sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 59 - "Nowy przebój?"

Dziewczęta!

Po raz kolejny dziękuję Wam za komentarze :) 
Dzisiaj trochę o Wrednych Zalotkach, kolejny rozdział... nawet nie pamiętam, o czym, ale za to w jeszcze następnym Tom ruszy z castingiem. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 

Pozdrawiam, 
Jaycee.

PS. Na dole link do piosenki.






            Jako że większość rzeczy Madzi spoczywała już na półkach i w szafie,  bo do nowego mieszkania przybyła przed siostrą, teraz postanowiła pomóc jej w układaniu rzeczy. Wbrew słowom Danny'ego nie było tego dużo. Trzy torby, walizka i trzy kartony. Dość mały dobytek, ale i pokój był mały, a Monika więcej nie potrzebowała.
- Książki możesz ułożyć u mnie w pokoju na regale - zaproponowała nastolatka, kiedy wyciągała rzeczy z kartonów, podczas gdy jej siostra układała ubrania w szafie.
- Nie mam ich znowu aż tak dużo. Zmieszczą się u mnie na półce! - odkrzyknęła Monika.
- No to co mam robić?
- Poradzę sobie. Możesz wyjść spotkać się z koleżankami. Albo jakimś kolegą.
- Bardzo śmieszne - prychnęła nastolatka. - Choć skoro Nathan najwyraźniej spotyka się z Arianą Grandę, to może i ja wyrwę jakiegoś piosenkarza?
- Ja mówiłam o Tonym, no ale skoro chcesz kogoś wyrwać, to powodzenia! - odkrzyknęła z sypialni siostra.
         Madzia westchnęła ciężko i oparła się o ścianę. Siedziała na ziemi z kartonem siostry przy boku i miała świadomość upływającego czasu. Była godzina dwunasta, a do następnego dnia Wredne Zalotki musiały przygotować jakąś piosenkę, inaczej wytwórnia mogła zerwać z nimi kontrakt i jedyną pamiątką po karierze będzie trasa koncertowa, niezbyt ciekawe demo i koncert w barze "Black Velvet", który załatwił Adam. Tyle się działo, że nie miała czasu myśleć o Nathanie ani o Tonym. Był to jedyny plus zaistniałej sytuacji.
         Postanowiła nie użalać się nad sobą. Podniosła się do pozycji stojącej i wzięła karton na ręce, by zanieść go siostrze do pokoju. Jej wzrok padł na jakiś zeszyt w zabazgranej okładce, który ją zaintrygował. Odłożyła karton i sięgnęła po własność Moniki. Otworzyła go i na pierwszej stronie ujrzała jakiś krótki wiersz, przewertowała dalej i natrafiła na kolejne. Było tego mnóstwo, ale wszystko po polsku. W pewnym momencie dłużej zatrzymała się na tekście do "Wake Me Up", który sprzedały Aviciiemu. Westchnęła ciężko, zdając sobie sprawę, że jest to ostatni przejaw twórczości poetyckiej siostry. Chciała zamknąć zeszyt, ale zaintrygowały ją wyrwane strony. Po raz kolejny coś ją podkusiło, by zajrzeć do kosza na śmieci. Odwróciła się w stronę pokoju Moniki, ale ta była zajęta układaniem rzeczy i nie mogła jej zauważyć.
         Nastolatka zanurkowała więc pod szafkę i wyciągnęła plastikowy kubeł. Na wierzchu leżała butelka po winie, wypita poprzedniego wieczora z chłopakami i Kelsey, a pod spodem kilka opakowań. Nie zdążyły wyprodukować zbyt dużo śmieci, była to bowiem ich pierwsza noc w mieszkaniu. Z boku kosza jednak walały się opakowania po pizzy i coś podpowiadało nastolatce, by do nich zajrzeć. W środku znalazła dwie kulki zmiętego papieru. Po raz kolejny siostra zamierzała się pozbyć skrawka swojej twórczości.
- Wiesz co? - zawołała Madzia, chowając zmięty papier do kieszeni. - Pojadę do Ali po moje szkolne zeszyty. To jedyna rzecz, która u niej została. I wrócę późno, bo zjem obiad z dziewczynami na mieście. Musimy pogadać o zespole.
         Monika wyjrzała z pokoju.
- Jasne. Baw się dobrze.
         Młodsza siostra kiwnęła starszej na pożegnanie i ruszyła klatką schodową w dół. Nie umówiła się ani z Alicją, ani z Wrednymi Zalotkami, ale potrzebowała czasu, by przestudiować kartki znalezione w śmieciach.
         Kiedy schodziła zamyślona po schodach i w pośpiechu wpisywała w komórce wiadomość do Mai, przypomniała sobie, że nie założyła butów. Miała na sobie kapcie króliczki, z których nabijał się Harry Styles, w pierwszym tygodniu jej pobytu w Anglii. Było to tak dawno temu… Otrząsnęła się z wspomnień i dużymi susami wróciła na górę. Drzwi były otwarte, jej siostra nie pofatygowała się ich zamknąć, nic dziwnego, że ich sławni przyjaciele wchodzili do mieszkania jak do siebie.
         Kiedy tylko Madzia przekroczyła próg, do jej uszu doszedł cichy śpiew siostry. Nuciła jakąś nieznaną balladę. Nastolatka z kieszeni wyciągnęła zwitki papieru i zorientowała się, że to ten sam utwór, którego siostra próbowała się pozbyć. Najwyraźniej sama chciała o nim zapomnieć, bo zaklęła i przestała śpiewać. Zdążyła jednak zanucić kawałek zwrotki i refren i dała nastolatce ogląd tego, w jaki sposób wiersz powinien brzmieć.
         Co prawda nie szukała ballady, ale miała już pewien pomysł, w jaki sposób piosenkę "podkręcić". Z ekscytacji omal nie zapomniała zmienić kapci na buty. Uczyniła to szybko, zanim Monika zorientuje się, że cofnęła się do mieszkania i wyszła, pełna nadziei, że to nie koniec Wrednych Zalotek.
         Tym razem nie bawiła się w wiadomości. Wyszukała numer koleżanki.
- Maja? Za pół godziny w garażu Alicji.
- Co? To się nie wyprowadziłaś? Miałyśmy cię dziś odwiedzić z dziewczynami... - zdziwiła się Maja.
- Moja siostra nie może czegoś usłyszeć. Zresztą, nieważne. To będzie ostatnia próba. Przekaż Alex, żeby wzięła gitarę i Irene, żeby zabrała keybord. Mam dla nas tekst. Ja zadzwonię do Kathy.
- No… dobra… Ale twój entuzjazm nieco mnie przeraża.
- Niepotrzebnie. Myślę, że to nie koniec Wrednych Zalotek!
         Podekscytowana Madzia się rozłączyła i zadzwoniła jeszcze do Kathy, by ta zjawiła się w domu Alicji. Nieco ponad pół godziny później Wredne Zalotki mogły poznać słowa ich nowej piosenki, skradzionej Monice.


Nigdy nie poświęcasz czasu,
by spojrzeć na mnie,
taką, jaką jestem naprawdę.

Próbujesz mnie wpasować
do swojego idealnego pudełka,
pozwalasz mi prześlizgnąć się
pomiędzy pęknięciami w nim.

Teraz przemijam,
zmieniam się w kogoś innego,
kochanie, w kogoś, kim nie chcę być.
Blaknę,
moje prawdziwe kolory znikły
jak obrazek, którego nikt nie dostrzega.

Założę się, że nie znasz nawet
mojej ulubionej piosenki.
Mówisz mi, jak
układać włosy mam.

Chcesz zmienić wszystko,
czym kiedykolwiek byłam.
Próbujesz wymazać mnie,
aż mnie nie będzie tam.

Przemijam…
Zmieniam się w to, czego chcesz,
ale nie wychodzi mi to na dobre.

Nie chcę być twoją idealną dziewczyną,
która nie ma nic do powiedzenia.
Nie będę czekać,
aż wykończysz moje życie.
Nie pozwolę ci patrzeć, jak znikam.

Przemijam, blaknę, wymykam się
jak dziecko w ciemności.

Przemijam, blaknę, jestem tak daleko,
nie wiem już, kim byłam na początku.


- No… nie jest to złe, ale pasuje na balladę, a nie popowy kawałek dla grupy dziewczyn - podsumowała uroczyście odczytany przez Madzię tekst Irene.
- Żartujesz?! To idealnie pasuje do melodii, nad którą ostatnio pracowałyśmy! - ucieszyła się Alex.
- Idealnie? To nieco zbyt wiele powiedziane, ale mam pewien pomysł - oświadczyła Magda. - Co powiecie, żeby ten kawałek zrobić trochę… tak na pop-rockowo?
- Dla mnie super! - ucieszyła się Maja. - Ale nie znam się na aranżu.
- Kathy się zna!
- No… ale nawet gdyby coś z tego wyszło… to w wytwórni nie przejdzie - zasępiła się wspomniana dziewczyna. - Oni podpisali kontrakt na girlband.
- No to będziemy zespołem dziewczyn z powerem! - ucieszyła się Alex. - Podajcie gitarę, zobaczymy, ile da się wycisnąć z tego kawałka. Maggie, jak to widzisz?
         Nastolatka zaśpiewała fragment tak, jak go zapamiętała słyszany z ust Moniki. Alex dopasowała do tego wymyśloną przez nią melodię. Wyszedł z tego zgrabny, akustyczny kawałek. Kathy miała zająć się zaaranżowaniem wszystkiego w taki sposób, by brzmiało z pazurem i po dziewczęcemu.
- Adam będzie zadowolony! - cieszyły się Wredne Zalotki, kiedy skończyły pracować nad piosenką po żmudnych czterech godzinach.
- Jest jeszcze sporo pracy, ale utwór brzmi już jak piosenka. I to nasza piosenka! - chichotała Maja.
- No… ale co na to twoja siostra? Nie ma nic przeciwko? Przecież te kartki wyglądają jak wyciągnięte ze śmietnika. - Irene podniosła w górę wyrwany z zeszytu Moniki tekst.
- Bo ona go wyrzuciła. A to znaczy, że go nie chce. I nie przywłaszczamy go sobie. Zasługa za tekst zostanie jej przypisana, ale dopiero kiedy postawimy ją przed faktem dokonanym.
- Skoro tak uważasz… A o kim jest w ogóle ta piosenka? Brzmi jak piosenka kogoś nieszczęśliwego w miłości.
         Madzia wzruszyła ramionami. Słów nie potrafiła dopasować do Joela, zawsze był przecież miły i uprzejmy i jej siostra była z nim szczęśliwa. Być może napisała czystą fikcję w tekście piosenki, ale dlaczego w takim razie pozbyła się tekstu? Nie mogła się go wstydzić, bo nie był zły. Razem z odpowiednią muzyką brzmiał jak… cóż, pierwszy przebój Wrednych Zalotek.
- Dobra, dziewczyny. Nie chcę nadużywać gościnności Alicji, w końcu już tu nie mieszkam. Musimy znaleźć sobie inne miejsce na próby - westchnęła nastolatka, by zmienić temat.
- A ja liczę, że to będzie wytwórnia! - zachichotała Kathy i wszystkie do niej dołączyły.
         Dziewczyny zebrały swoje rzeczy i rozeszły się do swoich domów, a Madzia poszła się ostatecznie pożegnać z Alicją i wziąć szkolne zeszyty. Prawdą było, że nie była pewna, czy powróci do szkoły. Skończyła już osiemnaście lat i chciała skończyć szkołę średnią, ale w tej chwili spełnianie marzeń wydawało jej się o wiele ważniejsze. Zamyśliła się i nie zauważyła krawężnika, o który się potknęła i omal nie wyrżnęła orła. Zeszyty wysypały jej się z workowatej torby. Akurat pod domem Tony'ego, co z niezadowoleniem stwierdziła, kiedy przez płot prześwitywał jej idealnie utrzymany ogród.
         Chciała jak najszybciej uciec, zanim dojdzie do niezręcznej konwersacji, pierwszej po jej wizycie w rozgłośni radiowej. Nie zdążyła się ulotnić, gdyż chłopak już szedł w jej stronę.
- Maggie? - zapytał zdziwiony. - Padasz na kolana przed moim domem?
         Tony oparł się o swój płot dość nonszalancko i uśmiechnął się zawadiacko. Cieszyła się, że ten zgrywus wrócił, gdyż uczuciowy romantyk, który praktycznie wyznał jej, że wolałby być więcej niż jej przyjacielem nie przypadł jej do gustu.
- Macie tu chodniki nierówne niemal jak na polskich osiedlach - odpowiedziała. To, co w jej głowie było ciętą ripostą okazało się niczym więcej jak wytykaniem wad własnego kraju, ale nic nie mogła na to poradzić. Zeszyty, które zebrała, rozsypały się ponownie po chodniku. Tony roześmiał się gardłowo, a potem sprawnie przeskoczył przez ogrodzenie, zamiast kulturalnie otworzyć furtkę i pomógł jej ze zbieraniem.
- Będziesz się uczyć w plenerze? - zapytał rozbawiony.
- Co? Och, nie. Zabieram po prostu ostatnie rzeczy z domu Ali.
- Po co?
         No tak, Tony nic nie wiedział o tym, że się wyprowadziła. Nie powinna sobie wyrzucać faktu, że dowiedział się w taki dziwny sposób. Gdyby interesowało go, co u niej mógł zadzwonić.
- Wyprowadziłam się.
- Do Natha?! - spytał zszokowany.
- Nie, skąd ten pomysł? Nie jesteśmy już parą.
- Wiesz, jak to jest w świecie gwiazd. Schodzą się, rozchodzą… Kto nadąży? - Chłopak nerwowo potarł kart.
- Cóż, ja gwiazdą nie jestem, więc mieszkam z siostrą.
- Jeszcze nie jesteś gwiazdą - poprawił ją, a ona się uśmiechnęła.
- Doceniam optymizm, ale Wredne Zalotki są w tarapatach.
- W tarapatach?
- To dłuższa historia.
- Więc może wejdziesz i mi ją opowiesz? Mam pyszną lemoniadę domowej roboty.
         Jakkolwiek propozycja wydała się kusząca, sam fakt, że Tony zaprosił ją do swojego domu onieśmielił nastolatkę do tego stopnia, że zaczęła się jąkać.
- Ja… eee… wiesz…
- Możemy coś zjeść, jeśli jesteś głodna - zachęcał chłopak dalej, a jak na złość żołądek nastolatki ścisnął się, wydając głośny dźwięk burczenia.
         Tony uśmiechnął się i uniósł jedną brew w górę.
- No co? - spytała nastolatka, czując, że policzki palą ją ze wstydu.
- Nic. Zaproszenie aktualne, a mojej mamy nie ma.
- A dlaczego myślisz, że waham się ze względu na nią?
- Bo chyba nie jestem zdolny tak nikogo onieśmielić - odpowiedział zaczepnie Tony i otworzył furtkę, wskazując koleżance przejście. - Zapraszam.
         Nie zamierzała dawać mu do zrozumienia, że wbrew temu, co o sobie skromnie sądził, był w stanie ją onieśmielić i nie podobało jej się to uczucie. Tęskniła jednak za nim i czuła, że to wyciągnięcie ręki w jej stronę nie może przejść bez echa. Wzruszyła ramionami i weszła na posesję, podziwiając piękny ogród i elewację domu.
- Wow. Coś dużo tych zachwytów. Nie wpuszczę cię do mojego pokoju, bo dobre wrażenie przeminie jak ręką odjął.
         Wcale nie zamierzała iść z nim do pokoju, więc z ulgą przyjęła te słowa i dała się prowadzić do kuchni. Tony wskazał jej miejsce przy małym okrągłym stole, a sam wziął się za przygotowanie czegoś do jedzenia. Krzątał się po kuchni, wypytywał, co lubi, a w końcu zdecydował się na usmażenie naleśników, które nastolatka prędzej nazwałaby racuchami, ale nie zamierzała poprawiać mistrza kuchni, bo był u siebie. Zjadła ze smakiem to, co podał jej na talerzu.
- Trochę dziwna ta kolacja, ale mam nadzieję, że ci smakowała - odezwał się Tony, kiedy wszystko znikło z ich talerzy.
- Nie wiedziałam, że umiesz gotować. Cóż, właściwie to smażyć.
- Z tym trzeba się urodzić - zażartował Tony. - A tak szczerze, to umiem tylko jajecznicę i naleśniki.
- Ale za to świetnie.
- Kiedyś zrobię ci jajecznicę na śniadanie, takiej to na pewno jeszcze nie jadłaś.
         Przez chwilę nastolatce wydawało się, że Tony spalił buraka, kiedy palnął te słowa. Nie mogła zweryfikować swoich podejrzeń, bo zabrał jej sprzed nosa pusty talerz i wpakował go do zmywarki. Gdy odwrócił się do niej, wyglądał już zupełnie normalnie.
- No. To teraz możesz opowiedzieć, co u ciebie. - Zatarł ręce i spojrzał na przyjaciółkę wyczekująco.
         Nie wiedziała od czego zacząć, ale kiedy już zaczęła, usta jej się nie zamykały. Trajkotała o problemach Wrednych Zalotek, nowym menedżerze, który jest byłym jej siostry, koncercie w barze "Black Velvet", który miał się odbyć i nowej piosence.
- No to sporo się u ciebie działo.
- A jak tam u ciebie?
- Telefon zaufania raz w tygodniu, studio niemal codziennie, a w przyszłym miesiącu zaczniemy "bywać na salonach". Jestem dobrej myśli, że MKTO sobie jakoś poradzi.
- Jestem o tym przekonana. Dobry z was duet. - Madzia nagle zdała sobie sprawę, że od początku wizyty u Tony'ego chce powiedzieć tylko jedno. - A skoro mowa o duetach. Jak tam Olga?
         Piękna blondynka, jego koleżanka z rozgłośni polskiego pochodzenia i ich relacja intrygowała ją już od dawna.
- Miło, że o niej pamiętasz. Rzadko się widujemy, ale wszystko w porządku. Zajmuje się telefonem zaufania częściej niż ja, a dodatkowo pracuje też dla organizacji PETA. Wcześniej była wolontariuszką, teraz jest rzeczniczką. Jest wygadana i zna się na rzeczy.
- Teraz pewnie będzie wam ciężko zgrać swoje terminarze…
- Nie musimy pełnić dyżuru w radiu w tym samym czasie.
- Chodziło mi raczej o wasz związek - subtelnie zwróciła uwagę Madzia, a Tony wypluł do szklanki łyk soku, który nabrał.
- Nie mamy związku innego niż praca. A właściwie to wolontariat. To koleżanka.
- Koleżanka?
- Koleżanka.
         Madzia pokiwała głową ze zrozumieniem. Tony wstał, by wylać swój sok do zlewu, a ona nie widziała cienia uśmiechu, który przemknął mu po twarzy, kiedy usłyszał to nagłe zainteresowanie jego ewentualną dziewczyną. A Madzia? Czego ona w końcu oczekiwała? Przecież sama oddalała od siebie ewentualne cieplejsze uczucia, a jednak ciągnęło ją do Tony'ego i nie mogła temu zaprzeczyć. Wiadomość, że ładna blondynka jest tylko koleżanką z pracy zrzucała kamień z serca, ale nie mogła dojść do porozumienia z samą sobą, czy rzeczywiście zależało jej na chłopaku bardziej niż na przyjacielu, czy chciała mieć tylko "koło zapasowe", szczególnie teraz, gdy Nathan znalazł sobie nową dziewczynę. Może i ona nie chciała odstawać?
         Tak zagadała się z Tonym, że kiedy spojrzała na zegar na ścianie, zorientowała się, że jest już po ósmej.
- To już ta godzina?!
- No… trochę sobie porozmawialiśmy, ale mieliśmy co nadrabiać.
         Dziewczyna wzięła swoją torbę i ruszyła do wyjścia.
- Dziękuję ci bardzo za obiad, ale muszę lecieć. Moja siostra na pewno się martwi.
- Gdyby się martwiła, zadzwoniłaby.
- No to… przecież muszę jej pomóc się rozpakować i w ogóle… siebie też rozpakować… Zaproszę cię na parapetówkę, gdy już będziemy zadomowione - powiedziała na pokrzepienie Magda, a Tony się uśmiechnął.
- Trzymam za słowo.
         Zbyt długo patrzył się w jej dekolt, przez co poczuła się dość nieswojo. Pożegnała się w pośpiechu, by uniknąć tego rozbierania wzrokiem i wystrzeliła jak kulka z procy w stronę przystanku, mimo iż proponował, że ją odprowadzi. Nie zamierzała ryzykować, że spotka jego matkę i nie chciała narażać się na dalszą obserwację biustu. Dopiero kiedy wsiadła do autobusu, zorientowała się, na co tak naprawdę patrzył Tony. Nie zdawała sobie sprawy, ale tego dnia rano, gdy się ubierała, włożyła naszyjnik, który dostała na urodziny. Zapewne zastanawiał się, czy to prezent od niego, czy od Natha. Prawdę była, że sama nie była co do tego przekonana. Trzymała oba wisiorki w kasetce na biżuterię i wzięła pierwszy z brzegu, bo Monika poprosiła ją wtedy, by podała jej coś z ziemi, bo sama stała na krześle i układa rzeczy na górnej półce w szafie. Nastolatka wybrała więc w pośpiechu ozdobę, którą zawiesiła na szyi.
         Obserwowała ginący pod kołami autobusu chodnik i przygryzała srebrny łańcuszek. Zastanawiała się, czyje zdjęcie może być w środku.
- Niech to będzie znak - powiedziała cicho. - Jeśli będzie to zdjęcie z Tonym, uznam to za dobry omen na przyszłość.
         Zamierzała otworzyć wisiorek, ale jakaś kobieta zakasłała znacząco.
- Czy ty gadasz sama ze sobą, dziecko? - spytała. - Dobrze się czujesz?
         Magda spaliła buraka i zupełnie zapomniała, co miała zrobić. Wróciła do domu akurat kiedy Tom pomagał Monice podłączyć kablówkę, gdyż ta nie chciała płacić monterowi.
- Maggie! - ucieszył się. - Dobrze, że jesteś! Nie uwierzysz, ale zwołałem casting!
- Do "Drogi Rozpaczy"?
- "Drogi Rozpaczy 4: Runo śmierci" - poprawił ją.
- To, że powtarzasz ten tytuł, nie uczyni go bardziej znośnym.
- Nieważne, czy ci się podoba, czy nie! Zrobiłem opisy poszukiwanych aktorów i zapytałem Jayne, co zrobić, a ona poleciła mi agencję castingową i… - Tom wciągał powietrze głęboko do ust. - I za miesiąc ruszam z tym koksem!
- Z tym koksem? - spytała rozbawiona nastolatka.
- No… tak. Będę oglądać te fajtłapy i wybiorę najbardziej odpowiednie do waszych ról. Trzeba zadzwonić też do Kuby, żeby znalazł czas w swoim "napiętym terminarzu". - Parker prychnął. - Kogo ja oszukuję? Już przyleciał do Anglii, bo sam zdaje sobie sprawę, że ten sitcom o trenerze fitness dla starych babć na pewno nie wypali. W każdym razie, jestem dobrej myśli.
- Chyba że Max go ukatrupi - podsunęła nastolatka przyjacielowi.
- Max miał dość czasu, by ochłonąć po fakcie, że Kuba chajtnął się z jego dziewczyną. Za miesiąc małżeństwo zostanie już unieważnione i wszyscy będą szczęśliwi.
         Madzia była sceptycznie nastawiona do przedsięwzięcia.
- A masz pieniądze na to wszystko?
- Pomyślałem o tym. Lokowanie produktu załatwi sprawę.
- Co?!
- Nie domyślasz się? W scenie, kiedy mutanty postanawiają nas zjeść, używają odpowiednich przypraw - chichotała Monika.
         Tom rzucił jej mordercze spojrzenie.
- Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni - obwieścił poważnie, a następnie się rozpromienił. - Oglądamy trójkę dla przypomnienia? - spytał, a kiedy Monika skinęła głową, popędził na górę.
- Zamknąć drzwi? - spytała nastolatka.
- Nie, chcę to obejrzeć - zapewniła Monika.
- Na pewno?!
- Dlaczego jesteś taka zdziwiona?
- No… twoje rozstanie z Joelem i… i w ogóle…
- W ogóle co?
- Tak szybko się otrząsnęłaś.
- Nie jestem szczęśliwa, jeśli o to ci chodzi. Ale uznałam, że tak będzie lepiej i żyję dalej. Nie będę się nad sobą użalać. - Monika wzruszyła ramionami, a jej siostra zmrużyła oczy.
- Skoro żyjesz dalej, to dlaczego napisałaś o nim piosenkę?
- Co?!
         Drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wparował Tom.
- Kelsey wróci nad ranem, bo poszła na imprezę ze swoimi przyjaciółkami. Możemy obejrzeć cały maraton!
         Chłopak dopadł do odtwarzacza DVD i wpakował do niego płytkę. Słysząc, że żadna z sióstr się nie odzywa, spojrzał na nie zaniepokojony.
- Eee… Kłótnia?
- Znowu znalazłaś coś osobistego i robisz z tego aferę? - spytała zdenerwowana Monika.
- Nie chciałaś pomóc Wrednym Zalotkom w napisaniu piosenki, a cały czas miałaś tekst w zanadrzu. Tekst, który pasuje do naszej melodii.
- Ale to jest osobiste, nie chcę, żeby ktoś to słyszał! Oddaj kartkę!
- Mogę ci oddać, ale i tak zapamiętałam.
- I chcesz to ukraść?
- Nie. Chciałam spytać o zgodę. Jak usłyszysz piosenkę…
- To co? Ja nie chcę być jak Taylor Swift, która wypisuje bzdury o swoich byłych, żeby było o niej głośno.
- Ale nikt o niczym nie będzie wiedział! Przecież prasa nie dowiedziała się o twoim związku z Joelem, a on nic oficjalnie nie ogłosił, więc…
- Nie o to chodzi - westchnęła Monika i ciężko opadła na kanapę. - On będzie wiedział.
- To musisz mówić, że to ty napisałaś? - zaciekawił się Tom.
- Och, to już nieważne. Jaką będę siostrą, jeśli zabronię wam użyć czegoś, co sama chciałam wyrzucić?
- Więc nie masz mi tego za złe? - spytała z nadzieją Madzia.
- To jakbyś przeczytała mój pamiętnik. Oczywiście, że mam za złe.
- To następnym razem spal, a nie wyrzucaj w najbardziej oczywistym miejscu.
- Następnym razem spalę.
- I dobrze!
- I dobrze!
- Oglądamy?
- Och, włączaj to Parker, zanim się rozmyślę! - warknęła Monika i zapadła się w poduszki na kanapie, a uśmiechnięty członek The Wanted usiadł tuż przy niej.
- Maggie, oglądasz z nami?
         Madzia wywróciła oczami i przysiadła na miękkim dywanie na podłodze. Wbrew pozorom spędzili miły wieczór. Tom ciągle powtarzał, że ten maraton łączy ludzi. Wyszedł z mieszkania dziewczyn o trzeciej nad ranem, pełen nowych pomysłów na ciąg dalszy.
- Nie jestem pewna, czy posiadanie takiego sąsiada wyjdzie nam na dobre - westchnęła Monika, sprzątając miski po popcornie. Ziewnęła przeciągle. - Dobrze, że ja nie mam nic do roboty, ale ty powinnaś się wyspać.
- Wyśpię się po śmierci - ziewnęła nastolatka. - A ty kiedy usłyszysz piosenkę, kapcie ci zlecą. Jest świetna!
- Może jutro, co, młoda?
- Młoda? Może zaczniesz mnie nazywać siksą, tak jak Adam?
- Mam nadzieję, że niedługo zacznę cię nazywać gwiazdą.
- Czyli sztama? - spytała Madzia trzepocząc rzęsami.
- Och, przestań! Kiedy to robisz, nie mogę się na ciebie gniewać!
- No i o to mi właśnie chodzi. Nie chcesz, żeby sukces Wrednych Zalotek był twoją zasługą?
- Ja chcę tylko, żebyś była szczęśliwa - westchnęła Monika, posłała siostrze blady uśmiech i udała się do kuchni, umyć miski i szklanki.

         Nastolatka natomiast, upojona faktem, że siostra wybaczyła jej wejście w posiadanie jej piosenki, zupełnie zapomniała sprawdzić, czyje zdjęcie nosiła na piersi cały dzień. 

___________________________________________________________________________


środa, 12 lutego 2014

Rozdział 58 - "Przeprowadzka"

Dziewczęta! 
Tradycyjnie bardzo Wam dziękuję za komentarze - stałym i nowym czytelniczkom, a także anonimom.
W weekend zajrzę na Wasze blogi i zostawię po sobie ślad, a teraz... ciąg dalszy.

Anonimowy - choć sama jeszcze nie wiem, jak opowiadanie się skończy, podpowiem, że nie należy porzucać nadziei co do Madzi i Natha. Niektóre z Was są na dobrym tropie co do tych postaci.
Frimay - cieszę się, że się w końcu przemogłaś i skomentowałaś :) Dzięki Waszym komentarzom mogę pokierować opowiadaniem tak, by Wam się spodobało.
Madeleine - parę linijek? Twoje komentarze zawsze są wyczerpujące, za co Ci bardzo dziękuję. Motywujesz mnie do pisania jak nikt inny. A co do Irene, to nie tylko jeszcze pokaże pazurki, ale będzie jej więcej już za jakiś czas :)

Pozdrawiam,
Jaycee.






         Karolina i Luiza wróciły z pracy dość późno, ze względu na remanent. Wielkie było ich zdziwienie, gdy zastały swoją przyjaciółkę "urobioną po łokcie". Monika bowiem zanurkowała pomiędzy kanapą a grzejnikiem i szorowała szpary między panelami z nadgorliwością, która nasuwała niepokojące wnioski.
- Dobrze się czujesz? - zagadnęła szatynka, podchodząc do swojej przyjaciółki, która nie zareagowała.
- Ma słuchawki w uszach, trzeba głośniej - westchnęła Luiza. - MONIKA, CO TY ROBISZ?! - zawyła na fulla, tak że jej współlokatorka podniosła się gwałtownie i grzmotnęła głową o parapet.
- Aua! Za co to?! - spytała, rozmasowując bolące miejsce.
- Nie słyszałaś, że do ciebie wołamy.
- To jest powód przyprawienia mnie o zawał?
- Nie przesadzaj. - Luiza machnęła ręką. - Powiedz lepiej, o co chodzi z tym czyszczeniem paneli?
         Monika wzruszyła ramionami i odgarnęła włosy z czoła. Karolina dopiero teraz lepiej jej się przyjrzała.
- Jesteś cała spocona! Czy ty zdajesz sobie sprawę, że czyściłaś podłogę aż iskry leciały?
- Nudziło mi się.
- Wydaje mi się to podejrzane… Weź odłóż tę szczotkę i odpocznij. Masz worki pod oczami.
- To akurat od tego, że płakałam - rzuciła od niechcenia Monika, a Karolina upuściła z łoskotem swoją ciężką torbę, by przytulić przyjaciółkę bez pytania. - Hej, ale już mi przeszło.
- Ale… co się stało? Miałaś gorszy dzień? - zaintrygowała się Luiza.
- Można tak powiedzieć. Joel ze mną zerwał.
- CO ZROBIŁ?! - spytał równocześnie dziewczyny.
- Och, to nic. Właściwie to nie wiem, które z nas zerwało, ale…
- Monika! - przerwała przyjaciółce Karolina.
- No co?
- Dlaczego mówisz to tak, jak gdyby nigdy nic?
- Nie będę wypłakiwać sobie oczu po żadnym facecie.
- Ale przecież wypłakiwałaś - słusznie zauważyła Luiza, a Karolina rzuciła jej mordercze spojrzenie.
- Nie pomagasz!
- No to zaparzę rumianek.
- Nie chcę rumianku! - zaparła się rudowłosa. - Chodźmy na karaoke! Albo po prostu na imprezę! Albo…
- Przestań udawać, że cię to nie obeszło! - poleciła Karolina. - Siadaj na kanapę i opowiadaj, o co poszło.
         Monika wzruszyła ramionami.
- Przez przypadek wysłałam do niego sms miłosny, który był przeznaczony dla Jaya.
         Karolina i Luiza wpatrywały się w przyjaciółkę z szeroko otwartymi oczami.
- Co ty zrobiłaś? - spytała w końcu ta pierwsza.
- Znaczy… Nie, ja tego nie zrobiłam. Ale Joel był o tym święcie przekonany, bo przecież fakt, że to sprawka Kathryn jest zbyt nieprawdopodobny, a dupą takiej wiadomości bym nie wystukała, więc…
- Chyba wyprowadziłaś go z błędu? Że… to nie ty napisałaś tę wiadomość? - wypytywała Luiza.
- Wyparłam się, ale nie bardzo go to obeszło. Nie jestem pewna, ale chyba na pożegnanie użyłam słów, według których mogło wyjść, jakbym się przyznawała…
         Karolina nie wierzyła, że jej najlepsza przyjaciółka z takim spokojem i lekkim rozbawieniem opowiada o zerwaniu, które niewątpliwie musiało być dla niej bolesne.
- Zaraz pójdziesz mu wszystko wyjaśnić! - nakazała, łapiąc Monikę za rękę.
- Ha! Wyszedł! Pewnie "oczyścić umysł".
- Albo sprać Jaya na kwaśne jabłko - dodała Luiza, a Karolina po raz kolejny rzuciła jej karcące spojrzenie i wróciła do rozmowy z Moniką.
- Jak tylko Joel wróci, musisz mu powiedzieć prawdę.
- Prawda na niego nie podziałała. Nie chciał wyjść na zdradzanego naiwniaka, to mu tego oszczędziłam.
- Ale ty go nie zdradziłaś!
- Co to za różnica? Skoro mi nie ufa, nie zamierzam się tłumaczyć. Krzyż na drogę.
- Nie wierzę, że tak po prostu chcesz się poddać… Jak to sobie wyobrażasz? Będziecie witać się na klatce schodowej jak gdyby nigdy nic, czy fochać się na siebie do usranej śmierci? - westchnęła Karolina.
- To nie będzie problemem. Rozmawiałam już z siostrą i… Chciałam powiedzieć, że… Jezu, ciężko mi to przejdzie przez gardło, ale wyprowadzam się.
- CO?!
- Tak będzie lepiej. Nie chcę… Mieszkać koło niego.
         Pojedyncza łza potoczyła się po policzku Moniki, ale szybko ją otarła i miała nadzieję, że przyjaciółki wzięły ją za kroplę potu. Decyzja została podjęta i mimo iż ciężko było jej opuszczać mieszkanie, w którym tyle przeżyła, uznała, że tak będzie najlepiej.
           
            Historia niemalże zatoczyła koło. Gdyby na bok odłożyć wszystkie przebyte w Anglii przygody, Magda i Monika wróciły do punktu zero. Były bowiem singielkami i postanowiły zamieszkać razem.
         Karolina i Luiza nie przyjęły informacji o wyprowadzce przyjaciółki z entuzjazmem, ale doskonale rozumiały, że mieszkanie przez ścianę z Joelem w zaistniałej sytuacji to dla niej zbyt wiele. Monika starała się ukrywać swoje uczucia i fakt, że nie mogła sobie poradzić z faktem, że jej chłopak jej nie ufał i nie  uwierzył jej na słowo. Nie uroniła już jednak żadnej łzy i postanowiła wziąć się w garść. Pożegnała Audrey i Nicka i dała się odprowadzić przyjaciółkom do taksówki.
- I co my teraz bez ciebie zrobimy? - spytała Karolina, poprawiając przyjaciółce włosy.
- Coś wymyślicie. Najprawdopodobniej wprowadzicie się do swoich chłopaków i nie będziecie musiały martwić się kulą u nogi, która zalegała z czynszem. - Monika roześmiała się i wzruszyła ramionami.
- Nie zamieszkam z Ryanem! - zaparła się Luiza. - Ten ślub uświadomił mi, że poważny związek w tym wieku to lekkomyślność. Ja chcę, żebyś ty została.
- A mimo iż uda się unieważnić "nie skonsumowany związek" w przeciągu trzech miesięcy, Max się na mnie dąsa i też wolałabym, żebyś została. Ale rozumiem, dlaczego nie chcesz tego robić - dodała Karolina.
- Znajdziecie nową współlokatorkę. Nie tak fajną jak ja, ale… Może chociaż mniej zwariowaną.
         Wyściskały się za wszystkie czasy, jak gdyby Monika wracała do Polski, a nie przeprowadzała się na inny adres w Londynie. Chciały jechać z nią, ale dziewczyna miała spory bagaż, który zajmował też tylne siedzenie w taksówce, obiecały więc, że niebawem odwiedzą siostry.
- No jesteś nareszcie! - przywitała Monikę Madzia. - Na górze nie idzie wytrzymać!
- Dlaczego? - zdziwiła się Monika, wyciągając z tylnego siedzenia pudła i stawiając je na chodniku, podczas gdy taksówkarz otworzył bagażnik i to samo robił z resztą jej rzeczy.
- Dlaczego? Bo Tom i Kelsey się kłócą, gdzie meble ustawić!
- Meble? - zdziwiła się Monika. - Jakie meble?
- No właśnie. Prezent na powitanie. Kupili nam wszystko, do spółki z resztą chłopaków. I Dannym Jonesem.
- Nawet z Nathem?
- O to nie pytałam - westchnęła Madzia. Starała się nie myśleć o chłopaku, ale nieustannie media bombardowały ją różnymi informacjami, o którymi wolała nie wspominać.
- No to mam nadzieję, że w zamian za ten prezent nie będziemy musiały udostępniać im miejscówki na imprezy.
- Jeśli grono naszych znajomych celebrytów się nie uszczupli, będziemy potrzebowały większego domu, by ich gdzieś zmieścić.
- Powoli się uszczupla, spokojnie - oznajmiła sucho Monika i zapłaciła taksówkarzowi. Madzia posmutniała, słysząc nutę goryczy w głosie siostry. O ile ona sama oddaliła się od Natha przed zerwaniem, o tyle zerwanie z Joelem przyszło na Monikę jak grom z jasnego nieba, była więc zapewne w większym szoku. - Pomożesz mi z tym?
- W jaki sposób?
- Zostań i popilnuj, a ja wejdę na górę i poproszę Toma o pomoc.
- Ok. Mieszkanie jest na drugim piętrze, Tom mieszka piętro wyżej.
         Madzia przez chwilę w myślach rozważała, czy nie wspomnieć siostrze, że na górze jest jeszcze Jay, ale ostatecznie uznała, że najlepiej będzie, jeśli ta będzie dłużej żyła w błogiej nieświadomości.
         Starsza z sióstr dotarła więc pod drzwi mieszkania, które miało stać się jej nowym domem. Były otwarte, więc nogą pchnęła je, by wejść do środka, bo ręce miała zajęte przez karton z pierdołami.
         Kelsey i Tom właśnie kłócili się, gdzie ustawić kanapę. Ona chciała, by padało na nią sporo światła, on zarzekał się, że to będzie odbijać się w telewizorze.
- Siema - odezwała się Monika po polsku, stawiając karton na ziemi.
         Tom wyglądał, jakby kamień spadł mu z serca.
- Brukselka, nareszcie! Powiedz Kels, że stawianie kanapy tyłem do okna jest bez sensu, bo słońce będzie świecić wprost w telewizor.
- To bez sensu. - Monika wzruszyła ramionami. - Ale zróbcie jak chcecie, to wy jesteście naszymi dobroczyńcami.
         Dopiero teraz wzrok dziewczyny padł na Jaya, który przysiadł zasapany na oparciu sofy, nie wiedząc, w którą stronę ją ustawić. Kiwnęła w jego stronę ręką, a on przywitał się uśmiechem.
- Nie zrobimy, jak chcemy! Ty masz zadecydować! - zawołał Tom nad uchem koleżanki, która się skrzywiła.
- A możemy to zrobić potem? Na dole Madzia została z moimi rzeczami i chciałam Was prosić o pomoc w…
- Już nie trzeba! - oświadczyła wspomniana nastolatka, pakując się do mieszkania z małą torbą siostry i niewielkim pudełkiem z rzeczami, które mogły się stłuc.
         Monika była zszokowana.
- Zostawiłaś mój dobytek na dole?!
- Nie, nie. Przyszli tragarze i wszystko noszą. - Madzia machnęła ręką.
- Dałaś komuś obcemu nosić moje rzeczy?! I zostawiłaś ich samych?! A jak wszystko ukradną?!
         Do mieszkania wpakował się Danny obładowany torbami. Jedną podróżną przerzucił sobie przez ramię, drugą założył na drugie ramię, a za sobą ciągnął walizkę. Na dokładkę za nim zasapany dreptał Dougie z największym kartonem, w którym były książki.
- Dougie! - rozpromieniła się Monika, widząc kolegę. Chłopak odstawił karton z głośnym stęknięciem i dał się przytulić.
- Hej, a może tak ktoś pomoże mi? - spytał obruszony Danny, nie mogąc rozplątać się z toreb. - Coś ty ze sobą zabrała?
- Wszystko, co mam w Angli. To przeprowadzka, a nie wycieczka - przypomniała przyjacielowi Monika, cmokając go w policzek i ściągając mu z ramienia lżejszą torbę i pomagając z cięższą. - Dzięki, że pomogliście z bagażami.
- Hej, skąd u ciebie taki dobry humor? Maggie mówiła, że zerwałaś z Joelem.
         Nastolatka rzuciła członkowi McFly mordercze spojrzenie. Na dole powiedziała jemu i Dougiemu w sekrecie o statusie siostry, żeby nie palnęli nic, przez co zrobi jej się przykro.
- Zerwałam, ale nie zamierzam przez to rozpaczać. - Monika wzruszyła ramionami. - Zapytajcie lepiej Jaya, jak sobie radzi jako świeżo upieczony małżonek.
         Loczek, który właśnie trawił wiadomość o tym, że jego była dziewczyna znowu jest singielką, był nieco zbity z tropu, kiedy Dougie spojrzał na niego wyczekująco. Danny w skrócie wprowadził go w przygodę z Las Vegas i zwrócił się do Jaya.
- To jak z tym ślubem? Przeprowadzasz się do Stanów, czy ona przyjedzie tutaj?
- Właściwie to kwestią czasu jest unieważnienie małżeństwa. Kathryn załatwi to szybko, gdyż jest na miejscu. Potrzebny będzie tylko mój podpis, więc lecę do Vegas przed końcem września.
- I będziesz kawalerem z odzysku! - zachichotała Kelsey.
- Nie, tylko kawalerem. To nie rozwód, tylko unieważnienie.
- A dlaczego Karolina i Luiza muszą czekać trzy miesiące? - zainteresowała się Monika.
- Przesyłanie dokumentów trwa.
- Mam nadzieję, że do tego czasu nie wydrapią sobie oczu ze swoimi chłopakami.
- Hej! Paczka ma zostać w komplecie! Niebawem rozpoczniemy pracę nad "Drogą Rozpaczy 4: Runo śmierci" i musicie być świadkami rodzenia się legendy - wtrącił Tom.
- On tak na serio? - zdziwił się Dougie.
- Jak najbardziej. Obsadziłem główną postać, ale nadal pozostają Rex, Silvio, Natasha, Veronica, Maddie i Nick. Jako reżyser i producent muszę się tym zająć, mam nadzieję, że mi pomożecie w castingu. Może ty, Jay? I tak nie masz co robić.
         Loczek spojrzał na przyjaciela jak na idiotę.
- Ja? Nawet nie zawarłeś mnie w fabule.
- Bo to nie jest fabuła o tobie!
- Ale inni mają swoich odpowiedników!
- To czysty przypadek! - Wszyscy dobrze wiedzieli, na czym się wzorował Tom, ale ten długo obstawiał, że to wszystko fikcja.
- Czysty przypadek? Raczej celowy zabieg!
- Bo jesteś nudny jak flaki z olejem! - W końcu Tom postanowił się przyznać. Jay spuścił smętnie głowę, słysząc te słowa. Madzia rzuciła Parkerowi mordercze spojrzenie, by przeprosił Loczka. Tom, choć niechętnie, podszedł do przyjaciela i położył mu rękę na ramieniu. - Wcale nie jesteś nudny - zapewnił. - Po prostu nie ma w Anglii aktora, który mógłby oddać twoje błyskotliwe poczucie humoru.
         Siostry popatrzyły po sobie rozbawione, widząc, że przyjemnie połechtany Jay przestał się boczyć.
         Madzia starała się nie myśleć o fakcie, że w scenariuszu napisanym przez jej siostrę mogą znajdować się wątki miłosne między Maddie a Nickiem, alternatywnymi osobowościami jej i Natha, które na pewno będą oczywiste aż do bólu. Spodziewała się ckliwych scen na tle pięknych pejzaży, patrzenia w oczy i… no właśnie, czego? Mogła poprosić o zatwierdzenie scenariusza, tymczasem pochłonięta Wrednymi Zalotkami w ogóle nie zdawała sobie sprawy, że powstanie wyprodukowany przez Toma horror, gdzie jedną z postaci będzie ona.
- Ty Jay będziesz w komisji castingowej - obwieszczał właśnie dumny Tom. - Pomożesz wybrać obsadę, a aktorki do roli Veronici będą musiały pokazać się topless, bo tego wymaga jedna ze scen, więc…
- Tego nie było w scenariuszu! - zawołała wściekła Monika.
- Oj, wprowadziłem kilka korekt, bo zrezygnowałaś z najciekawszych akcji. Jak na przykład z faktu, że Nath rozpiął ci stanik w jeziorze.
         Dougie i Danny chichotali ze śmiechu.
- Czemu nie jeździmy z wami na wszystkie imprezy? - spytał Jones. - Te opowieści brzmią lepiej niż scenariusze filmów.
- Dlatego "Droga Rozpaczy 4" będzie hitem! - zaklaskał Tom.
         Stali tak w salonie, po którym walały się bagaże Moniki i meble w dziwacznych pozycjach, Tom i Kelsey nadal bowiem nie doszli do porozumienia w sprawie ich ułożenia. Teraz jednak mieli poważniejsze sprawy na głowie.
- Ja też chcę być w komisji castingowej! - zawołała nagle Madzia.
- Po co?
- No… żeby wybrać odpowiednią aktorkę do roli Maddie.
- Po co?
- Żeby była autentyczna!
- To może sama zagrasz? - Tom naigrywał się z przyjaciółki, więc Kelsey uderzyła go piąstką w bark, ale ten nie zamierzał przestać. - Wiesz, wyjdzie taniej.
- Nie, dzięki. Aktorstwo to domena Moniki. W końcu zagrała w reklamie.
- Dobry pomysł! - Podłapał przyszły reżyser. - Co ty na to, Brukselka?
- Miałabym się pojawić topless w jakimś niskobudżetowej szmirze? Niedoczekanie - prychnęła rudowłosa.
- Więc niestety będziesz musiała się pogodzić z naszym wyborem. Co jak co, ale na biuście to ja się znam…
- Ale wiesz, że to nie będzie casting do filmu porno? - spytała Kelsey, mrużąc oczy.
- Pewnie! Zresztą, macanie odwali nasz rozwodnik. - Jay, który właśnie popijał wodę z butelki się zakrztusił.
         Madzia uderzyła się otwartą dłonią w czoło. Czarno widziała film Toma, który przy dobrych wiatrach być może w ogóle nie powstanie. Jeszcze ciemniej jednak jawiła się jej kariera muzyczna. Wymyśliła bowiem muzykę, do której Irene zagrała na fortepianie, a Alex na gitarze. Razem z beatem Kathy brzmiało to dosyć sensownie, ale potrzebne były słowa, a te były mniej uniwersalne niż język muzyki, więc szło jej opornie. Nadal miała nadzieję, że jej siostra coś wymyśli, dzięki czemu Wredne Zalotki nie będą stracone.
         Kiedy pilnując rzeczy siostry ujrzała Danny'ego i Dougiego pomyślała, że coś dla nich napisali, ale okazało się, że wpadli w wolnej chwili zobaczyć mieszkanko.
- Dobra, my tu gadu gadu, a nadal niewiadomo, jak ustawić kanapę. - Kelsey zmieniła temat. - Maggie?
- Byle nie tyłem do okna, bo wtedy telewizor będzie tutaj i…
- … światło będzie się odbijało - dokończył Tom. - Dziękuję, Maggie!
         Dziewczyna poczerwieniała, widząc, że nieświadomie opowiedziała się po stronie przyjaciela. Żeby załagodzić napięcie przyznała, że Kelsey ma rację co do ułożenia łóżka w jednej z sypialni i spór został zażegnany.
- A więc, skoro już wszystko wiemy, to może nasi goście pomogą z ustawianiem? - spytał Tom, zerkając na Dougie'go, który spanikowany spojrzał na Danny'ego.
- Eeee… - odezwał się ten drugi. - Właściwie to musimy już iść. Przyszliśmy tylko obejrzeć mieszkanko i zapytać, kiedy parapetówka.
- Kiedy będzie wiadomo, damy wam znać. - Madzia wywróciła oczami, a chłopaki się pożegnali i wyszli.
- Nie ma to jak zapał do pracy - podsumowała sytuację ze śmiechem Kelsey. - Ale poradzimy sobie.
- Już i tak dużo zrobiliście - westchnęła Monika. - Bardzo wam dziękujemy za to wszystko.
         Rudowłosa objęła Kelsey, a Tom wszedł między nie i założył im ręce na ramionach.
- Uznaj to jako zapłatę za scenariusz!
- Niech tak będzie - roześmiała się Monika.
         Meble zostały ostatecznie ułożone i mimo iż mieszkanie urządzone było w stylu minimalistycznym, przypominało dom. Po pokonaniu drzwi trzeba było przejść przez wąski korytarz, w którym zmieściła się tylko mała szafka na buty i wieszaki na kurtki. Dalej wchodziło się do salonu. Na lewej ścianie były drzwi do większej sypialni i łazienki oraz zasuwane do kuchni. Na ścianie po prawej stronie był kolejny mały korytarzyk, który prowadził do drugiej, mniejszej sypialni i łazienki.
         Większy pokój przypadł Madzi, gdyż mieszkanie było prezentem dla niej i potrzebowała więcej miejsca na swoje szkolne książki, gitarę i inne rzeczy. Umeblowanie stanowiły rzeźbiona biała komoda pod oknem, toaletka w rogu i dwa wysokie regały na książki. Łóżko ze zdobionym wezgłowiem, zasłane fioletową pościelą zostało ustawione prosto w stronę okna. Oprócz tego w pokoju znajdowało się biurko oraz rzeźbiona szafa z wymalowanymi kolorowymi kwiatkami.
         Monika miała zadowolić się sypialnią gościnną, ale więcej nie było jej trzeba. Miała do dyspozycji podwójne łóżko usytuowane pod oknem, dużą oszkloną szafę i komodę. Więcej w pomieszczeniu się nie zmieściło, ale i tak czuła, że jest to przytulne miejsce.
         Tom, Kelsey i Jay zostali tego dnia na kolacji. Dziewczyny zamówiły pizze i do późna rozmawiały z przyjaciółmi. Były im nieopisanie wdzięczne za pomoc i za fakt, że ani imię Natha, ani Joela nie padło podczas rozmowy.
         Tom zachwycał się "Drogą Rozpaczy", a dziewczyny nadchodzącą parapetówką.
- Zdajecie sobie sprawę, że wróciłyście do punktu wyjścia? - spytał Jay Monicę, kiedy ta zmywała kubki po herbacie, a on wycierał je i wstawiał do szafki, gdyż w kuchni nie było suszarki.
- Do punktu wyjścia? - spytała zdziwiona.
         Z salonu słyszała śmiech Madzi i Kelsey, które razem z Tomem wzięły się za opróżnianie wina.
- Znowu mieszkacie razem. W podobnym mieszkaniu. To jakby wszystko, co przeżyłyście w ogóle się nie wydarzyło.
- Tak. Teraz możemy zacząć życie od nowa. Chyba to odpowiedni moment.
- Więc… Myślisz, że mogłabyś mi wybaczyć, że tak spieprzyłem sprawy między nami?
         Monika zakręciła wodę i spojrzała na Jaya. Nie miał zamiaru błagać ją o wybaczenie i przyjęcie z powrotem w swoje ramiona. Chciał tylko, by było tak, jak na początku znajomości.
         Ku swojemu zdziwieniu stwierdziła, że czuje ten rozdział za zamknięty. Zupełnie jakby w urodzinową imprezę Madzi się pogodzili i sobie wszystko wyjaśnili. Nie chowała urazy, o czym poinformowała chłopaka.
- A więc możemy być przyjaciółmi? - zapytał, ciskając z oczu iskierki.
- Możemy. Ale już nigdy więcej nie będę się bawić w wojnę swatów. Ze swatania nigdy jeszcze nie wyniknęło nic dobrego.
         Swatanie połączyło ją i Jaya, Madzię i Natha, a nawet ją i Joela. Żaden ze związków nie przetrwał, w przeciwieństwie do Karoliny i Maxa, i Luizy i Ryana, którzy co prawda mieli swoje problemy, ale nadal byli razem.
         Jay pokiwał głową. Przypomniał sobie chwilę, w której Magda odkryła, że zadłużył się w jej siostrze. Obserwował wtedy, jak Monika wygłupia się w kuchni z jego bratem. Sam jeszcze wypierał się przed sobą, ale gdzieś w głębi czuł, że coś przyciąga go do tej dziewczyny jak magnes. Miał nadzieję, że jeszcze kiedyś pokocha kogoś tak, jak kochał ją chociażby w tej chwili, kiedy ze śmiechem uderzyła go w pośladki zwiniętą ścierką i pognała do pokoju.
         Nagle wszystko wydawało się takie proste. Dziewczyny miały nadzieję, że nowe mieszkanie rzeczywiście będzie początkiem ich nowego, lepszego życia.

Blog List