wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 47 - "Madzia"

Kochane, dziękuję! 

Dziękuję za to, że czytacie. Za Wasze wsparcie, komentarze, pochwały i sugestie. 
Na nadchodzące święta Bożego Narodzenia pragnę z całego serca życzyć Wam spełnienia marzeń i mocy wrażeń. Aby każdy dzień był pozytywną niespodzianką, abyście uśmiechem zarażały osoby wokół Was, aby smutek omijał Was szerokim łukiem, abyście rozwijały swoje pasje lub, jeśli ich jeszcze nie macie, byście je w sobie odkryły. Wszystkiego, czego zapragniecie!

Jaycee.




        "Uważaj na życzenia... Mogą się urzeczywistnić."
            Jodi Picoult ("Jak z obrazka")


            Dni przepełnione tęsknotą powinny się ciągnąć w nieskończoność, tymczasem Madzia czuła, że uciekają od niej sprintem. Świetnie bawiła się w towarzystwie Mai, Kathy, Alex i Irene oraz chłopaków z MKTO i Ricky'ego. Co ciekawe, ten ostatni wcale nie okazał się takim gburem, za jakiego go brały. Potrafił wszystkich rozbawić sypanymi z rękawa kawałami i nawet Alex, która pałała do niego największą niechęcią od czasu zatrucia z festynu, trochę się do niego przekonała. Po tygodniu cała ósemka stanowiła zgraną paczkę, a kiedy zbliżał się ostatni koncert w Oksfordzie, żal było im się żegnać.
- Uwierzycie, że to już nasz ostatni wspólny występ? - spytała Maja, wgryzając się w hamburgera na dzień przed osiemnastymi urodzinami Madzi i powrotem do Londynu.
- Nawet mrugnąć nie zdążyłam, a już koniec - westchnęła Alex. - Czas leci szybko i jedna z nas już jutro wchodzi w dorosłość…
         Tony wyciągnął z ust słomkę, z której pociągał napój i spojrzał na Madzię.
- Masz osiemnastkę?
- Skąd wiesz, że ja?!
- Tak, jutro jej urodziny - westchnęła Kathy. - Trzeba urządzić jakąś imprezę. Może dziś po koncercie?
- Brzmi fajnie. Co ty na to, Meggs? - zagadnęła Irene, a jej przyjaciółka się zamyśliła.
         Lou poinformowała ją, że czeka ją impreza życia w domu i że może zaprosić kogo ma ochotę, ale ona nie była przekonana, że to dobry pomysł. Tony i Nath pod jednym dachem? Co prawda w trasie jej nowy kolega zaniechał flirtów i był naprawdę tylko i wyłącznie przyjacielski, ale czasami przyłapywała się na tym, że tęskni za czasami, w których ją adorował, nawet w żartach.
- Kathy, nie wiedziałem, że z ciebie taki zwierzak imprezowy! - Tony zmienił miejsce i usiadł koło dziewczyny, która się roześmiała.
- Nie jestem zwierzakiem, ale urodziny trzeba w końcu oblać!
         Irene pochyliła się nad Magdą i szepnęła jej do ucha.
- Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha. Zazdrosna?
- Co? Nie!
         Była to reakcja wyparcia i Madzia dobrze o tym wiedziała. Poczuła ukłucie zazdrości, że Tony więcej uwagi poświęca Kathy i przeraziło ją to do tego stopnia, że przewróciła szklankę z sokiem i wylała ją na stół.
         Marcus zareagował błyskawicznie i zaczął ciecz wycierać.
- Co, starość nie radość? - spytał.
- Dlaczego?
- Wytrąciła cię z równowagi wiadomość o zbliżającej się osiemnastce.
- Nie, po prostu jestem łamagą.
         Nie mogła przecież powiedzieć, że to odkrycie, że jest zazdrosna o Tony'ego wyprowadziło ją z równowagi. I to zupełnie bez podstaw. Po pierwsze, była związana z Nathem, który był cudownym chłopakiem. Po drugie Tony nie flirtował nawet z jej koleżanką, a jedynie poświęcał jej więcej uwagi, dzięki czemu miała pewność siebie, żeby dać z siebie wszystko na występach.
- Wiecie, co? Pójdę zadzwonić do Natha - oświadczyła nagle.
- I co? Będziesz prowadzić monolog? - prychnął Tony. - Przecież on nie może mówić.
- No to zrobimy sobie konferencję wideo i odpowie mi na migi. - Madzia wzruszyła ramionami, mimo iż tak naprawdę miała ochotę go udusić za tą uwagę.
         Zacisnęła zęby w dziwacznej imitacji uśmiechu i wyszła do pomieszczenia sypialnego dziewczyn. Nie potrafiła nazwać swoich uczuć. Była przekonana, że podstawą problemów z Nathem jest jego menedżer, który zepsuł ich związek nakazując trzymać go w tajemnicy. Wtedy nie miała nic przeciwko temu, dopiero czas pokazał, że miłość należy nosić jak odzież wierzchnią, a nie bieliznę.
- Pięknie, zaczynam myśleć głupimi metaforami, jest źle - westchnęła nastolatka, ukrywając twarz w dłoniach.
- W porządku? - spytał Tony, zaglądając za kotarę.
- Tak, a dlaczego miałoby nie być?
- Gdyby nie było chyba byś mi powiedziała, co? Jesteśmy przyjaciółmi?
- Tony, nie mogę z tobą rozmawiać, kiedy widzę tylko twoją głowę - oświadczyła Madzia, więc chłopak wszedł do części sypialnej.
- Lepiej? - spytał, okręcając się w całej okazałości.
- Lepiej.
- To jesteśmy tymi przyjaciółmi?
- Chyba tak.
- Bo wiesz, zachowywałem się czasami jak palant, ale lubię się droczyć z ludźmi, których lubię.
- Nie zachowywałeś się jak palant - zapewniła. - Może jak mini-dupek.
- Znowu nawiązujesz do mojej mini-manii?
         Roześmiali się i atmosfera zelżała. Byli przyjaciółmi, więc czego się obawiała? To, że polubiła go nieco za bardzo było spowodowane zwyczajną tęsknotą za posiadaniem normalnego chłopaka. O ile Natha można było nazwać nienormalnym.
- Powinniście wszyscy przyjść na moją imprezę urodzinową. Jutro urządza ją przyjaciółka mojej siostry.
- Byłoby fajnie. Będą twoi sławni znajomi?
- Podejrzewam, że większość z nich tak. Ale to chyba nie powinno cię odstraszyć.
- Masz rację. Pozbieram autografy i sprzedam je na e-bayu.
         Kotara otworzyła się i do sypialnej części autokaru wtargnęła Maja.
- Wyobrażasz sobie, że ojciec Ricky'ego chce, żebyśmy zmieniły nazwę?! - krzyknęła po polsku.
- Ale on nie ma nic do gadania - stwierdziła Madzia.
- Jest naszym tymczasowym menedżerem i jeśli nie znajdziemy kogoś lepszego, nie będzie za nas walczył w wytwórni. Dba chyba tylko i wyłącznie o swojego synalka - prychnęła młodsza dziewczyna. - Odciągnijcie Alex od Ricky'ego.
         Madzia spojrzała przerażona na Tony'ego, ale ten nic nie zrozumiał ze słów Mai, która mówiła po polsku. Podążył jednak za nastolatką, która weszła do części z jadalnią akurat w momencie, w którym Alex trzymała Ricky'ego za połacie koszuli.
- I zamierzałeś to z ojczulkiem trzymać w tajemnicy, czy co? - warknęła na niego.
- Alex, daj spokój. On tak tylko palnął, nie mogą nas zmusić do zmiany nazwy - uspokajała koleżankę Irene.
- Ale to ja ją wymyśliłam, więc jeśli ktoś ma coś do tej nazwy, to ma coś do mnie.
- Bez obrazy, ale to dość niesprawiedliwa walka - wtrąciła Kathy. - Ricky nawet nie może ci oddać.
- Bo dziewczyn się nie bije? - roześmiał się Tony. - To go nie powstrzyma.
         Ricky zaczął się bronić słowami, że nigdy nie uderzyłby Alex, ale słowa kolegi poskutkowały, bo dziewczyna puściła go i się wycofała. Madzia postanowiła skorzystać z zawieszenia broni, by zaprosić wszystkich na swoją imprezę.
- Zupełnie zapomniałam, że nie zaprosiłam was na moją osiemnastkę. Jeszcze nie znam szczegółów, bo to ma być niespodzianka, ale na pewno impreza odbędzie się jutro. Wtedy będziemy mogli oblać koniec trasy i zakopać topór wojenny. Co wy na to? - zaproponowała.
         Wszyscy zgodnie przyznali, że to dobry pomysł i wrócili do normalnego tonu i jedzenia obiadu. Dziewczyny były podekscytowane, że więcej czasu spędzą ze sławnymi znajomymi przyjaciółki.
- Nie miałaś czasem zadzwonić do swojego chłopaka? - zagadnął Tony Magdę.
- A po co? To przecież nie tak, że mi odpowie - prychnęła dziewczyna w żartach i wszyscy roześmiali się gromkim śmiechem.
         Czuła się głupio, że tak kpiła z choroby Natha, ale musiała problemy obrócić w żart, inaczej mogła oszaleć.
         Po obiedzie zajęła myśli skupieniem do ostatniego koncertu, który miał wypaść jak najlepiej. Co wieczór Wredne Zalotki śpiewały na wejście piosenkę "Wake Me Up", którą sprzedały Aviciiemu, potem "I Will Survive" Glorii Gaynor i "We Are Young" Fun, w czym towarzyszył im Ricky (bo pierwszego dnia Kathy była zbyt zestresowana, by zaśpiewać swoją partię, więc ojciec chłopaka wpadł na pomysł, by z piosenki zrobić duet, co się spodobało i było kontynuowane co wieczór). Po Wrednych Zalotkach swoje dziesięć minut zyskiwał Ricky, który zaczynał medleyem piosenek Bruno Marsa, później "Beneath Your Beautiful" Emeli Sande (którą zagrał na fortepianie, którym wcześniej władała Irene) i na zakończenie "As Long As You Love Me" Biebera. MKTO zamykało całość mini-koncertów swoim "Thank You", coverem Adele "Someone Like You" i "Live While We're Young" One Direction. W każdym mieście byli przyjmowani ciepło, dziewczyny piszczały na widok chłopaków, a do piosenek Wrednych Zalotek wszyscy wydawali się dobrze bawić. W każdym mieście trasa koncertowa "Third dimension of fun" (czyli "Trzeci wymiar zabawy") była dobrze przyjmowana, mimo iż koncerty młodzi grali tylko w niewielkich klubach i barach dla małej publiczności.
- Od czegoś trzeba zacząć - roześmiał się gardłowo ojciec Ricky'ego, kiedy po ostatnim koncercie dziewczyny wkładały kurtki i zbierały się do autokaru. Tego lipcowego wieczora panował bowiem ziąb. - Kto się cieszy, że już jutro wyśpicie się we własnych łóżkach?
- Jutro Maggie ma osiemnastkę, więc się nie wyśpimy - słusznie zauważyła Irene.
- Ptaszki mi ćwierkały o tych urodzinach, dlatego załatwiłem nam nocleg w hotelu czterogwiazdkowym tu w Oksfordzie.
- Jak to? - spytał podekscytowany Ricky.
         Madzi szczery wydał się fakt, że chłopak o niczym nie wiedział, choć zapewne on był ptaszkiem, który zdradził ojcu, że będzie miała osiemnastkę. Nie można było go winić. Powinna winić co najwyżej siebie za fakt, że go zaprosiła.
- W zamian za występ jutro wieczorem dali nam trzy pokoje do dyspozycji.
- Odpada. Jutro wieczorem musimy być w Londynie - westchnęła Madzia.
- Szkoda, bo coś mnie w plecach łupie - dodała Irene.
- Spokojnie, spokojnie. Występ będzie między osiemnastą a dziewiętnastą, mielibyście zastąpić tego… nowego Biebera, jak mu tam…
- Austina Mahone? - podsunęła Kathy.
- Tak! - Pan Marks zaklaskał. - Tego gostka. Zachorował albo walnął focha, nie wiem. Wiem tylko, że zwolniło się miejsce, a menedżer hotelu był dziś na waszym występie i był zachwycony. Zaproponował nam nocleg i możliwość korzystania z hotelowych atrakcji. Po koncercie od razu wsiądziemy w autokar i najpóźniej o dwudziestej pierwszej będziemy w Londynie na twojej imprezie.
- Co ty na to Maggie? - spytała podekscytowana Alex. - Piszesz się na czterogwiazdkowy hotel?
- Cóż, gwiazdy nie powinny ciągle spać w autokarze… - zaczęła dziewczyna, a Malcolm i Tony podbiegli do niej i zaczęli podrzucać w powietrzu, a Ricky szybko do nich dołączył.
- Tylko nic sobie nie naderwijcie! Jutro wielki dzień! - krzyczał ojciec chłopaka, ale został zignorowany.
- To będą zakręcone urodziny - stwierdziła Madzia, kiedy w końcu jej stopy dotknęły ziemi.
         Nawet nie spodziewała się, jaką miała rację. Kolejnego dnia rano do luksusowego apartamentu, który dzieliła z dziewczynami z zespołu wparowali podekscytowani Tony i Malcolm z jakimś pakunkiem, a za nimi przyczłapał się Ricky z naręczem balonów. Wszyscy zgodnie zaczęli śpiewać "Happy Birthday" (Maja na przekór wybrała polskie "Sto lat"), mimo iż jubilatka była nadal w piżamie.
- Wow, ale niespodzianka - odezwała się zaspana, gdy chłopaki podłożyli jej pod nos tort. - Choć musicie popracować nad harmoniami.
- Miało być po polsku, ale lenie nie chcieli się uczyć - westchnęła Maja.
- W porządku, angielski może być. O, na torcie jest po polsku!
         Madzia uśmiechnęła się, gdy zauważyła na kremie nabazgrany drżącą ręką napis "So lat".
- Tylko "t" zgubiliście, geniusze - stwierdziła Irene, zakładając okulary i przyglądając się wypiekowi. - Słownika nie było? Maja wam mówiła, że ma być "sto lat".
- Spróbuj w nocy piec coś w obcej kuchni - bronił się Malcolm.
- Kucharka dała się przekonać, żeby nam ją udostępnić, ale cały czas gapiła mi się na ręce - wytłumaczył się Tony.
- Upiekliście mi tort? - spytała wzruszona nastolatka.
- Nadarzyła się okazja, to upiekliśmy. Ale nie chwal, póki nie spróbujesz.
         Zapanowała miła atmosfera. Nawet Ricky złożył Madzi życzenia i podał jej naręcze balonów, na których nakreślili liczby "18". Dziewczyny zarzekały się, że prezent od nich dostanie w Londynie, ale nastolatka już była przeszczęśliwa. Nawet nie śniła o takiej niespodziance. Cóż, właściwie śniła, że Tony kosił trawę w ogrodzie Ali, a kiedy przez okno spytała go, co robi, odpowiedział, że on najlepiej wie, jak zająć się jej ogródkiem. Więcej nie pamiętała, bo obudziła się zlana potem i gdyby nie fakt, że w pomieszczeniu oprócz chłopaka było tyle osób, zapewne spłonęłaby rumieńcem.
         Pokroili tort i zjedli po kawałku, a potem chłopaki zostali przegonieni przez Alex, która nie chciała, by dłużej oglądali dziewczyny bez makijażu i w piżamach, bo oślepną.
- Bez przesady, ładne z was kobitki! - krzyczał jeszcze w ich stronę Tony, kiedy dziewczyna dosłownie wypchnęła ich za drzwi.
- Marks! - krzyknęła jeszcze. - Jeśli zatruję się tym tortem, ty za to bekniesz!
         Drzwi trzasnęły, a Wredne Zalotki wybuchły śmiechem.
         Dzień spędzili miło w swoim towarzystwie. Ze śniadania zrezygnowali, najedzeni pysznym tortem, po którym nikt się nie zatruł. Udali się na basen, gdzie zabawili aż do obiadu, korzystając z systemu zjeżdżalni wodnych i z wanien z hydromasażem. Po obfitym lunchu poszli na bilard i zabawili tam do czasu aż odnalazł ich ojciec Ricky'ego, który obwieścił, że pora udać się na próbę.
         Wszystko było dopięte na ostatni guzik i występ się udał. Zostali miło przyjęci jako zastępstwo sławnego piosenkarza i każdy z nich otrzymał kosz podarunkowy z ręcznikami z logo hotelu i zestawem mydełek.
- Miło będzie wycierać się czymś z napisem "Czysty Raj" - zachichotał Tony. - Co nie, Meggs?
         Dziewczyna była nieobecna, bo właśnie sprawdziła telefon i zauważyła kolejną wiadomość od Luizy. Stali przy recepcji i czekali na ojca Ricky'ego, który znikł jak kamfora po ich występie i nie pojawiał się, mimo iż była już godzina dwudziesta.
- Co się stało? - zatroskała się Kathy. - Już się niepokoją, że cię nie ma? Przecież napisałaś, że się spóźnisz.
- Tak, napisałam, żeby zaczęli beze mnie - westchnęła Madzia. - Ale Luiza napisała mi, że zaprosiła panią Bennett, naszą nauczycielkę.
- I przyszła? - zaciekawiła się Irene.
- Lepiej. Przyszła i przyniosła dwie blachy murzynka. I chyba wszyscy wiemy, co to znaczy.
- Ja nie wiem. - Tony wzruszył ramionami.
- Nasza opiekunka chóru została zwolniona z pracy, bo znaleziono u niej marihuanę - wyjaśniła zdawkowo Maja. - A potwierdzone jest, że jara, więc i w cukierniczkę mogła się bawić z nietypowymi ingrediencjami.
- Nie tylko mogła, ale to zrobiła. Zaraz po występie napisałam Lou, żeby nie jedli tego ciasta, a ona długo mi nie odpisywała aż do teraz. A to dość niepokojące…
- Przeczytaj - poleciła Alex.
         Nastolatka westchnęła i w myślach przetłumaczyła wiadomość na angielski.
- "Pierdolisz?! Zajebisty piernik, czy tam murzynek, jeden pies. Wszyscy się nawpieprzali i chodzimy po ścianach. PS. Nie ma u ciebie Nialla? Gdzieś nam zaginął między grecką zorbą a striptizem Audrey. PS. 2. Piorun zasikał część prezentów dla ciebie. Mógł to też być Harry, śledztwo trwa. Pa pa pa" - przeczytała jednym tchem Madzia. - I w tym mnóstwo błędów i literówek. Są naćpani jak nic.
         Towarzystwo parsknęło śmiechem.
- Hej, to nie jest zabawne! - zaparła się Madzia. - Ojciec Ricky'ego zaginął, a grupa celebrytów i nieobliczalnych Polek mogła Bóg wie co zrobić i gdzie iść.
- Nie martw się, zaraz znajdziemy mojego tatę i pojedziemy na twoją imprezę - zapewnił Ricky. - Sprawdzę w barze, a wy poszukajcie w toaletach.
- A dlaczego my w toaletach?! - oburzyła się Alex.
- To ja w toaletach, a wy w barze.
- Nie będziesz nam mówił, gdzie mamy szukać twojego ojca!
         Kłótnię uciął sam menedżer, który pojawił się w holu w stanie wskazującym na spożycie dużej ilości alkoholu.
- Otwarty bar - oświadczył, donośnie bekając. - Polecam. A teraz… do boju!
         Musieli go podtrzymać w drodze do autokaru, do którego wpakowali się jednak dopiero pół godziny później, bo nie mogli znaleźć szofera. On na szczęście nie był w barze, ale grał w bilard. Tony i Malcolm ledwo namówili go do zaprzestania korzystania z darmowych atrakcji hotelu i w pół do dziesiątej Madzia ruszyła na swoją imprezę.
- Spokojnie, nie stresuj się - uspokajała przyjaciółkę Irene. - Przebierzemy się w autokarze, jak tylko wjedziemy do Londynu, a zaraz zadzwonisz do siostry i zapytasz, czy jest ktoś trzeźwy.
- Kolejny problem. Nikt nie odbiera, nawet Nath i nie wiem, czy to dlatego, że wszyscy są naćpani murzynkami pani Bennett, czy chcą mi zrobić niespodziankę.
- Miejmy nadzieję, że to drugie - westchnął Tony.
- Wiadomość! - podekscytowała się nagle nastolatka, ale okazało się, że jest to tylko przypadkowo wciśnięty przez Danny'ego jej numer, bo wiadomość zawierała literki N i F. - Cholera, na kogo ja liczę - westchnęła. - Ale zadzwonię do niego, skoro miał telefon w dłoni, może odruchowo odbierze.
         Po chwili w słuchawce rozległ się sygnał, a kilka sekund później nastolatka musiała odsunąć słuchawkę od ucha, gdyż zabrzmiał w niej donośny głos członka McFly.
- HEEEEEEEEEEEJAAAAAAAAAAAAA!!!
- Danny, na miłość boską! Co tam się dzieje?!
- A kto mówi?
- Maggie.
- Dwie pizze pepperoni, proszę.
- Co ty gadasz?
- Jedną z podwójnym serem…
- Danny, to ja!
- Żartuję, wiem! - roześmiał się Danny w słuchawkę i przez chwilę Maggie miała nadzieję, że nie jest naćpany, tylko świrnięty jak zawsze, ale rozwiał jej wątpliwości. - Dwie pepperoni z normalnym serem.
- Wy mnie do grobu wpędzicie. Wszyscy są napruci? - wypytywała dalej dziewczyna.
- Nie, nikt nie jest. Ale jesteśmy trochę zajęci, bo Silvio wynalazł nową literę alfabetu i trzeba ją nazwać.
- Kto?
         Szumy i głośna muzyka zagłuszały niedorzeczne słowa Danny'ego.
- Dwie pepperoni, Maggie. Migiem, bo murzynek się kończy.
- Jeszcze go macie?
- Audrey i Alice pieką nowe. Pozdrów pingwiny.
- Jakie pingwiny?
- Dziewczyny - poprawił się Danny. - Naraska!
- Hej, Danny! Jones! Halo?! - krzyki Madzi w słuchawkę nie pomagały.
         Wszystko wskazywało na to, że mimo iż nie dotarła na rozpoczęcie imprezy, jej urodziny zapowiadały się jako najbardziej szalona impreza podczas niemal dwuletniego pobytu w Anglii. A była dopiero dwudziesta druga… 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 46 - "Nath"

Cieszę się, że jednak jeszcze czytacie!
Oczywiście wiem, że nie lubicie, gdy za bardzo mieszam między bohaterami, ale nudzi mnie opisywanie sielanki. Podtrzymuję, że będzie happy end, bo to w końcu komedia, nie dramat, ale do tego czasu jeszcze sporo rzeczy się wydarzy.

Jutro rano wstawię dalszy ciąg i wtedy złożę Wam życzenia świąteczna. Po Bożym Narodzeniu nadrobię zaległości u Was.
Tymczasem rozdział z perspektywy Natha :)





         "To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia."
            Jonathan Carroll ("Szklana zupa")


         Ciężko było pogodzić się z faktem, że ze swoją dziewczyną mógł spędzić tylko dwa dni. Rok szkolny dobiegł końca i mieliby mnóstwo czasu dla siebie, gdyby nie oznajmiła mu, że wyjeżdża ze swoim zespołem w trasę koncertową. Czuł się przygnębiony, że ten cenny czas został im odebrany, ale nie mógł zabronić Maggie wyjechać. Bardzo ją kochał i chciał, żeby spełniała swoje marzenia. Zresztą, kim był, żeby jej rozkazywać? Sam nie raz zostawiał ją na pastwę losu i wyjeżdżał z miasta, z kraju. Pocieszał się faktem, że kiedy cała sprawa z jego głosem się unormuje, postawi się wreszcie menedżerowi i nie będzie żadnych przeciwwskazań, żeby jego dziewczyna towarzyszyła mu w trasie i w zobowiązaniach promocyjnych zespołu. Nie zamierzał się więcej ukrywać z faktem, że jest w szczęśliwym związku.
- Brat, suń się! - nakazała Jessica, która wcisnęła się obok niego na kanapę i sięgnęła po pilot od telewizora.
       Spojrzał na nią, ale niezrażona przełączyła program muzyczny, który oglądał. Wziął tabliczkę, na której po zabiegu pisał wiadomości, żeby nie rozwalić sobie gardła. Szybko nabazgrał coś na niej i pokazał treść młodszej siostrze.
- Oglądałeś to? - spytała zdziwiona. - Ale w ogóle nie protestowałeś, gdy twoja ulubiona siostra przełączyła.
         Nath wywrócił oczami i dopisał na tabliczce pod spodem kolejny wers.
- Acha, bo nie możesz mówić - zachichotała Jessica. - A to pech. Tym lepiej dla mnie.
- Włącz bratu telewizor. Wiesz, że to jego jedyne okno na świat - poleciła Beverly, która właśnie weszła do salonu.
- Mamo! - zaparł się chłopak.
- Nic nie mów, jesteś po zabiegu! - Kobieta trzepnęła syna w ucho i usiadła koło niego i jego siostry na kanapie. - Teraz dopiero widzisz, jak Maggie ma z tobą ciężko.
         Nath w milczeniu pokiwał głową i poszedł do swojego pokoju. Nie mógł się w końcu wykłócać bez nadwyrężania głosu. Położył się na łóżku i na telefonie zaczął w kółko odtwarzać występ Wrednych Zalotek na konkursie. Maggie wyglądała tak pięknie w złotej sukience na ramiączkach… Rozmarzył się, wspominając ich pierwszą wspólną noc i nie usłyszał pukania do drzwi.
- Kochanie, masz gościa - obwieściła Beverly i przepuściła w progu Toma, który rzucił się na łóżko koło Beniaminka, jakby był u siebie.
- Chętnie napiję się tej mrożonej herbaty, Bev - oświadczył.
- Nie proponowałam ci nic do picia.
- Ale skoro wiesz, że mam ochotę, będę wdzięczny, jeśli przyniesiesz szklaneczkę.
         Tom wyszczerzył żeby w uśmiechu i mama Natha nie mogła długo się dąsać ani zgrywać niedostępnej. Zostawiła przyjaciół z zespołu samych.
- No i jak tam, Młody?
         Nath, zupełnie jakby był przygotowany na tę wizytę, uniósł w górę tabliczkę z napisem "źle".
- Och, no tak. Nie możesz mówić. Swoją drogą, taki urlop mi się przyda. Nawet fajnie, że rozwaliłeś sobie gardło. Mogę popracować nad moim filmem. - Widząc pytające spojrzenie Natha, Tom wyjaśnił. - Otóż ja i Brukselka pracujemy nad kolejną częścią "Drogi Rozpaczy". Podtytuł będzie nosił tytuł "Runo śmierci".
         Podtytuł będzie nosił tytuł? Takie słowa mógł wypowiedzieć tylko Tom. Nath uśmiechnął się do przyjaciela z politowaniem. Wziął tabliczkę i szybko coś na niej napisał.
- "Czy ty w ogóle wiesz, co to jest runo?" - przeczytał na głos Parker. - No wiesz, Nath! Nie jestem idiotą, oczywiście, że wiem! Coś związanego z lasem, nieważne, co. Ważne, żeby się kojarzyło, bo akcja rozgrywać będzie się w domku nad jeziorem, gdzie grupa przyjaciół jest po kolei zabijana przez mutantów.
         Nath znowu zaczął skrobać coś na swojej tabliczce, tym razem "brzmi znajomo".
- Tak, brzmi znajomo, bo będzie to historia luźno oparta na naszych przygodach w domku, który ostatnio kupił Max. Próbuję go przekonać, żeby udostępnił posesję ekipie filmowej.
- Masz scenariusz?
- Jeszcze nie, Brukselka nad nim pracuje. A ty masz nic nie mówić!
- Tom, pilnuj go - poleciła Beverly, która weszła z dwiema szklankami mrożonej herbaty i podała ją chłopcom. - To dopiero trzeci dzień po zabiegu, a on już przełamuje "pakt milczenia".
- Bev, wiesz, że cię nie zawiodę.
- Wolałabym pani Sykes.
- Ale masz takie pięknie imię. To melodia dla moich uszu.
         Kobieta machnęła ręką i ponownie zostawiła przyjaciół samych. Tom spojrzał na telefon Natha, na którym wyświetlało się wideo z występu Wrednych Zalotek.
- Moje podopieczne… - westchnął rozmarzony. - Już za nimi tęsknię. Nie miałem okazji się z nimi spotkać po naszym powrocie i zamierzałem niebawem urządzić jakieś spotkanko. W końcu ich sukces to moja zasługa… - Tom korzystał, że Nath nie może mu przerwać i kontynuował. - Kto by pomyślał, że staną przed taką szansą? Może staną się sławne jak Little Mix.
         Nath wzruszył ramionami.
- Ale nie mają tego kontraktu płytowego?
         Tym razem Młody pokręcił głową.
- Cóż, trzymam za nie kciuki. Dobry menedżer i będą wielkie. Jak my. No co? - Tom zdziwił się, widząc minę przyjaciela. - Chodzi ci o to, że Scooter zabronił ci się spotykać z Meggs?
- Yhm.
- No, teraz to mu nie przygadasz, ale jak odzyskasz głos, nie zaszkodzi go zaszantażować. Inaczej Maggie ucieknie ci z jednym z tych chłoptasiów z MKTO albo z tym gogusiem, który śpiewał na festynie charytatywnym.
- To ona… pojechała z nimi? - zdziwił się Nath.
- Och, sorki. Nie wiedziałem, że nie wiesz. Pewnie nie chciała cię martwić przed zabiegiem. Wiesz, pięć dziewczyn, troje chłopaków… Jeden autokar.
- Jadą jednym autokarem?!
- Jezu, Nath! Nie krzycz, bo twoja matka mnie zabije! Miałeś się nie odzywać, nawet nie pisnąć, a ty drzesz mordę. Chcesz stracić głos? To twoja jedyna karta przetargowa w związku z Maggie.
         Nath spojrzał na kumpla spode łba. A może rzeczywiście Tom miał rację? Może jedyną rzeczą, która Maggie w nim lubiła był jego głos? Co się stanie, jeśli go straci? Stanie się zwyczajnym, niezbyt atrakcyjnym nastolatkiem z zamiłowaniem do kolekcjonowania czapek i rozbitymi marzeniami.
- Zrobiłeś minę jak Jay, kiedy mu powiedziałem, że Brukselka zacieśnia więzi z Joelem.
- Wcale nie zacieśniam z nim więzi.
- Co?! - Zbity z tropu Tom obejrzał się w stronę, skąd dobiegł dziewczęcy głos i ujrzał siostrę Maggie we własnej osobie. - A ty co tutaj robisz i dlaczego wchodzisz akurat, kiedy cię obgadujemy?
- Przyszłam w odwiedziny do szwagra, nie można? - wytłumaczyła się dziewczyna.
- Nie. Nie bez zapowiedzi. To bardzo niekulturalne. A gdyby był tu Jay?
- Ale go tu nie ma.
- Ale gdyby był?
- To bym z nim porozmawiała.
- Ale on nie chce z tobą rozmawiać.
         Nath westchnął. Było to dość samolubne, ale cieszył się, że i Jay ma kłopoty ze swoim życiem uczuciowym. Dawało mu to poczucie solidarności.
- Co jest bardzo dziecinne z jego strony. Kiedy w końcu wyciągnęłam do niego rękę, zdecydował się mnie unikać.
- Skądś czerpie te wzorce - prychnął Tom.
- Nieważne. Przyszłam zobaczyć, jak się czuje Nath.
- Pewnie Maggie ci kazała.
- Co za różnica? Zupę przyniosłam. Sama robiłam. Luiza uczy mnie gotować. - Monika podeszła do łóżka Natha i wyciągnęła słoik z płóciennej torby.
- Chcesz go otruć? Co to w ogóle jest?! Zupa jarzynowa?
- Rosół. Lepsza moja zupa niż twoje chilli.
         Tom wyglądał na oburzonego słowami Brukselki.
- Odwołaj to!
- Jeśli nie chcesz stracić scenarzystki do twojej szmiry, to lepiej bądź miły. Zapomniałeś już jak dla mnie herbatkę parzyłeś?
         Nath uśmiechnął się pod nosem z tej sprzeczki, a oczy Toma zmieniły się w małe szparki, kiedy silił się na ripostę, z której ostatecznie zrezygnował.
- Tak myślałam, panie reżyserze. A co się tyczy naszego rekonwalescenta, jak się czujesz? - Młody uniósł w górę tabliczkę w odpowiedzi, a rudowłosa wytężyła wzrok. - "Brzmi znajomo"? - przeczytała na głos, a on puknął tabliczkę wyżej, gdzie melodramatycznie odciśnięte było suche "źle". - No, w sumie nic dziwnego. Nie możesz nawet pogadać z Maggie przez telefon, ale na jej wiadomości mógłbyś odpowiadać.
         Chłopak wyglądał na zdziwionego. Złapał swój telefon i zauważył cztery nowe smsy od swojej dziewczyny, które przeoczył, bo zajmował się oglądaniem jej występu podczas konkursu w kółko i w kółko.
- Niepokoiła się, dlatego zadzwoniła do mnie. Dziś mają pierwszy koncert, stresują się, ale są podekscytowane. Za półtora tygodnia wrócą i zobaczysz, że minie jak z bicza strzelił.
- Oby - westchnął Nath.
- Ale nie forsuj głosu. Nie chcesz go chyba stracić?
- Na razie lepiej będzie, jeśli pozostanie milczący - wtrącił Tom. - Kiedy tylko dasz mi scenariusz, zaczniemy przesłuchania. Chcę nakręcić film jak najszybciej, a jego sarkastyczne komentarze nie pomagałyby mi w pracy.
         Nath zmierzył kumpla, ale nic nie powiedział. Bardziej zajęty był czytaniem wiadomości, w których jego dziewczyna pisała, że tęskni, czeka na swój pierwszy koncert wieczorem i że odbiją sobie, kiedy wróci. Przypominała też, że ma niebawem osiemnaste urodziny i że liczy na prezent z polotem. Chłopak zmarszczył brwi.
- Co się stało? - zaciekawiła się Monika. - Coś nie tak?
         Nath nabazgrał na tabliczce "18 - prezent z polotem", a dziewczyna i Tom przeczytali to i się roześmiali.
- Młody, masz półtora tygodnia na wymyślenie czegoś czadowego. Skoro piosenka odpada, to może opakuj się wstążką i wskocz nagi do tortu urodzinowego… To jest pomysł! Ale czad! Zróbmy tak, tego na pewno się nie spodziewa! - Tom podekscytował się swoim pomysłem.
- Ale to Luiza zajmuje się planowaniem imprezy, więc z nią to ustalajcie - oświadczyła Monika. - Nick zgodził się, żeby ją urządzić w wyremontowanej siłowni w kamienicy. Pomieści z trzydzieści osób spokojnie, to chyba najlepsze i najbezpieczniejsze miejsce. Musieliśmy tylko zaprosić jego i jego narzeczoną, Audrey.
- Co się dzieje z tymi ludźmi, dlaczego wszyscy chcą się żenić? - Tom podrapał się po głowie.
         Oczy Natha zabłysły nagle dziwacznym blaskiem, co zaniepokoiło Monikę.
- Hej, ty chyba nie chcesz… - zaczęła. - O, Boże. Czy ty chcesz oświadczyć się mojej siostrze w jej urodziny?!
- Yyy…
- Nic nie mów! Wybij to sobie z głowy! Jest za młoda, rozumiesz?! - Monika złapała rekonwalescenta za połacie koszuli i zaczęła nim potrząsać tak dosadnie, że Tom musiał ją odciągać.
- W tym akurat zgadzam się z Brukselką, wymyśl coś lepszego, bracie. Może nie lepszego, ale bardziej… normalnego. Jeśli teraz się oświadczyć, to co dasz jej za rok? Dzieciaka?
         Monika zakrztusiła i się i najwyraźniej uznała, że czas się pożegnać, bo zabrała słoik, który wcześniej postawiła na nocnej szafce.
- Zupę zaniosę twojej mamie, to ci ją podgrzeje. Zapewniam, że nie jest zatruta, choć po tych twoich lubieżnych planach powinnam ci dosypać… choćby bromu na obniżenie potencji.
- Teraz to Młody na pewno nie ruszy twojej zupy - zachichotał Tom.
- Mam to w nosie. To był tylko gest miłosierdzia.
         Nath uśmiechnął się sztucznie na pożegnanie siostry swojej dziewczyny. Nigdy za sobą specjalnie nie przepadali, bo ona zawsze była zwolenniczką związku Madzi z Liamem, co nie tylko nieustannie przypominała, ale nawet swatała tę dwójkę. Pogodziła się jednak z wyborem siostry i wszystko wyglądało na to, że topór wojenny między nią i Nathem został pochowany. Jednak szalony pomysł, który zrodził się w jego głowie mógł ten rozejm przekreślić.
- Młody, ty naprawdę chciałbyś się oświadczyć? - spytał Tom, kiedy zostali sami.
         Nathan zamyślił się głęboko nad odpowiedzią, mimo iż doskonale ją znał.
- Boję się, że inaczej ją stracę - odezwał się szeptem.  
         Tom w milczeniu pokiwał głową. Nie było słów, które mogły teraz sprawić, by Nath poczuł się lepiej. Lekarstwem na jego złe samopoczucie mogła być tylko Ona. Ale Ona akurat była daleko i spełniała swoje marzenia.
         Marzenia, które mogły ich rozdzielić na zawsze.

Blog List