środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział 90 - "Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć?"

Dziękuję za komentarze :*

Mam nadzieję, że jeszcze się nie zniechęciłyście i zostaniecie, by doczekać do końca opowieści. Przed nami bowiem sporo kwestii do wyjaśnienia:
- Kogo wybierze Maggie?
- Czy Monika zdecyduje się wrócić na stałe do Polski?
- Czy Max w końcu się oświadczy?
- Kto podoba się Irene?
- Czy film Toma dojdzie do skutku?
- Jak potoczy się kariera Wrednych Zalotek?
- Co wydarzy się na walentynkowym balu?

Pozdrawiam i zapraszam do czytania :)





- Możesz mi wyjaśnić, o co chodzi z tobą i Nathem? - spytała kilka dni później Monika, kiedy pakowała swoją walizkę, szykując się na wyjazd do Polski.
         Jej młodsza siostra wpatrywała się w swój tablet, na który Adam wysłał jej propozycje okładek pierwszego singla Wrednych Zalotek. Zupełnie nie mogła się na nich skupić, a do Nowego Roku razem z dziewczynami musiały podjąć decyzję.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zirytowała się Monika i rzuciła w nastolatkę swoimi majtkami, które zaplątały się jej w wiszący kolczyk.
- Przepraszam, ale nie mam pojęcia, które zdjęcie jest najlepsze. Może ty coś poradzisz?
         Madzia podsunęła tablet starszej siostrze, która spojrzała na nią z politowaniem.
- Nie wmówisz mi, że to cię gryzie.
- O co ci chodzi?
- O to, że moje gacie zwisają zaczepione na twoim kolczyku. Ewidentne jest, że w tej chwili to nie Wredne Zalotki ci w głowie. Dlatego pytałam, o co chodzi z tobą i Nathem?
- A o co ma chodzić? - Magda wzruszyła ramionami i zdjęła majtki siostry zaczepione o swój kolczyk. - Jesteśmy przyjaciółmi, wszystko sobie wyjaśniliśmy.
- Acha.
- I tyle? Nie będziesz mnie męczyć i wypytywać dalej?
- Nie zamierzam cię ciągnąć za język. Nie chcesz, to nie mów. Skoro odpowiada ci taki układ z Nathem, życzę powodzenia.
- Wydaje mi się, że chcesz coś powiedzieć, ale się wstrzymujesz… - Madzia spojrzała podejrzliwie na starszą siostrę.
- A żebyś wiedziała, że chcę coś powiedzieć. Myślisz, że nie widziałam zawodu na twojej twarzy, kiedy w Boże Narodzenie nie przyszedł Nath? Myślisz, że nie widzę, że co chwilę sprawdzasz telefon?
         Walizka była już spakowana. Monika przygniotła ją kolanem, by ta dała się bez trudu dopiąć. Kiedy skończyła, otrzepała ręce i przeniosła wzrok na siostrę.
- Jesteś pewna, że chcesz tu zostać na sylwestra? Kupiłam dwa bilety na samolot do Polski - zmieniła temat.
- Chcę tu zostać. Tęsknię za domem, ale obiecałam dziewczynom, że przywitam Nowy Rok z nimi. Muszę je obłaskawić, bo prawie się na mnie obraziły, że o przeminięciu amnezji poinformowałam je przez telefon. Ostatnio kiedy się widziałyśmy mogłyśmy rozmawiać tylko o sprawach zawodowych i nie było czasu na… plotki - wyznała Madzia.
- A Tony? On wie, że odzyskałaś pamięć?
- Nie.
- Dziwię się, że mu nie powiedziałaś.
- Myślę, że któraś z dziewczyn mogła to zrobić.
- A ja myślę, że by tego nie zrobiły. To zależy tylko od ciebie, ale jeśli mogę coś podpowiedzieć, myślę, że on powinien poznać prawdę - poradziła Monika.
- Wiem, masz rację. Ale jestem przekonana, że to wszystko skomplikuje. Zresztą, on i Malcolm są teraz w Stanach i nagrywają już chyba drugi teledysk. A o moim cudownym uzdrowieniu nie napiszę mu przecież na twitterze.
         Monika musiała przyznać siostrze rację. Nie chciała jej wypytywać dalej ani o Natha, ani o Tony'ego. Miała nadzieję, że jeśli podczas jej pobytu w Polsce coś się wyjaśni, Madzia jej się zwierzy. Aby zmienić temat, odebrała nastolatce tablet i zaczęła przeglądać okładki singla.
- Wytwórnia pozwala wam dokonać wyboru? - spytała.
- Mamy pięć proponowanych okładek. To nie do końca wybór, szczególnie jeśli spojrzysz na to, jak wyszłyśmy na zdjęciach.
- Moim zdaniem całkiem ładnie. - Monika wzruszyła ramionami. - Podoba mi się ta ostatnia.
- Mi też, ale na niej Maja wygląda, jakby przyćpała, więc się na nią nie zgadza. W ogóle na każdej któraś z nas wyszła okropnie. Na pierwszej Irene wygląda na ofiarę pobicia, na drugiej Kathy przypomina trzydziestolatkę, na trzeciej ja wyglądam jak dziwka, co zasugerował mi nasz kochany menedżer, a na czwartej Alex wygląda jak chłopak.
- Ciężki wybór - przyznała Monika.
- Tak…
         Madzia się zamyśliła. Była przekonana, że jej siostra miała na myśli nie tylko wybór okładki na pierwszy singiel, która mogła zaważyć na ich dalszej karierze. Chodziło również o wybór, którego musiało dokonać jej serce. A to nie tylko było trudnym zadaniem, ale mogło nie przynieść żadnych rezultatów. Bo co się stanie, jeśli stwierdzi, że kocha Natha i chce z nim być, a on będzie chciał być tylko jej przyjacielem?
- Myślisz, że Tom zawiezie mnie na lotnisko? - zagadnęła Monika, widząc, że jej siostra jeszcze bardziej sposępniała.
- Myślę, że nie ma wyjścia. I ja pojadę z wami. Ale na pewno wolisz spędzić sylwestra w Polsce?
- Jestem rozdarta, ale was mam niemal na co dzień, a rodziców i znajomych nie widziałam od… cóż, wydaje się, że od wieków.
- Nie chodzi o to, że Adam jest teraz w Polsce? To nie dlatego chcesz tam jechać?
- Coś ty. Wątpię nawet, czy go zobaczę. Po prostu muszę tam wrócić i zastanowić się, czy nie zostać na stałe.
- Zostawiłabyś młodszą siostrzyczkę samą, na obczyźnie? - Madzia zrobiła smutną minkę, wykrzywiła usta w podkówkę i spojrzała na Monikę.
- Nie jesteś tu sama i masz co robić ze swoim życiem. Musisz nadrobić zaległości w szkole, zająć się swoją karierą i życiem uczuciowym. Są tu chłopacy, Wredne Zalotki, Karolina i Luiza… A ja pomyślę, co zrobić ze sobą.

*

         Stanęło na okładce numer trzy, co niezbyt odpowiadało Madzi, ale była to obecnie jedyna stała w jej życiu, więc zdecydowała się poświęcić swój niewinny wizerunek i zezwolić na to, by na okładce pierwszego singla wyglądała jak prostytutka.
- Zrozum, mimo iż wyszłaś jak dziwka, to wyglądasz naprawdę ładnie - przekonywała przyjaciółkę Maja, kiedy tego dnia obie szykowały się na wieczorne pożegnanie starego roku.
- Tak, lepsze to niż ćpunka, chłopak, pobita czy trzydziestolatka. Rozumiem. I doceniam fakt, że nazwałaś mnie "ładną dziwką" - westchnęła z przekąsem Madzia.
- Obiecałam sobie, że nie będę ci złośliwie odpowiadała, więc się wstrzymam z ripostą, mimo iż, uwierz mi na słowo, była czaderska.
- Wstrzymujesz się ze złośliwościami, bo odzyskałam pamięć? - roześmiała się Magda.
- A żebyś wiedziała! W gruncie rzeczy mam dobre serce. - Do drzwi rozległo się pukanie, które przerwało rozmowę. - O, pójdę nawet otworzyć drzwi, a ty się maluj dalej.
- Dziękuję bardzo! - zawołała za przyjaciółką Madzia, ale nie była pewna, czy ta słyszała jej słowa.
         Chwilę później do mieszkania Madzi weszły Kathy i Alex.
- Mamy sałatki i ciasto - obwieściła Kathy. - Irene przywiezie zapiekankę z mięsem.
- Mam nadzieję, że macie suche przekąski i alkohol? - spytała Alex, kładąc manatki na stole w pokoju.
- Tak z grubej rury o alkoholu? Nieletnim nie wolno - szepnęła Maja.
- Głos rozsądku się odezwał. Wiem o twoim postanowieniu "bycia lepszym i docenieniu życia, bo nigdy nie wiesz, kiedy stracisz pamięć", ale ja nie muszę pościć. Szczególnie, że po raz kolejny spędzam nudnego sylwestra w gronie dziewczyn.
- Jeśli cię to tak bardzo boli, możemy zadzwonić po Ricky'ego Marksa - zachichotała Madzia, która w pełni ubrana i umalowana właśnie weszła do pokoju, by się przywitać.
- Nie przypominaj mi tego okropnego golasa. - Alex się wzdrygnęła na wspomnienie byłego członka Buster Sharp, z którym cały czas się żarła. - Jego widok w stroju Tarzana z tego balu przebierańców na stałe wyrył mi się w pamięci.
- Nie wątpię, że nie możesz zapomnieć o waszym wspólnym tańcu… - zachichotała Kathy.
- Serio? To coś, co powiedziałaby Maja. Po tobie się tego nie spodziewałam. - Alex rzuciła mordercze spojrzenie przyjaciółce, a ta zawstydziła się i w duchu dziękowała za pukanie do drzwi, które wybawiło ją z opresji.
         Madzia wpuściła do mieszkania Irene, ostatnią członkinię Wrednych Zalotek.
- Przepraszam za spóźnienie, ale wymyślałam temat przewodni na walentynkowy bal, bo do końca roku miałam wysłać dyrektorowi maila z całym konspektem - usprawiedliwiła się dziewczyna.
- Przestań się tłumaczyć, jesteś punktualna jak zawsze - prychnęła Maja.
- Nie miałaś być czasem milsza dla świata?
- Tylko dla Maggie. Świat musi poczekać. - Maja wyszczerzyła zęby. - Gdzie masz tę zapiekankę?
- O, kurczę! Na śmierć zapomniałam! Nie zabrałam jej z domu. To przez ten komitet przygotowujący bal i premierę sztuki. No i nasz pierwszy singiel…
- Nie bierzesz czasami za dużo na swoje barki? Wredne Zalotki, lekcje pianina, kółko teatralne i główna rola, a jeszcze teraz ten cały "komitet"… - wymieniała Madzia. - O co w ogóle chodzi? Ta amnezja wyłączyła mnie ze świata i nie wiem, co się dzieje.
- Dyrektor poprosił Irene, żeby jako przewodnicząca samorządu uczniowskiego zebrała komitet i zaplanowała zimowy bal w okolicy walentynek. Ale jak zawsze, nasza kochana przyjaciółka, wolała zająć się tym sama, żeby nikomu nie zawracać głowy - wyjaśniła Kathy.
- Gdybyście słyszały, jakie pomysły na temat przewodni mieli pozostali członkowie samorządu, nie odbierałybyście mnie jak jakąś Matkę Teresę.
- To na czym stanęło? - zaintrygowała się Madzia.
- Kraina Lodu. Sala będzie ustrojona w plastikowe sople lodu, wszyscy ubiorą się na biało lub niebiesko, a dyrektor zgodził się nawet na wydzielenie małego lodowiska do jazdy na łyżwach! - podekscytowała się Irene.
- Super. Nie dość, że pójdę na bal walentynkowy sama, to jeszcze złamię sobie girę, próbując jeździć na łyżwach - warknęła Alex.
- Przecież nikt ci nie każe jeździć - zauważyła Kathy.
- I nie musisz iść sama. Jeśli napiszesz do Ricky'ego… - zaczęła Irene, ale wściekła koleżanka jej przerwała.
- To może ty zaprosisz kogoś, kto tobie wpadł w oko, cwaniaro.
- Co? - Irene zachichotała nerwowo. - Nikt mi nie wpadł w oko. Zresztą, ja nie idę na bal.
- Proszę cię. Oczekujesz, że uwierzymy w te dwa kłamstwa? Pierwsze, że nikt ci się nie podoba i drugie, że przegapisz bal praktycznie zorganizowany przez siebie - skwitowała sytuację Maja.
- Rzeczywiście, nie jesteśmy głupie. Od dłuższego czasu widziałyśmy, że chodzisz z głową w chmurach i bierzesz na siebie coraz więcej zajęć, by o czymś nie myśleć - przyznała Kathy. - Nic nie mówiłyśmy, bo myślałyśmy, że sama się nam zwierzysz, ale skoro jesteś zbyt nieśmiała…
- … to pora na konfrontację. Gadaj dalej, kto ci się podoba, albo nie doczekasz Nowego Roku! - uniosła się Maja.
         Irene spociła się ze zdenerwowania. Ani ona, ani dziewczyny nie zdążyły zdjąć nawet butów po przyjściu do Maggie, a już została przyparta do muru. Nie chciała im mówić, że mają rację. Za bardzo się wstydziła przyznać do swoich uczuć nawet przed samą sobą, ale w końcu te cztery dziewczyny były jej jedynymi przyjaciółkami. Jeśli nie im, to komu powie, że od dłuższego czasu podoba jej się…
- TONY?! - spytała zszokowana Madzia, a Irene zmarszczyła brwi.
- CO? Nie! Oczywiście, że nie. Skąd ten pomysł?!
         Magda zignorowała przyjaciółkę i wpatrywała się w stronę drzwi. Na progu bowiem stał jej przyjaciel.
- Przepraszam, że tak po prostu wszedłem, ale drzwi były niedomknięte - wytłumaczył się.
- W porządku, nic się nie stało - zapewniła Madzia. - Co cię sprowadza?
- Wróciłem ze Stanów i dzwoniłem, ale nie odbierałaś.
- Pewnie nie słyszałam telefonu z łazienki. Szykowałam się na wieczór.
- Wiem, jestem okropny, że wpadam bez zapowiedzi i rozwalam wam sylwestra, ale chciałem zapytać, jak się czujesz. Martwiłem się, bo nie dawałaś znaków życia.
- To mi zakrawa na obsesję - stwierdziła Alex. - Ktoś nie odbiera, a ty zaraz wpadasz do niego do domu?
- Cóż, po ostatnich wydarzeniach z amnezją Maggie wolę dmuchać na zimne.
- Ale amnezja to już przeszłość, więc jeśli możesz, zostaw nas same, bo byłyśmy w trakcie bardzo ważnej konwersacji, którą przerwałeś - zaznaczyła dobitnie dziewczyna.
         Tony spojrzał zdziwiony na spanikowaną Madzię.
- Więc ty…
- Nie tak miałeś się dowiedzieć, ale… tak. Przypomniałam sobie wszystko jakiś czas temu.
- Jakiś czas temu? - spytał zawiedziony chłopak i pokiwał smętnie głową.
- To nadal świeża sprawa. Proszę, zrozum…
- Ależ oczywiście, że rozumiem. Cieszę się bardzo, że wróciłaś do zdrowia. Tylko o to chciałem zapytać. Przepraszam, że wam przerwałem. Bawcie się dobrze.
         Chłopak ruszył do wyjścia, ale coś mu się przypomniało i w progu odwrócił się jeszcze na pięcie.
- Szczęśliwego Nowego Roku - rzucił i zanim ktoś mu odpowiedział, zniknął na klatce schodowej.
         Madzia zamknęła za nim drzwi, o które się oparła i ukryła twarz w dłoniach.
- Nie tak miał się dowiedzieć. Teraz wyszło, że nie chciałam, żeby poznał prawdę.
- A nie było tak? - spytała Irene. - Czemu mu wcześniej nie powiedziałaś? Byłam przekonana, że dałaś mu znać.
- Nie wiem, dlaczego mu nie powiedziałam. Chyba nie chciałam jeszcze bardziej komplikować spraw.
- Ale chyba właśnie je skomplikowałaś, bo mimo iż żegnał się w uprzejmy sposób, to widać było, jak bardzo zraniony się poczuł.
- Wiem i naprawdę tego nie chciałam.
         Dziewczyny zdjęły kurtki i poszły zanieść jedzenie do kuchni. Madzia została sama, bijąc się z myślami. Wybór okładki płyty pierwszego singla nie był jedynym, który musiała podjąć. 

piątek, 20 lutego 2015

Rozdział 89 - "Zeznania"

Przepraszam za długą nieobecność. Rzeczywiście, sesja mnie pochłonęła, potem musiałam odpocząć, a wena nie przychodziła. Wymęczyłam jednak kolejny rozdział, mam nadzieję, że nie jest totalnie beznadziejny. 

Święta minęły, więc postanowiłam się nad nimi nie rozpisywać. Zauważyłam, że w walentynki było sporo wejść, być może spodziewałyście się specjalnego rozdziału. Nie wiem, czy opiszę sylwestra, ale na pewno będzie jakaś akcja walentynkowa, mimo iż z niewielkim opóźnieniem.

Nie mogę obiecać, że rozdziały będą pojawiać się częściej, gdyż brakuje mi czasu i weny. Postaram się jednak, byście nie czekały tyle, ile ostatnio.

Pozdrawiam :*




         Gaśnica nie była w stanie poradzić sobie z pożarem, który najpierw rozprzestrzenił się na powieszone przy kominku skarpety, potem na dywan, firanki i ani się obejrzeli, a cały salon stanął w płomieniach. Wśród lamentów, przekleństw i krzyków, jedna osoba zdecydowała się myśleć trzeźwo i pobiec po gaśnicę. Był to oczywiście Max, którego dobytek mógł zostać doszczętnie zniszczony. Widząc, że gaśnica na nic się zda przy rozmiarach pożaru, większość wybiegła na zewnątrz, by stamtąd łapać się za głowy i przeżywać. Kuba znalazł miejsce, w którym był zasięg i zadzwonił po straż pożarną. Dziesięć minut później na podjazd przed domkiem nad jeziorem wjeżdżał wóz strażacki. Płomienie udało się opanować, zanim pożar rozprzestrzenił się na pozostałe części domu. Cały salon jednak, a także część kuchni i schodów na piętro nie nadawały się już do niczego.
         Przyjaciele stali na zimnie, przyjmując od strażaków koce, które miały ich ogrzać w ten chłodny, świąteczny wieczór. Przyjechali też funkcjonariusze policji, by poznać przyczynę pożaru. Ciężko było jednak uzyskać sensowne informacje od tej nietypowej grupy osób.
- To wszystko przez mutanty - stwierdził Tom. - Ten dom jest przeklęty! Gdzie ja teraz zrealizuję sceny w domku? Wszystko przez Maxa.
- Przeze mnie? - obruszył się George. - Przed chwilą mówiłeś, że przez mutanty! Zresztą, to ja powinienem się denerwować, to moja  posiadłość została zniszczona przez twoją głupią choinkę.
- Nazywasz tę ruderę "posiadłością"? Proszę cię! To jak nazwać Brukselkę zrównoważoną!
- Hej!
- Bez obrazy. No i jak to "głupią choinkę"? - Tom wskazał dwóch strażaków, którzy wynosili zwęglone drzewko. - Była piękna.
- Być może, ale doszło do pieprzonego zwarcia! Twoja choinka spaliła mój dom!
- Przestań, przecież mieszasz u mamusi, to tylko wakacyjna chawira. - Tom machnął ręką, a do policjanta i strażaka, którzy stali przy nich i próbowali uzyskać jakieś sensowne informacje szepnął. - Proszę wybaczyć koledze ten wulgarny język.
         Funkcjonariusze niemal równo przewrócili oczami. Widząc, że kłótnia wisi na włosku, odezwał się strażak.
- Izolacja była słaba. Najprawdopodobniej przyczyną pożaru była jedna przypalona lampka, która przegrzała całą girlandę, przez co choinka stanęła w płomieniach - wyjaśnił.
- A więc to przez choinkowe lampki? - spytał Max, a do Toma zwrócił się z wyrzutem. - Gdzie ty je kupiłeś? Na chińskim bazarze?!
- W TESCO, mniejsza z tym. Pójdę z reklamacją. Albo lepiej, pozwę drani! Przez nich zdjęcia do mojego filmu jeszcze bardziej się opóźnią.
- Opóźnią? I to o sporo, bo musisz szukać nowej lokalizacji, by tę szmirę nakręcić!
         Tom i Max przerzucali się winą i epitetami. Pozostali goście szalonej wigilii stali w ciszy. Policjant i strażak popatrzyli na siebie.
- Przepraszam, o jakiej szmirze mowa? - spytał jeden z nich.
- Och, dom jest Maxa, ale Tom kręci tu horror - wyjaśniła Kelsey.
- Co za towarzystwo… - westchnął pod nosem mężczyzna i pokręcił głową z dezaprobatą. Na głos jednak zwrócił się do wszystkich uprzejmie. - Proszę państwa o opuszczenie posesji i udanie się do domów. Spisaliśmy wasze kontakty, więc w razie potrzeby będziemy dzwonić.
- Ale… co z moim domem? - spytał Max ze ściśniętym gardłem. Karolina uwiesiła mu się na ramieniu, by dodać mu otuchy i uniemożliwić skoczenie do gardła Tomowi.
- Straż pożarna sprawdzi, czy instalacja elektryczna nie wymaga wymiany i czy istnieje jeszcze zagrożenie zwarcia.
- Zostanę tutaj. Muszę pilnować reszty dobytku.
- Zapewniam, że nic panu nie ukradniemy.
- Wolę zostać i upilnować wszystkiego.
         Max nie chciał zdradzić, że tak naprawdę chce dostać się na górę i upewnić się, że pierścionek zaręczynowy dla Karoliny jest cały. W myślach dziękował, że nie włożył go do skarpety nad kominkiem, tak, jak miał to w planach. Może fakt, że Siva oświadczył się Nareeshy był tak naprawdę szczęśliwym zrządzeniem losu?
- Oczywiście może pan zostać, ale nie w domu. Wejście na górę uniemożliwiają spalone schody, które stanowią zagrożenie. Na dole nie polecałbym spać ze względu na sadzę i pozostałości dymu - poradził strażak.
- Będę spał w samochodzie.
- W takim razie ja też zostanę - zaoferowała się Karolina.
- CO? Nie ma mowy!
- A to niby dlaczego?!
- Nie mogę ci pozwolić na nocleg na rozkładanych siedzeniach, bez bieżącej wody…
- Nie jestem księżniczką, jakoś sobie poradzę przez jedną noc - zapewniła dziewczyna Maxa, a on uśmiechnął się do niej dość sztucznie i objął ją ramieniem.
- W takim razie ja też zostanę - rzucił Tom, bohatersko wypinając pierś.
- A jak pozostali wrócą do domu, geniuszu? Nie ma dość samochodów, by wszystkich zabrać - zauważył Jay.
- Bo mógłbyś sobie zrobić prawo jazdy i kupić auto! - warknął Tom. - Dobra, więc wrócę z wami.
         Nikt nie był zadowolony z obrotu spraw. Wigilię spędzili bardzo miło, ale pożar zrujnował im plany na Boże Narodzenie. Wracali do Londynu z nietęgimi minami. Tom obmyślał plan, w jaki sposób nie rezygnować ze wspólnego świętowania kolejnego dnia, ale do głowy nie przychodziło mu żadne miejsce, które pomieściłoby wygodnie tyle osób. Wściekły zaciskał dłonie na kierownicy.
- Wybaczcie, ale zanim wrócimy do mieszkania, zawitam do TESCO. Pożałują, że są otwarci całą dobę - oznajmił Kelsey, Monice i Madzi, z którymi wracał do mieszkania.
- Chyba nie w wigilię - zauważyła Madzia.
- Cholera, przeklęte święta! Przeklęte lampki! Taka fajna skarpeta mi się zjarała przez ten pożar. Że o planie zdjęciowym nie wspomnę…
- Pomyśl lepiej, co czuje Max. To jego dom się spalił.
- Niech się chłopak cieszy, że nie jest Sivą. To w końcu dzień, w którym oświadczył się Nareeshy będziemy raczej pamiętać jako pożar domku nad jeziorem.
         W milczeniu dziewczyny pokiwały głowami, a Tom odetchnął z ulgą, że nie wygadał się na temat planów Maxa, który również zamierzał się oświadczyć. Żeby nie palnąć nic głupiego, zmienił temat.
- Wiecie, co? Zadzwonię do Maksia, niech zabierze z domku nad jeziorem żarcie, które się nie spaliło i niech wraca do miasta. Zrobimy sobie wspólne Boże Narodzenie, skoro wigilia nam się nie udała. Co wy na to?
- Cóż, dobry pomysł. Mieliśmy już imprezy, w których na małym metrażu zjawiało się mnóstwo celebrytów, więc jakoś się pomieścimy - stwierdziła Madzia.
- Nie wiem, czy mam ochotę na świętowanie - westchnęła Monika.
- Nie żartuj, Brukselka. Musimy oblać powrót Maggie.
- W takim razie trzeba też zaprosić Wredne Zalotki oraz Tony'ego.
- Ha ha ha. Nie - rzucił lakonicznie Tom. - Znaczy… nie mam nic do dziewczyn, ale po co Tony? Za dużo będzie chłopaków. Jakiś istny festiwal parów…
- Tom! - obruszyła się Kelsey, ale szybko zachichotała.
- Z Wrednymi Zalotkami muszę porozmawiać sama - oznajmiła Madzia. - A Tony i Malcolm są zajęci. Kręcą już drugi teledysk do swojego albumu…
- Masz z nimi kontakt? - zaciekawiła się Monika.
- Twitter. Wiem niewiele. Jakoś nie potrafię komunikować się z nikim sprawnie, mimo iż wszystko powinno wrócić do normy.
- I w końcu wróci, na pewno.
- No nie wiem… Powstaje film Toma, który opowiada o naszych przygodach.
- Jaki film? Wypraszam sobie! Szmira! - wtrącił Parker zza kierownicy, a kiedy zdał sobie sprawę, że tym razem to on obraził swoją produkcję, zamilkł.
         Do mieszkań dojechali spokojnie, bez żadnych przygód. Tom zadzwonił do Maxa, który stwierdził, że zostanie nad jeziorem, by pilnować dobytku było złym pomysłem, bo w aucie jest niewygodnie i zimno, mimo ogrzewania. Razem z Karoliną postanowili więc wrócić do Londynu, by spędzić z przyjaciółmi Boże Narodzenie.
         Tom niewymownie ucieszył się, że jego inicjatywa wypaliła. Następnego dnia z rana nakrył do stołu w swoim mieszkaniu, upewnił się, że lampki na choince są zgaszone i ruszył do mieszkania dziewczyn.
- Jezu, Tom. Która to godzina? - spytała zaspana Monika, która mu otworzyła.
- Ósma, wesołych świąt!
- Ósma? Wydaje mi się, że jest jeszcze wczoraj. Po co przychodzisz tak wcześnie?
- Po krzesła. Albo stołki. Ja mam tylko cztery.
- U nas też niewiele znajdziesz. Chyba będziesz musiał iść do sąsiadów.
         Do pokoju weszła Magda, również w piżamie.
- Dzień dobry, Tom. Wesołych Świąt!
- No, wreszcie ktoś w formie! Wszyscy, do których dzwonię są jacyś zaspani i niezbyt chętni, by przychodzić.
- Cóż, bliżej mają do swoich choinek.
- Rzeczywiście. I ekipa się wykruszyła.
- Wykruszyła? Kogo nie będzie? - zaciekawiła się Madzia.
         Monika machnęła na to ręką i poszła do łazienki. Tom wziął się za zbieranie krzeseł i układanie ich w stosik, który mógłby zabrać do swojego mieszkania. W tym samym czasie wyliczał.
- Ten cały Payne spędzi Boże Narodzenie z rodziną, a Olga namówiła Jaya, żeby spędził dzień z nią, jeśli wiesz, co mam na myśli… - szepnął Tom Madzi.
- No cóż, szkoda, że ich nie będzie.
- Och, to nie wszystko! Siva i Nareesha, zdrajcy, wybierają się na Barbados. Rozumiesz? Kupili bilety last minute i kiedy my będziemy rozpakowywać prezenty, oni będą w samolocie do raju, by świętować zaręczyny.
- I zapewne zapomnieć o wczorajszym pożarze - zachichotała Madzia.
- Tak więc będę ja i Kelsey, Max i Caroline, Ryan i Lou, Kuba i wy.
- Co?! - uniosła się Madzia. - A Nath? Znaczy… Nath, Jess i Niall? Co z nimi? - Madzia poczerwieniała po koniuszki uszu, kiedy zdała sobie sprawę, że najbardziej obszedł ją brak informacji o byłym chłopaku.
- A skąd ten wybuch? - Brwi Toma zbiegły się podejrzliwie w jednym miejscu. Porzucił układanie krzeseł i spojrzał na przyjaciółkę. - Zabolało cię, że ich nie będzie, co?
- No… ekipa się kruszy… wiesz… im więcej tym weselej…
- Na pewno nie ma to nic wspólnego z faktem, że chciałabyś ten czas spędzić z Nathankiem?
- Och, Tom. Daj spokój, wiesz, że to nie tak.
- Jasne, jasne. - Tom odchrząknął i przybrał poważny wyraz twarzy, mimo iż wiedział swoje.
- Dlaczego ich nie będzie? - spytała Magda po chwili, żeby nie wyjść na zbyt niecierpliwą.
- Och, normalnie bym ci dalej dopiekał, że jesteś taka dociekliwa, ale muszę się na nich wyżyć. Wyobraź sobie, że Nath i Niall postanowili się lepiej poznać. Rozumiesz? Nath i Niall. Z The Wanted i One Direction. A wszystko oczywiście przez Jess. W końcu jak wszystko dobrze pójdzie, zostaną szwagrami. - Tom wzruszył ramionami.
- Nie próbowałeś ich przekonać?
- Próbowałem, ale co ja mogę? Jay i Siva też nie chcieli mnie słuchać. Nie mam posłuchu u ludzi, nie rozumiem, dlaczego… No ale w każdym razie ja będę, Meggs. To ci nie wystarczy?
- Pewnie, że wystarczy.
         Tom uściskał przyjaciółkę.
- Zresztą, nie martw się. Odbijemy sobie w sylwestra.
- Zobaczymy - roześmiała się nastolatka.
         Obserwowała jeszcze, jak Tom mozolnie szamota się z piramidką krzeseł, a w końcu pomogła mu je zanieść na górę. Kelsey jeszcze spała, ale Tom zapowiedział, że zaprosił wszystkich na dziesiątą, więc nie chciał jeszcze budzić swojej dziewczyny.
- O, a nas to musiałeś pobudzić?
- Potrzebowałem krzeseł.
- Tak, bo będą nas tłumy…
- Och, Maggie. Jestem pewien, że Nath też wolałby spędzić te święta z tobą. - Tom położył przyjaciółce rękę na ramieniu.
- Co? Przecież nie o to mi chodziło…
- Ale wiem, dlaczego jesteś rozdrażniona.
- Bo mnie obudziłeś rano, tłukąc pięścią w drzwi?
- Bo po co się zamykacie? Zawsze jest otwarte…
- Zawsze było otwarte. Ale z tym już koniec.
- A szkoda. Zawsze można było dowiedzieć się czegoś ciekawego, wchodząc bez zapowiedzi.
         Oboje się roześmiali. Madzia wróciła do siebie się przygotować. Monika była już ubrana i suszyła głowę w łazience. Madzia nie mogła oprzeć się wrażeniu, że Tom miał rację. Rzeczywiście wiadomość o nieobecności Natha nie tylko ją zdenerwowała, ale i bardzo zasmuciła. Nie potrafiła się cieszyć śniadaniem w towarzystwie przyjaciół, mimo iż było bardzo przyjemnie. Nie było żadnych pożarów, skandali, pierników z "wkładką"… Niestety, nie było też Natha i do Madzi dotarło, że nie potrafi być w pełni szczęśliwa, kiedy nie ma go obok siebie.

Blog List