spoczęła na koronkowym zakończeniu pończochy. Spojrzał na nią zdziwiony, ale i tak podniecony, że czuła, że ma ochotę wziąć ją już w tej chwili. Tym razem jednak to ona zamierzała się z nim podroczyć. Niemal słyszała jego głośne bicie serca, ale kiedy próbował ją pocałować, położyła mu palec na ustach.
         Oddaliła się, zostawiając go osłupiałego. Nie na długo jednak. Zamknęła drzwi na zasuwkę, by nawet jej siostra po powrocie do domu nie była w stanie im przeszkodzić. Następnie podeszła do odtwarzacza CD i włączyła ustawioną już wcześniej piosenkę, The Ronettes "Be My Baby".
         Już po pierwszych dźwiękach, Nath uniósł jedną brew i spojrzał na Madzię rozbawiony.
- "Dirty Dancing"? - zapytał zawadiacko, a dziewczyna skinęła głową.
         Zaczęła zmysłowym głosem cicho śpiewać równo z podkładem i powoli podeszła do chłopaka, którego obeszła, delikatnie ocierając się o niego i powoli pozbywając się swojej garderoby. Zdjęła marynarkę i biżuterię. Zsunęła suwak sukienki, a kiedy chciał jej pomóc, pokręciła głową. Stała przed nim w koronkowej bieliźnie, pończochach i szpilkach.
- Wow - wydusił chłopak.
         Muzyka zmieniła się na "Hungry Eyes". Ona uśmiechnęła się lubieżnie, podeszła do niego i jednym sprawnym ruchem rozerwała mu koszulę, a guziki rozsypały się po posadzce.
- Mam się bać?
- Masz być cicho - poleciła.
         Nie sądziła, że drzemie w niej taka odwaga i seksapil. Tylko raz spędzili ze sobą noc i w pełni poddała się woli swojego bardziej doświadczonego chłopaka. Teraz jednak czuła energię, która gromadziła się w niej od dawna. Doskonale wiedziała, co z nią zrobić. Dłońmi pieściła tors chłopaka, językiem kreśliła mokre ślady na jego podbrzuszu i czuła jego niespokojny ruch, spragniony czegoś więcej. Nie założył paska, więc szybko odpięła mu spodnie, których w pośpiechu się pozbył, a ona zachichotała. Wtedy przyciągnął ją do siebie. Nagle zrobiła się bezradna. Zadowolony, że tak na nią działa, założył jej pasmo włosów za ucho i namiętnie pocałował. Zarzuciła mu ręce na szyję. Przez chwilę kołysali się w rytm refrenu, a wtedy on złapał ją za pośladki i zdecydowanie przycisnął całym ciężarem do ściany, splatając ich dłonie, aż stały się jednością. Biodrami naparł na nią i poczuła, jak bardzo jej pożąda. Nadal trzymał jej ręce w silnym uścisku tuż nad głową i przygważdżał ją ciałem do ściany. Udowodnił tym, że mimo iż chciała przejąć inicjatywę, była wrażliwa i bezbronna na jego urok.
         W odtwarzaczu zabrzmiało "Cry To Me", kolejna piosenka z "Dirty Dancing".
- "Wirujący seks"? - spytał dziewczynę Nath i pocałował ją w szyję, a ona jęknęła z rozkoszy.
         Nawet nie zauważyła, kiedy pozbawił ją stanika i pieścił jej piersi, nabrzmiałe z rozkoszy. Zebrała w sobie resztki samozaparcia i pchnęła go na łóżko. Opuszkami palców zaczęła wodzić po jego ciele, barkach, brodawkach, podbrzuszu. Wsunęła dłonie za gumkę bokserek i pozbawiła go ich jednym powolnym ruchem.
         Przysiadł na łóżku, zamiast czekać biernie na jej pieszczoty. Przylgnął do jej brzucha i objął ją w pasie. Pocałował ją przez materiał koronkowych majtek, a ona odchyliła głowę do tyłu. Spojrzał na nią i powoli zsunął jedną pończochę, z drugą nieco się pospieszył, więc dziewczyna wiedziała, że spieszno mu, by przejść do rzeczy tak samo jak jej.
         Nie miała pojęcia, jaka piosenka leci w odtwarzaczu, całkowicie zatraciła się w chwili. Pozwoliła się Nathowi położyć delikatnie na pościeli i pozbawić ją ostatniego elementu garderoby. W jednej chwili był już przy niej, obejmując ją mocno. Ich usta splotły się w namiętnym pocałunku, a ciała zaczęły miłosny taniec. Nath kąsał jej płatek uszny, całował szyję i zagłębienia nad obojczykami, przez co po raz kolejny jęknęła.
         Nagle z głośników odtwarzacza zabrzmiało bardzo głośno "She Makes Me Wanna" JLS. Oboje roześmiali się, gdy ich pieszczoty zostały brutalnie przerwane. Madzia poderwała się, chwyciła szlafrok i w biegu wsunęła go na siebie, by nie czuć się niekomfortowo. Wyłączyła muzykę i spojrzała zawstydzona na Natha, który leżał na łóżku podparty na łokciach.
- Nastrój prysł? - spytała, a on pokręcił głową i po wykonaniu jednego sprawnego susa znalazł się tuż przy niej.
- Nie potrzebuję muzyki, aby był nastrój. Wystarczysz mi tylko ty.
         Uśmiechnęła się na te słowa, a on wpił się w jej usta i zrzucił z jej ramion szlafrok, tak że ponownie stała przy nim naga. On napierał na nią swoją męskością, ona przyciskała swoje nabrzmiałe brodawki do jego torsu. Oddechy ponownie przyspieszyły. Magda chciała, by rozkoszne oczekiwanie wreszcie się skończyło.
         I wtedy wysłuchał jej prośby, ale zupełnie inaczej niż się tego spodziewała. Uniósł ją i posadził na komodzie, a sam stanął między jej nogami.
- Co ty robisz? - spytała dziewczyna zdumiona.
- Kiepsko mi idzie, skoro musisz pytać - westchnął chłopak, ale ona złapała jego twarz w dłonie i pocałowała go tak namiętnie, że nie miał wątpliwości, jak na nią działa.
- Obawiam się tylko, czy ta komoda to przetrzyma…
- Kupię ci nową - sapnął krótko chłopak i już był w niej, a ona wydała przeciągły jęk rozkoszy.
         Objęła rękoma jego kark, a nogi oplotła jego sylwetkę, gdy raz po raz wykonywał pchnięcia, które doprowadzały ją do białej gorączki. Oddychała coraz szybciej, gdy ją całował i poruszał się w niej, jakby byli jednością. Dłonie wplotła w jego włosy, a gdy przyspieszył, musiała uczepić się jego ramion i przylgnęła do niego całą sobą. Wstrząsały nią spazmy rozkoszy, jęczała, a on oddychał coraz szybciej, by w końcu doprowadzić ją na szczyt i podążyć w ślad za nią. Na kilka sekund ukrył twarz w jej włosach.
- Wytrzymała - odezwał się i oboje wybuchli śmiechem.
         Bez ostrzeżenia podniósł ją i przeniósł na łóżko.
- Co ty…? - spytała dziewczyna.
- Chcę nadrobić czas - obwieścił bezceremonialnie Nath i językiem zaczął pieścić stwardniałą brodawkę dziewczyny, gdy ta wygięła się w łuk. Zawisł nad nią oparty na ramionach i ponownie zaczął się rytmicznie poruszać. Dłonie zacisnęła na pogniecionej pościeli. Czuła, że ponownie zbliża się orgazm.
         Nath patrzył na jej twarz, gdy osiągnęła najwyższą falę rozkoszy, jęknął, ale kontynuował natarczywe pchnięcia, mimo iż na jego czole pojawiły się kropelki potu. Magda zamglonym z rozkoszy wzrokiem, ostatkiem sił przewróciła go na plecy i wspięła się na jego brzuch. Zaczęła unosić się i opadać, najpierw powoli, potem coraz szybciej. Już po kilkunastu sekundach naszła ją kolejna fala rozkoszy. Nath trzymał ręce na jej pośladkach i poczuła, że napina wszystkie mięśnie. Był bliski spełnienia, ale się opierał. Nie chciała, by dłużej cierpiał w taki sposób, więc pochyliła się i pocałowała go w usta.
         Poruszała się nadal, patrząc w jego oczy z odległości kilku centymetrów. Jej piersi dotykały jego torsu i razem z miarowym, coraz szybszym ruchem miednicy powodowały jęki, które starał się stłumić. W końcu jednak odchylił głowę i poczuła, że razem znajdą się w raju już za kilka sekund. Krzyknęła, gdy spazmy wstrząsnęły nią w ekstatycznym uniesieniu w tym samym momencie, gdy on wypełnił ją nasieniem.
         Chłopak objął ją opadającymi z sił ramionami i zaczął łapać oddech pełną piersią. Ona musnęła wargami jego szyję i przytuliła się do jego torsu. Opuszkiem palca zakreśliła na jego torsie małe serduszko. Nie było możliwości, by odczytał znaczenie tego gestu, ale spojrzał na nią w taki sposób, jakby o wszystkim wiedział.
         Długo leżeli tak razem, wtuleni w siebie. Nie rozmawiali, ale mimo wszystko Maggie wiedziała, że Nath nie śpi. Czuła przyspieszone bicie jego serca. Jej musiało walić tak samo, oszalałe z miłości, pędzące w galopie wprost do gwiazd.
- Nigdy nie byłem tak szczęśliwy - wyszeptał w końcu on. - Nigdy nie kochałem nikogo tak bardzo, jak kocham ciebie.
         Magda ukradkiem wytarła łzę, która zalśniła jej w oku. Teraz jak nigdy czuła, że znalazła miejsce dla siebie. Przy nim wszystko wydawało się takie proste. Oparła brodę na torsie chłopaka i spojrzała mu w oczy.
- To przez ten seks - zażartowała, a on uśmiechnął się szeroko.
- Myślę, że to tylko wisienka na torcie - obwieścił śmiertelnie poważnie i przytulił ją mocniej do siebie.
         Nie wierzył, że stracili tyle czasu.
- Mieszkam tu z Moniką już od jakiegoś czasu, ale co powiesz na urządzenie parapetówki? Moglibyśmy oznajmić wszystkim, że znowu jesteśmy razem - podsunęła chłopakowi Magda.
- Myślę, że to dobry pomysł. Już nigdy nie będę niczego ukrywał przed światem.
- Właśnie chciałam cię poprosić, żebyś wstrzymał się jeszcze przez jakiś czas. Chciałabym zrobić wszystkim niespodziankę.
- Ty chcesz zachować nasz związek w tajemnicy? - spytał rozbawiony Nath, całując dziewczynę w czubek nosa. - A czy to czasem nie było powodem wielu kłopotów?
- Było, ale już nie będzie. Teraz, kiedy Wredne Zalotki ruszyły pełną parą wasz menedżer nie będzie miał chyba nic przeciwko naszemu związkowi? Cóż, żadna ze mnie Ariana, ale może mój zespół już niebawem zdetronizuje Little Mix?
- Całe szczęście, że żadna z ciebie Ariana. Czułem, jak szare komórki ze mnie ulatują, kiedy byłem zmuszony się z nią spotykać.
- Masz nauczkę. O prawdziwą miłość zawsze warto walczyć, nawet jeśli wydaje się to misja samobójcza.
- Masz rację, jak zawsze. Czemu byłem takim idiotą i dałem się zmanipulować Scooterowi?
- Nie wiem. Zapytaj mnie jutro, to wymyślę kilka powodów. Teraz chcę się cieszyć chwilą - obwieściła Madzia, a Nath delikatnie pocałował ją w usta.
- Teraz i na zawsze - szepnął jej do ucha i były to ostatnie słowa, zanim zasnęła.

         Tym razem w jego ramionach. 

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 68 - "Mój meteoryt"

Wow, ile wejść dzisiaj! Naprawdę są osoby, które czekają na rozdziały. Bardzo Wam dziękuje za cierpliwość, za komentarze i za wsparcie. Kolejny rozdział dla Was, dziś trochę o Brukselce. Wybaczcie wszelkie błędy, nie mam czasu ich poprawiać. 
Pozdrawiam i zachęcam do komentowania :)





      Impreza halloweenowa wbrew pozorom należała do najbardziej normalnych. Poza zamieszaniem z Arianą, małą kłótnią o lepszy kolor włosów dla elfów i oburzeniem Toma, który wzięty został za zwykłego rycerza, nic takiego się nie działo.
         Po wolnym tańcu Madzia zatańczyła jeszcze kilka razy, ale ani razu z Nathem, który trzymał się raczej na uboczu. Monika przez swój ciasny syreni ogon omijała parkiet szerokim łukiem, a i do baru nie zaglądała zbyt często. Miło jej się jednak gawędziło z Jayem i Olgą, a nawet spotkanie z Ryanem nie było aż tak niezręczne, jak to sobie wyobrażała, głównie dlatego, że zajęty był rozplątywaniem supłów w długiej blond peruce i na jej pytania o trasę odpowiadał raczej lakonicznie.
         Pewne było jednak, że Wredne Zalotki oficjalnie zadebiutowały na salonach i mimo iż Irene musiała wrócić do domu wcześniej, bo nadgarstek zaczął ją boleć, wieczór można było zaliczyć do udanych. Po imprezie Madzia nie wróciła do domu. Maja zaprosiła ją do siebie, a że Polki na obczyźnie musiały trzymać się razem, osiemnastolatka zgodziła się bez wahania. Następnego dnia przy obiedzie, albo późny śniadaniu, Madzia opowiedziała przyjaciółce o niezręcznej rozmowie z Nathem, o swoim planie odnośnie wzbudzenia w nim zazdrości, który został zduszony w zarodku i o tym, że próbowała porozmawiać o uczuciach byłego chłopaka z jego siostrą, ale brutalnie przerwał im Tom. W wyniku tego incydentu, Madzia nadal nie wiedziała na czym stoi. Zasugerowane przez Natha zerwanie z Arianą dawało nadzieję, ale nic nie było oficjalnie potwierdzone. No a jeszcze był Tony, którego dziewczyna nie chciała urazić. Irene miała rację, niedobrze było bawić się jego uczuciami. Zdała sobie sprawę, że nawet jeśli tego nie chciała, z każdym kolejnym spotkaniem dawała przyjacielowi nadzieję na coś więcej. Z drugiej strony powiedzenie mu wprost nie wchodziło w grę. Złamałaby mu tym serce, a ponad wszystko nie chciała stracić tak wspaniałego przyjaciela. Tony był jedną z najlepszych osób, jakie w życiu spotkała. Bardzo chciała, żeby był szczęśliwy, ale szczęście z nią nie wchodziło w grę. Szczególnie, kiedy na horyzoncie nadal był Nath, który, przy dobrych wiatrach, o tej godzinie był już singlem. Podczas swojego pobytu w Anglii dziewczyna jednak już dawno przekonała się, że ciężko liczyć tutaj na pomyślne wiatry. Brytyjskie wody teraz były wzburzone jak nigdy.
         Monika zlądowała w swoim mieszkaniu około czwartek, mimo iż jej siostra i przyjaciele deklarowali, że zostaną jeszcze dwie godziny na imprezie. Rudowłosa była jednak tak wyczerpana, że nie dała namówić się na przeciąganie fiesty. Zasnęła w momencie, w którym jej głowa dotknęła poduszki i spała twardym snem przez bite dziesięć godzin.
         Kiedy rano wzięła prysznic i doprowadziła się do porządku zorientowała się, że od dwóch godzin Luiza i Karolina na zmianę próbowały się do niej dodzwonić. Zamierzała skontaktować się z nimi później, najpierw chciała dowiedzieć się, jak się czuje jej siostra, ale o żadnym dzieleniu się wrażeniami nie było mowy, gdyż telefon jeszcze raz zawibrował. Zdjęcie uśmiechniętej od ucha do ucha Luizy, które wyświetliło się na ekranie telefonu wywołało u Moniki chichot. Szybko odebrała, żeby nie narazić się na wrzaski. Niestety i tak dostało jej się po uszach.
- Czy ty nigdy telefonu nie odbierasz?! - krzyknęła blondynka w słuchawkę, którą Monika musiała odsunąć z dala od twarzy, by nie ogłuchnąć.
- Miałam wyłączony dźwięk. I spałam - wytłumaczyła się zdawkowo. - A dlaczego ty jesteś taka rześka?
- Ryan wrócił, to nie mam czasu leniuchować - wyjaśniła Lou. - Ale kij z nim, mam newsa.
- Ploteczki przede wszystkim. Mów, o co chodzi i nie każ mi zgadywać.
- Siedzisz?
         Monika rozejrzała się wokoło. Chwilowo nie było pod ręką żadnego siedziska, więc posłała przyjaciółce półprawdę.
- No… powiedzmy.
- Pewnie stoisz, ale mniejsza. Jak się wywalisz jak długa, to sama będziesz sobie winna. Zgadnij, kto nas dziś odwiedził?
- Mówiłam, że nie będę zagadek rozwiązywać. Nie możesz po prostu powiedzieć?
- Nie.
- Dobra. Max?
- Nie.
- Tom?
- Nie. Czy ty znasz tylko członków The Wanted?! - zirytowała się Luiza.
- Danny Jones?
- Jezu, to twój kumpel. Dobra, powiem ci, bo nigdy nie zgadniesz. Przyszedł Joel. Przed dwunastą normalnie zapukał do drzwi jak gdyby nigdy nic. Karolina otworzyła, bo ja spałam. Właściwie to mnie obudził. I jak on to powiedział, Karola? - Blondynka zwróciła się do przyjaciółki, która czatowała przy słuchawce, a ta przejęła komórkę i wyjaśniła.
- "Hej. Jest Monica?". Rozumiesz?! - dokończyła szatynka. Po drugiej stronie słuchawki panowała cisza. - Jesteś tam?
- Jestem.
- Byłam w szoku, nie wiedziałam, że Luiza zataiła przed Ryanem fakt, że już z nami nie mieszkasz. I nie wiedziałam, co powiedzieć. Okłamać go, że cię nie ma, czy powiedzieć, że się wyprowadziłaś.
- A wtedy wstałam ja i powiedziałam "proszę, proszę, kogo widzą moje oczy, a oto i zdrajca we własnej osobie".
- Nie powiedziałaś tego, Lou.
- Ale chciałam, to prawie tak, jakbym powiedziała.
- Wstała, zobaczyła go w progu i mnie milczącą i nieogarniającą sytuacji. Powiedziała, że Ryan jeszcze śpi, a on na to, że nie przyszedł tu dla Ryana. No i wtedy Lou powiedziała: "jeśli dla twojej byłej dziewczyny, to chyba byłby dobry moment, żeby cię poinformować, że od dawna z nami nie mieszka". Słuchasz mnie w ogóle?
- Tak, tak - zapewniła drżącym głosem Monika. - Mów dalej.
- Powiedział, że dzwonił do ciebie z trasy, ale zablokowałaś jego numer, a gdy dzwonił z innego, nie odbierałaś - kontynuowała Karolina. - Dlaczego nie mówiłaś?!
- A skąd miałam wiedzieć, że to on dzwoni? Nie odbieram nieznanych numerów. Kiedyś dzwonili do mnie z jakiegoś towarzystwa ubezpieczeniowego, a kobieta miała taki akcent, że nic nie mogłam…
- MONIKA!
- No co?
- Ty zablokowałaś jego numer, a on chciał z tobą porozmawiać. Nawet jeśli miał co do twojej wierności wątpliwości, to najwyraźniej chciał sobie coś wyjaśnić. Musisz z nim pogadać.
- Chyba nie podałyście mu mojego adresu? - spytała przerażona rudowłosa.
- Co z tobą jest?! Ilekroć nie wyjdzie ci z facetem uciekasz przed nim i się chowasz. Nie, nie podałyśmy mu twojego adresu. Powiedziałam, że jeśli będziesz chciała się odezwać, to to zrobisz. Ale jeśli o mnie chodzi "zbrodnia" Joela wydaje mi się mała i błaha i byłabym wniebowzięta, gdybyś się z nim pogodziła.
- JA TEŻ!!! - wrzasnęła Luiza.
- Skąd wiecie, że on tego chce?
- Bo miał zbolałą minę, a kiedy usłyszał, że tu nie mieszkasz, to normalnie się popłakał! - odpowiedziała Luiza.
- Wcale się nie popłakał - poprawiła ją Karolina. - Ale było mu przykro. Myślę, że sobie wszystko poukładał w głowie i zrozumiał, że cię kocha i…
- Sama nie wiem. Nie chcę się na nic nastawiać, żeby znowu nie cierpieć - westchnęła Monika.
- A więc jest nadzieja! Nie mówi nie! - krzyknęła Karolina i po drugiej stronie słuchawki Monika usłyszała przybicie piątki.
- Możecie mówić ciszej? To wasz sąsiad.
- Już niedługo. Zapomniałyśmy mówić, ale nasza umowa najmu obowiązuje tylko do końca roku. Potem nowy właściciel kamienicy zrobi z niej hotel i wszyscy rozejdziemy się w swoje strony…
- Wiecie, co? To nie jest rozmowa na telefon. Może spotkamy się dzisiaj w barze Black Velvet i porozmawiamy jak za starych, dobrych czasów?
- Ona wraca do żywych!!! - krzyczała po drugiej stronie słuchawki Luiza, a Karolina zachichotała i jej przerwała.
- Spotkanie nam pasuje. Dziś o 20?
- Niech będzie. Stawiam pierwszą kolejkę.
         Monika pożegnała się z przyjaciółkami i odłożyła telefon. Żałowała, że mimo ostrzeżenia nie usiadła. Nogi trzęsły jej się, jakby były z galery, na nowo odżyła nadzieja, której iskierki sukcesywnie gasiła w sobie przez prawie dwa miesiące. Nie chciała cierpieć, ale czy na pewno dobrym sposobem, aby do tego nie dopuścić było odpychanie od siebie szansy na miłość?

*

- Możemy o tym nie rozmawiać? Przyszłyśmy się zabawić - oświadczyła Monika, dopijając duszkiem piwo z butelki do końca i stawiając je na blacie barowego stołu tak, że aż huknęło.
         Karolina i Luiza od kilku godzin próbowały skłonić ją do zeznań, ale jak tylko wypiła pierwszego drinka, uznała, że zamiast rozmawiać, lepiej będzie jeśli się zabawi.
- A co ze słowami "może spotkamy się w barze Black Velvet i porozmawiamy jak za starych, dobrych czasów"? - dopytywała się Karolina, a jej rudowłosa przyjaciółka wywróciła oczami.

- No to może potańczymy jak za starych, dobrych czasów? Nie pamiętam, kiedy ostatnio razem tańczyłyśmy…
- Z Luizą tańczyłaś w noc, w którą uratowałyśmy ją przed gwałtem.
- Gwałt. Słowo, które powinno zabić atmosferę błogości i swawoli, a jednak… nadal chce mi się tańczyć! - oświadczyła żywiołowo Monika.
         Wypiła już dwa drinki i ze trzy piwa. Była ostro wstawiona, ale czuła się świetnie. Alkohol nie zamroczył ją jeszcze do tego stopnia, że popadła w melancholię. Była podchmielona w dość uroczy, ale i upierdliwy sposób, przytulając to jedną, to drugą przyjaciółkę, śpiewając głośno i tańcząc nawet na siedząco.
- Pójdę do baru. Chcecie coś? - zapytała w końcu Monika, a Karolina spojrzała błagalnie na Luizę, by nie wyjść na zabójcę imprezowego nastroju. Blondynka postanowiła wybawić współlokatorkę.
- Dobra, piękna. Wypiłaś już za dużo. Jest dopiero dziesiąta, ale chyba odwieziemy cię taksówką do mieszkania.
         Monika zupełnie zignorowała przyjaciółkę i ruszyła w stronę baru. Luiza popędziła za nią, a Karolina pilnowała toreb i z przerażeniem obserwowała, co wydarzy się dalej. Przy barze Luiza próbowała wyperswadować pijanej rudowłosej kolejne drinki, ale ta była nieugięta. Stanęła w kolejce i zamówiła. Obok siebie miała jakiegoś barczystego kolesia z piwem w ręku, którego jak gdyby nigdy nic puknęła w ramię, a gdy się odwrócił, wskazała na Luizę.
- Poznałeś już Lou? - spytała beztrosko i zanim blondynka zdążyła otworzyć usta, Monika porwała podanego jej drinka i ulotniła się, zostawiając przyjaciółkę z wyszczerzonym kolesiem, który właśnie informował nową znajomą, że "nie miał przyjemności".
         Monika ze świeżym drinkiem w dłoni klapnęła na siedzeniu koło Karoliny i zachichotała. Już po chwili dołączyła do nich rozwścieczona Luiza.
- Serio, Monia?! Patenty z "Jak poznałem waszą matkę?" chcesz odwalać?!
         Dziewczyna nie była skora by odpowiadać, bo wychyliła pół drinka i usłyszawszy, że wraz z wybiciem dziesiątej rozpoczął się wieczorek karaoke, wstała z miejsca i zdjęła marynarkę.
- Jak moje cycki? - spytała, łapiąc piersi w dłoni i je poprawiając.
- Oba i na miejscu. Ale dlaczego pytasz? - zdziwiła się Karolina, ale nie musiała długo czekać na odpowiedź.
         Monika odrzuciła długie włosy do tyłu i ruszyła do DJ'a, aby zapowiedzieć numer, który zamierzała wykonać.
- Czy myślisz, że ona… - zaczęła Luiza i nie zdążyła dokończyć, bo z głośników zabrzmiało "I Will Survive" w wersji Pussycat Dolls.  
- Chyba nadal chce pokazać, że przetrwa mimo zerwania - westchnęła Karolina i obie załamały ręce, widząc jak ich przyjaciółka zaczyna piosenkę spokojnie, by potem tańcować z mikrofonem na kablu, który przy przejściu ją przerósł.
         Wygibasy zakończyły się niemal tragicznie, gdy kostka owinęła jej się o kabel, a statyw stał się przeszkodą nie do pokonania. Dziewczynie zawirowało w głowie i spadła z metrowego podwyższenia sceny. Ku swojemu zdziwieniu nie wylądowała jednak twardo na ziemi. Muzyka urwała się w pół nuty, Karolina i Luiza przejęte i zasapane dobiegły do niej w mgnieniu oka, ale on był szybszy.
         Przez dłuższą chwilę do dziewczyny nie docierało, że to Joel ją złapał, zanim grzmotnęła o parkiet. Trzymał ją w ramionach dokładnie tak samo jak w momencie, w którym go poznała. Tyle że teraz nie miała na sobie sukni ślubnej należącej do innej kobiety, ale czarny strój, jak bardzo pasujący do jej nastroju. Kiedy przypomniała sobie, dlaczego tak wlewała w siebie alkohol, wyrwała się z uścisku byłego chłopaka i wróciła do stolika.
- Ryan powiedział, że tu przyszliście. Chciałem z nią porozmawiać - wytłumaczył się Joel przed dziewczynami.
- Spóźniłeś się o jakieś dwa piwa i jednego drinka - odpowiedziała Karolina. - Teraz już dwa drinki - dodała, widząc, że Monika opróżnia kupiony przed swoim scenicznym popisem procentowy napój.
- Chyba powinna wrócić do domu. Mogła zrobić sobie krzywdę - zauważył chłopak. - Zadzwonię po taksówkę.
         Dziewczyny w milczeniu pokiwały głową. Kiedy z trudem udało im się zaprowadzić przyjaciółkę do łazienki i opłukać jej twarz, oczy Karoliny zaświeciły jak iskierki.
- Knujesz jakiś szatański plan? - zagadnęła Luiza. - I pewnie to ma coś wspólnego z Joelem, tak?
- Nic nie knuję, ale… niech on ją odwiezie, co ty na to?
- Jak wytrzeźwieje to nas zabije, że powiedziałyśmy mu adres i pozwoliłyśmy mu z nią jechać.
- Najpierw nas zabije, ale potem wycałuje - zapewniła Karolina. - Znam ją prawie całe życie. To jedyny sposób, żeby z nim porozmawiała.
- Jest zalana w trupa, nic nie będzie kontaktować. Zresztą, perspektywa bycia zamordowanym, a potem zacałowanym do mnie nie przemawia.
         Luiza założyła ręce na piersiach. Posadzona na klapie w kabinie Monika wpatrywała się w swój dekolt i raz po raz poprawiała biust. Blondynka przewróciła teatralnie oczami.
- Widzisz? Zalana w pestkę.
- Gdzie moja marynarka? - spytała Monika, a Karolina popatrzyła na Luizę spode łba.
- I oto Ewa spostrzegła, że jest naga.
- Co ty gadasz?
- Nieważne. Mieszka pół godziny drogi stąd. Zanim dojedzie, wytrzeźwieje.
- I puścisz ją z tym zboczeńcem?!
- Z jakim zboczeńcem? - zaciekawiła się Monika, ale Karolina zakazała Luizie mówić cokolwiek.
         We trzy wyszły z damskiej toalety. Przed drzwiami do klubu czekał na nich Joel.
- Taksówka już jest - oznajmił, wskazując na pojazd dwa metry dalej. - Upewnijcie się, że zaśnie, zanim wrócicie do siebie.
- Właściwie… - zaczęła Karolina. - Tak sobie pomyślałam, że bez sensu jest, żebyśmy jechały z nią, skoro mieszkamy o rzut beretem stąd.
- On też, geniuszu - prychnęła Luiza. - Nasz sąsiad, pamiętasz?
- Och, po prostu weź ją i…
- Mogę sama wrócić, nie jestem pijana - obwieściła Monika, potykając się o własną nogę. - I nadal nie mam marynarki.
         Joel podał jej element garderoby zostawiony przy stoliku, który opatrznie zabrał z klubu.
- Dzięki. I arrivederci! - Monika pożegnała się i chwyciła za klamkę jakiegoś samochodu. Drzwi nie ustępowały, więc spojrzała zdziwiona na Karolinę, która z rozbawieniem wskazała jej taksówkę dwa metry dalej. - Och - westchnęła Monika. Wygładziła spodnie i ruszyła w stronę wspomnianego transportu.
- Kochana, Joel cię odwiezie. My musimy jutro rano wstać do pracy.
- Sama pojadę!
         Monika usadowiła się w taksówce, ale kierowca nie wydawał się zbyt chętny, by ruszyć z miejsca. Dopiero gdy Joel wsiadł obok swojej byłej dziewczyny, popatrzył na niego, a kiedy otrzymał sygnał skinięciem głowy, odpalił silnik.
- To dokąd? - zapytał, a Monika, zanim się zorientowała, podała mu swoje nowe miejsce zamieszkania.
         Droga z baru była dość długa. Przy uchylonym oknie zaczęło docierać do niej, kto siedzi bez słowa na siedzeniu obok, co wyprawiała w klubie i jak złapał ją, gdy spadała ze sceny. Myśli przelatywały jej przez głowę z prędkością światła. Nie miała pojęcia, w jaki sposób się pożegnać i czy w ogóle to zrobić. Nie miała pojęcia jak wybrnąć z faktu, że znał już jej adres. Nie miała pojęcia, co robić.
         Złapała za telefon i zobaczyła dwie wiadomości. Jedna z nich była od Madzi, która informowała, że zostaje u Mai na drugą noc, razem ze wszystkimi Wrednymi Zalotkami. Druga była od Karoliny, która nakazywała jej "nie robić nic głupiego" i "zadzwonić, jak tylko się obudzi".
         Monika ani się obejrzała, a znaleźli się przed jej blokiem. Nie była już pijana, ale nadal nieco oszołomiona alkoholem. Nie odzywała się w nadziei, że uda jej się zasnąć, ale zmęczenie nie przychodziło, by zebrać żniwo. Była zbyt nabuzowana.
- Możesz już iść, pa! - pożegnała się przed budynkiem, gdy on płacił taksówkarzowi.
- Nie uciekniesz mi tak łatwo.
- Mogłeś wracać tą taksówką do siebie.
- Muszę się upewnić, że odstawię cię bezpiecznie pod same drzwi - oświadczył śmiertelnie poważnie Joel i otworzył przed Moniką drzwi. - Złapię kolejną taksówkę.
- Jak sobie chcesz. - Dziewczyna wzruszyła ramionami i ruszyła po schodach.
         Czuła na sobie spojrzenie byłego chłopaka, więc przyspieszyła kroku i już po chwili mocowała się z zamkiem. Klucze spadły jej na ziemię, a ona zaklęła i jeszcze raz spróbowała umieścić je w drzwiach, ale szło jej dość opornie, kiedy on stał obok i obserwował ją z rozbawieniem.
- Pomóc ci?
- Potrafię uporać się z wejściem do własnego mieszkania.
- Nie wątpię. Ale może lepiej zapukaj. Obudzisz siostrę, ale wejdziesz do środka przed świtem.
- Madzia nocuje u koleżanki. A do świtu jeszcze sporo czasu - oświadczyła Monika i udało jej się otworzyć, co przyjęła z niewątpliwą ulgą. - No. Pora kończyć twój szarmancki gest. Dotarłam bezpiecznie. Dobranoc.
         Monika wyszczerzyła zęby w czymś, co w jej założeniu miało przypominać uśmiech, ale było raczej szczękościskiem. Kiedy próbowała zamknąć drzwi, poczuła opór. Joel wsunął nogę między nie a framugę i spojrzał na nią wzrokiem zbitego szczeniaka.
- Nie masz nic przeciwko, żebym skorzystał z łazienki? - spytał, zaglądając do środka.
- Eeee… Ja…
- No co ty, boisz się mnie?
- Dobra, właź - westchnęła zrezygnowana.
         Kiedy jednak drzwi trzasnęły, przekonała się, że Joel bynajmniej nie zamierzał korzystać z łazienki. Poczuła jak z delikatnością i niecierpliwością zarazem przyciska swoje wargi do jej warg. Nie przerywając pocałunku, drżącymi dłońmi zaczęła rozpinać guziki przy jego koszuli. Pragnęła jego dotyku na swoim ciele, pragnęła jego pocałunków, ale niczego nie pospieszała. Przerwał pieszczotę i spojrzał na nią, jakby nie dowiedział, że poczyniła tak zdecydowane kroki. Wplotła ręce w jego włosy i pocałowała go głęboko i namiętnie. Kiedy ich wargi na krótką chwilę się od siebie oderwały, przycisnął nos do jej policzka. Poczuła jego przyspieszony oddech na szyi.
- Jesteś tego pewna? - spytał zdławionym głosem.
- Jak nigdy - wyszeptała i to przeważyło szalę.
         Jakiekolwiek wątpliwości nim targały, teraz przygarnął ją do siebie i zdecydowanym ruchem ściągnął jej bluzę, którą cisnął na kanapę i wziął się za top. Ona wyswobodziła jego ramiona z krępującej rozpiętej koszuli. Na oślep zaczęli zmierzać do sypialni, raz po raz zatrzymując się, by wymienić namiętne pocałunku. Dziewczyna doskonale widziała w półmroku, w jaki sposób on na nią spogląda. Podobało jej się to uwielbienie. Wyglądał, jakby wygrał los na loterii i zrobi wszystko, żeby nie zmarnować wygranej.
         Kiedy oboje byli już tylko w bieliźnie, delikatnie położył ją na satynowej. Naznaczał pocałunkami jej szyję, obojczyk i dekolt, a ona badała opuszkami palców jego plecy, które poruszały się do rytmu grającego gdzieś za ścianą romantycznej piosenki. Wargi chłopaka przesunęły się na jej ramię, jednocześnie powoli zsunął ramiączko stanika. Potem powoli przesunął się niżej, całując brzuch całkowicie pozbawił ją stanika.
         Ta delikatność doprowadzała ją do szaleństwa. Chciała poczuć go w sobie, chciała, żeby był zdecydowany i nie bał się wziąć tego, co podała mu na tacy. On jednak nie spieszył się. Upajał się każdą sekundą, rozpalał ją od środa.
         Ręce, którymi błądziła po jego plecach zsunęła niżej, sięgając bokserek, które zaczęła powoli zsuwać. Nie protestował. Zadowolona, że udało jej się przejąć inicjatywę i przyspieszyć akcję, pocałowała go w szyję. Dłońmi muskała wewnętrzne strony jego ud i przyciągała jego biodra do siebie. Uśmiechnęła się, gdy poczuła, jak jego ciało przeszywa dreszcz.
         Usiadła i językiem zaczęła kreślić kółka na jego podbrzuszu, kierując się coraz niżej. Zatrzymał ją, zanim dotarłam do miejsca przeznaczenia. Złapał jej podbródek i zmusił, żeby na niego spojrzała. Patrzył na nią z taką… miłością. Bo była to miłość, nie tylko pożądanie. Nie rozumiała, skąd u niego takie uczucia, oddanie, tęsknota… Pragnął jej, było to oczywiste, a jednak było coś jeszcze, co bardzo jej się spodobało. Cokolwiek zaszło między nimi wcześniej, poszło w niepamięć.
         Joel złożył powolny i długi pocałunek na jej ustach i znalazł się tuż nad nią na łóżku. Pozwoliła mu przejąć inicjatywę. Przylgnęła do niego i nagimi piersiami ocierała się o jego tors. Jego ciężar w ogóle jej nie ciążył, chciała go poczuć w sobie, natychmiast. Miała przyspieszony i urywany oddech, którego wreszcie zdecydował się wysłuchać. Całował jej płatek uszny i powoli zsuwał jej figi, które wylądowały gdzieś w ciemnych czeluściach pod łóżkiem.
         Dłonią przejechał od biodra do uda i zatrzymał się w zagłębieniu kolana, by lepiej ułożyć się między jej nogami. Jęknęła z rozkoszy, kiedy gładził jej nogę, podczas gdy doskonale czuła go TAM. Był tak samo gotowy jak ona, a jednak nadal nie poczynił żadnego kroku. Oplotła jego biodra nogami i wpiła paznokcie w jego plecy.
         Wtedy poczuła, jak powoli w nią wchodzi i wydała z siebie przeciągłe westchnienie rozkoszy. Poddawała się rytmowi, który nadawał, mimo iż poruszał się wolno, jakby rozkoszował się każdą chwilą. Ukryła twarz w jego ramieniu, na szyi czuła jego przyspieszony oddech. Odgarnął jej długie włosy z twarzy i złożył na jej ustach pocałunek. Patrzył jej głęboko w oczy, a ona zagryzła wargę. Przyspieszył, jakby zrozumiał jej niewypowiedzianą prośbę. Ich usta po raz kolejny złączyły się z wielką mocą, a jego pchnięcia były szybsze, mocniejsze i głębsze.
         Próbowała zdławić jęki, nie dać po sobie poznać, jak na nią działa, ale reakcje organizmu były silniejsze. Słyszała, że i on nie jest w stanie się pohamować. Napływała oczekiwana fala rozkoszy. Nie przerywał kontaktu wzrokowego, raz po raz całując jej usta i brodę. Kilka mocniejszych pchnięć doprowadziło ich do spełnienia w tym samym momencie. Przepełniony emocjami jęk rozkoszy połączył się w jedno.
         Dziewczyna wpatrywała się w niego z niedowierzaniem, a on posłał jej zmęczony, ale pełen szczęścia uśmiech, dzięki czemu oczy jej rozbłysły. Powoli wysunął się z niej i przytulił się do jej pleców, jedną rękę wsuwając pod jej głowę. Sięgnął po zwiniętą w nogach łóżka kołdrę i przykrył ich nagie sylwetki. Oddechy powoli się wyrównywały, a ona miała w głowie mętlik, ale w tej chwili nie chciała myśleć o niczym innym niż o spełnieniu, które napełniło ją spokojem.
         Spała twardo, jak chyba nigdy. I nie miało to nic wspólnego z poduszką z jego ręki, bo czuła pod głową miękką i puchową, widocznie sama zmieniła w nocy pozycję, zupełnie o tym zapominając. Budziła się powoli, jakby dopadł ją kac rozkoszy, o ile coś takiego w ogóle istniało. Niepokoił ją niezręczny poranek. Nie była rodzajem dziewczyny, która szła do łóżka z facetem pod wpływem impulsu. A jednak poprzedniego wieczora nie mogła się pohamować. Czy Joel może się liczyć jako jej chłopak, mimo iż po kłótni niewątpliwie zerwali, a potem nie dawał znaku życia, gdy wyjechał w trasę z zespołem? A może była to przygoda na jedną noc?
         Kochała się z facetem, który strasznie ją zawiódł, kiedy jej nie uwierzył, ale mimo tego, nie czuła się źle. Była… szczęśliwa. Cóż, a przynajmniej więcej niż zadowolona. Była przekonana, że głupkowaty uśmieszek pałętał jej się po twarzy. Usiadła na łóżku dość gwałtownie, w nadziei, że odpływ krwi spowoduje przywrócenie jej normalnej miny.
         Gdy przekręciła głowę, natrafiła na jego wzrok. Musiał nie spać od dłuższego czasu, ale nie chciał jej budzić, tylko przyglądał jej się z boku, z ręką podpartą na łokciu.
- Dzień dobry - przywitał się beztrosko, pochylając się i całując ją w nagie ramię.
         Zupełnie jakby noc, którą wspólnie przeżyli nie miała miejsca, Monika w pośpiechu pochwyciła rąbek kołdry i zakryła się pod samą szyję.
- Dzień… dobry - odpowiedziała z nutą wahania.
         Joel wyglądał na rozbawionego.
- Jeśli nie jest dobry, mogę się postarać, żeby był.
- Słucham?
         Chłopak pochylił się i chciał ją pocałować, a ona uskoczyła tak, że gdyby nie okno, które było tuż przy łóżku, spadłaby na ziemię.
- Wczoraj sama się na mnie rzucałaś, a dzisiaj uciekasz? - spytał zdziwiony chłopak. - Dam ci chwilę na dojście do siebie przed powtórką.
- Przed czym?
         Posłał jej łobuzerski uśmiech i wstał z łóżka, nie bacząc, że jest nagi.
- Co chcesz na śniadanie? - zapytał jak gdyby nigdy nic.
- Jajecznicę - odpowiedziała zrezygnowana. - Ale załóż coś na siebie, ok?
- Ok.
         Podszedł do łóżka i pochylił się, by wyciągnąć spod niego swoje bokserki, które wciągnął w zastraszającym tempie, ukrywając swoje przyrodzenie przed jej wścibskim spojrzeniem. Bawiła go cała sytuacja, pochylił się i cmoknął Monikę w czoło, a potem wyszedł, pogwizdując.
         Chciała nakryć głowę poduszką i czekać, aż się obudzi, ale nie był to sen. Jedynym sensownym rozwiązaniem wydało jej się wzięcie prysznica. Weszła do kabiny i puściła ciepłą wodę, która koiła nerwy, ale nie oddalała myśli. Umyła głowę i zęby i nałożyła najgrubszy szlafrok, jaki miała. W tej chwili nie chciała, by jej siostra wróciła, bo mogłaby wyciągnąć jakieś wnioski. No właśnie, jakie? W końcu były to fakty, nie wnioski. Aby zagłuszyć myśli, dziewczyna postanowiła podśpiewywać.
- La la la la la la la la la la, I'm glad you came! - zawodziła, wychodząc z łazienki i udając się do kuchni.
         Zamilkła, gdy znalazła się dość blisko Joela, który krzątał się przy blacie i merdał jajka w miseczce.
- Nie musisz przestawać, nie przeszkadza mi twoje zawodzenie - oświadczył.
- Ja ci dam zawodzenie.
- Żartuję, nie śpiewasz tak źle. Uszy mi jeszcze nie krwawią. - Joel uśmiechnął się, wylał masę jajeczną na patelnię i z pochwyconej w pośpiechu chochli uczynił mikrofon, do którego sam zaczął śpiewać, tym razem "Lightning" w nieco zmienionej przez siebie wersji. - "Just you and me and the goats in the bathroom"!
- Co? Kozy w łazience? Nie tak leci ta piosenka - zwróciła mu uwagę dziewczyna.
- Wybacz, wiem, że lubisz takie chłopięce granie, ale nie jestem zaznajomiony z wszystkimi tekstami The Wanted. To by było dość dziwne, mimo iż kumpluję się z chłopakami - usprawiedliwił się. - Może lepiej ty pośpiewasz?
- A może lepiej zajmiesz się swoimi jajkami?
- Wolę tymi na patelni - oznajmił Joel, szczerząc zęby, a Monika mimowolnie się roześmiała.
- I o to chodzi! Wiedz, że robię sobie z ciebie żarty nie po to, by być złośliwym, tylko żeby usłyszeć twój śmiech.
- Acha.
         Chciała roześmiać mu się prosto w twarz, ale była zbyt zawstydzona tym, co wyrabiali w nocy, więc ugryzła się w język. Joel zachowywał się natomiast nad wyraz naturalnie. Krzątał się po kuchni, pogwizdywał radośnie i nie czuł się skrępowany nie tylko wspomnieniem minionej nocy, ale i faktem, że był w samych bokserkach. Monika rozważała nakazanie mu włożenia szlafroka, ale w mieszkaniu były tylko damskie, w których wyglądałby komicznie. Sama natomiast otuliła się szczelniej i przypomniała sobie, jak zadziałał na nią, kiedy pocałował ją pierwszy raz w mieszkaniu w kamienicy. Po ciele przebiegł jej dreszcz, więc wzdrygnęła się, mając nadzieję, że tego nie widział i wstawiła sobie wodę na herbatę.
- Lubisz gwiazdy? - zagadnął chłopak, kiedy Monika nieobecnym wzrokiem zerkała na czajnik elektryczny.
- Co?
- Nie mam na myśli celebrytów, choć i to miałoby sens, ale chodzi mi raczej o gwiazdy na niebie - wyjaśnił Joel.
         Monika spojrzała na niego spode łba. Zamierzała rzucić jakąś uwagę o tym, że wcale nie ma jakiejś zboczonej skłonności do sławnych chłopaków, o którą najwyraźniej była posądzana. Język plątał jej się jednak w ustach, więc tylko przygryzła wargę i zakryła twarz luźnymi pasmami włosów wokół twarzy.
- Gwiazdy jak gwiazdy - prychnęła. - Nic pewnego. Są oddalone o miliony lat świetlnych i kiedy je obserwujemy, mogą być tylko cieniem dawnych siebie. Ich światło dociera do nas z opóźnieniem, być może przestały już istnieć, a my żyjemy złudzeniem, że gwieździste niebo jest takie romantyczne… - wyrzuciła z siebie jednym tchem.
         Joel wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- A więc je lubisz. To świetnie. Co powiedz na wspólne oglądanie Południowych Taurydów? Jutro piąty listopada, ma być największe natężenie.
- Chcesz wyrwać laskę na kilka meteorytów na godzinę? Prędzej zasnę niż będzie to dla mnie odpowiednia rozrywka.
         Chłopak nieco sposępniał. Wziął się za mieszanie jajecznicy, którą uznał za gotową, bo zdjął ją z palnika i zaczął nakładać na dwa talerze. W milczeniu postawił przed dziewczyną jej porcję i wziął się za zajadanie swojej. Monika zbita z tropu zalała sobie herbatę i również zajęła miejsce przy kuchennym stole.
- Nie odgryziesz mi się? - spytała zdziwiona.
- A co mam powiedzieć? Ciężko cię zadowolić. Mogłem potajemnie zaplanować piknik w romantycznym miejscu wzbogacony o oglądanie gwiazd. Wtedy zapewne marudziłabyś, że ci zimno. Mogłem zaproponować dodatkowe umilenie czasu moimi pocałunkami, ale one również są w stanie cię zirytować, co wynika z moich obserwacji. Mogłem wreszcie powiedzieć, że Południowe Taurydy spadają stosunkowo rzadko, ale za to jarzą się jasnym blaskiem i łatwo je wypatrzyć. A pięć meteorytów na godzinę to pięć życzeń do spełnienia, ale jeśli ci mało, ja mogę spełnić ich znacznie więcej. Pewne jest jednak, że "laskę wyrwałem" już wczoraj wieczorem i gdybym chciał, mógłbym na tym poprzestać.
- To dlaczego nie poprzestaniesz?! - uniosła się Monika. - To nie tak, że wczorajsza noc coś znaczyła. Byliśmy podpici, daliśmy się ponieść chwili. Wiemy, jak to się skończy, więc nie musisz mi proponować wspólnego oglądania gwiazd, nie musisz mi robić śniadania i nie musisz się uśmiechać.
- Wiem, że nie muszę. Robię to, bo chcę. Tobie się to pewnie rzadko zdarza.
         Nie zamierzała skomentować jego słów. Gdyby powiedziała, że również robi to, co chce, pośrednio przyznałaby się, że chciała tego, co między nimi zaszło. A niezależnie jakie namiętności targały nią dnia poprzedniego, nie mogła tego chcieć. Nie po tym, jak ją skrzywdził, nie wierząc w jej zapewnienia niewinności.
- Wrócisz do siebie, zanim przyjdzie moja siostra?
- Ach. Więc teraz nasz romans będzie sekretem?
- My nie mamy romansu.
- Acha, a to wczoraj to wypadek przy pracy? A myślałem, że to faceci są zwolennikami przygód na jedną noc.
- Nieważne. Nie powiesz nic mojej siostrze na parapetówce? Byłoby dziwne, gdyby…
- … wiedziała, co się działo pod jej dachem. W porządku nie powiem.
- Dzięki.
-  Nie dokończyłem. Nie powiem, jeśli jutro obejrzysz ze mną deszcz meteorytów.
- To nie jest żaden deszcz! Pięć meteorytów na godzinę!
- Postaram się zabawić cię rozmową. Albo czymś innym…
- Zastanowię się, ok?
- W takim razie zjem i zaraz się zmywam. I wpadnę po ciebie jutro wieczorem.
         Monika teatralnie wywróciła oczami.
- Powiedziałam "może". I to tylko dlatego, że mnie szantażowałeś.
- Na ciebie trzeba mieć jakiś sposób - odpowiedział z uśmiechem Joel i wziął się za kończenie jajecznicy, tym razem w ciszy.
         Dziewczyna natomiast nie potrafiła go rozgryźć. Zachowywał się aż nazbyt beztrosko, co ją niepokoiło. Niepokoiła ją też przyszłość, tak niepewna, jak to, czy gwiazdy widziane na niebie jeszcze istnieją. Pewne było jednak, że bardzo potrzebowała życzenia podarowanego przez spadającą gwiazdę. Nade wszystko chciała być szczęśliwa.

Blog List