sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 85 - "Idziemy do piekła"

Dziękuję za komentarze! Kolejny rozdział przed nami :)



Madzia nie rozumiała, dlaczego dała się wmanewrować w taki szalony pomysł. Sam fakt, że mieli na sobie kradzione z planu zdjęciowego habity i sutanny powodował u niej zimne dreszcze. Była raczej osobą nudną i zrównoważoną, a jedyną spontaniczną rzeczą w jej życiu była zgoda na staż u Joe McDovana i wyjazd do Wielkiej Brytanii, by pracować z One Direction. Amnezja cofnęła ją do punktu wyjścia i nie pamiętała szalonych przygód, których według opowieści jej siostry i piosenkarzy było więcej niż sporo. Czuła się jak osoba, która nie potrafi pływać, a została rzucona na głęboką wodę.
Wokoło panowały niemal egipskie ciemności. Nathan i Niall szli przodem, kłócąc się, czyja latarka w telefonie jest lepsza. Nastolatka w towarzystwie Jess trzymała się trzy metry za nimi - na tyle by pozostać w blasku latarek ze smartfonów i jednocześnie na tyle, by nie słyszeli, o czym rozmawiają.
- O czym myślisz? - spytała siostra Natha, widząc na twarzy koleżanki skupienie.
- Nie gapię się na ich tyłki! - zaparła się Madzia, nazbyt żywiołowo, o czym przekonała się, kiedy chłopcy zatrzymali się na chwilę.
         Na szczęście nic o tyłkach nie słyszeli. Uciszyli dziewczyny i wrócili do swojej kłótni. Magda natomiast wbiła wzrok w ziemię. Miała nadzieję, że nie wejdzie wprost na ścianę ani na żadnego mnicha. Przez chwilę szła obok Jessici w ciszy, ale blondynka nie wytrzymała.
- Wiem, że słabo mnie pamiętasz… to znaczy… nie pamiętasz… no ale byłyśmy prawie szwagierkami i się zaprzyjaźniłyśmy. Choć na początku za tobą nie przepadałam, jak za każdą dziewczyną, która kręciła się wokół mojego brata.
- Cóż, to chyba normalne - stwierdziła osiemnastolatka. Czuła nić porozumienia z Jess, ale nadal było jej trochę nieswojo.
- Ale znalazłyśmy wspólny język! A nawet więcej. Naprawdę dobrze się dogadywałyśmy.
- Rozumiem, dlaczego. - Madzia rzuciła rozmówczyni uśmiech, a ta ośmielona, zdecydowała się na wyznanie.
- Zapewne zauważyłaś, że podoba mi się Niall…
- Nie jestem zbyt spostrzegawcza, jeśli chodzi o takie sygnały. Cóż, przynajmniej szesnastoletnia ja. Osiemnastoletnia ja wie więcej na te tematy, ale póki co, nie ma jej z nami.
         Jessica roześmiała się.
- Cieszę się, że potrafisz żartować z amnezji. I muszę powiedzieć, że lubię szesnastoletnią ciebie tak samo jak tę pełnoletnią. I naprawdę wszystko jedno, która mi udzieli rady, bo ja zaraz naprawdę zwariuję!
- No to strzelaj. Twój brat i wybranek są zbyt zajęci przepychanką, by usłyszeć naszą rozmowę.
         Spojrzały na chłopaków. Kłócili się właśnie, w którą stronę skręcić. Nathan stwierdził, że musi to być lewo, bo poprzednim razem skręcili w lewo i tym sposobem się nie zgubią. Według Nialla droga na prawo była lepiej oświetlona i bezpieczniejsza. Korzystając z tej debaty toczonej na uboczu, Madzia odetchnęła i przeniosła wzrok na koleżankę.
- Zawsze lubiłam One Direction, choć doprowadzało to mojego brata do szału - wyznała Jess. - Byłam nawet na ich koncercie i było świetnie! Do teraz pamiętam promienny uśmiech Nialla i ten jego głos… i…
- Ok, bez szczegółów. Nie mamy całej nocy.
- Więc spodobał mi się już dawno. Potem na imprezie, na której Wredne Zalotki zostały oficjalnie wprowadzone na salony przebrałam się za Ellen DeGeneres, ale wszyscy myśleli, że jestem Niallem, więc nie wyprowadziłam ich z błędu. Prawdę powiedziałam tylko tobie. I wtedy Niall poprosił mnie do tańca, ale to by było dziwne, bo wyglądaliśmy bardzo podobnie, więc nic z tego nie wyszło. Ale ja nie mogłam przestać o nim myśleć… I wtedy wyszedł ten wyjazd do Szkocji! Skakałam z radości, a wnętrzności przemieszczają mi się jeszcze do teraz i nie ma to nic wspólnego z panującym tu nastrojem grozy. On mi się strasznie podoba, ale nie zamierzam jak dama w opałach czekać na pierwszy krok, bo on może nigdy nie nadejść. Szczególnie, że mój brat nie jest zbyt przychylnie nastawiony do mojego wybranka… - Jessica przerwała opowieść i obie dziewczyny spojrzały na kłócących się chłopaków.
- Jesteś do niczego. Jak chcesz robić swoje "Midnight Memories", to skręcaj w prawo i droga wolna. A jak cię przyuważą, to może zrzucą winę na karb twojej niepełnosprawności umysłowej i nie zadzwonią po policję - mówił ze złością Nath.
- Po policję? Mam ci przypomnieć, kto ukradł te łaszki? - spytał zszokowany Niall.
- Nic nie rozumiem przez twój akcent. Mów jak człowiek!
- Mówiłem, że to ciebie będzie ścigać policja!
- Nie jestem głuchy, po co się drzesz?!
- Tłumaczę ci jak Abel krowie, bo twierdzisz, że mój akcent ci przeszkadza. W sumie, wszystko we mnie ci przeszkadza. Nasze zespoły rywalizują, ale czy to oznacza, że w czasie wolnym my też powinniśmy? - spytał Niall.
- Jeszcze się pytasz? Niemożliwy jesteś… Mam w nosie, że jesteś w One Direction. Jak dla mnie mógłbyś być w The Saturdays. Nie lubię cię, bo jesteś irytujący i tyle.
         Jessica zaniepokojona spojrzała na Madzię.
- Widzisz, o czym ja mówię?
- Rzeczywiście za sobą nie przepadają. A Nathan już na pewno nie lubi twojego wybranka.
- Nie lubi One Direction, bo od zawsze musiał z nimi rywalizować o ciebie. Ten wasz trójkąt z Liamem wałkowany w prasie przysporzył mu wielu przykrości. Zawsze był zazdrosny o chłopaków. A teraz jeszcze moje zainteresowanie Niallem… Mój braciszek zejdzie na zawał, kiedy się dowie. A potem zmartwychwstanie, by ukatrupić Nialla. - Jessica ukryła twarz w dłoniach. - Co mam zrobić?
- Powiedziałaś, że nie zamierzasz czekać jak damulka w opałach i sama wykonasz pierwszy krok. To zrób to. Nieważne, co uważa twój brat. Jeśli cię kocha, zaakceptuje Nialla. To dobry chłopak i kiedy kurtyna uprzedzeń opadnie, Nathan to zauważy.
- Hmm… dobra rada, ale zapominasz, że nie jestem seksbombą z girsbandu. Za bardzo się wstydzę, żeby uczynić pierwszy krok. Bo zdanie Natha mam w nosie. Chcę tylko, żeby ten baran nie zabił mojego przyszłego męża.
- Jesteś niemożliwa! - zachichotała Madzia. - Chcesz wykonać pierwszy krok nie wykonując go?
- Chcę zasugerować Niallowi, że po wyspie to ja z nim mogę chodzić, ale za rączkę.
- Rozumiem. Ale nie wiem, co ci poradzić. Skoro nie chcesz tego wyznać wprost, to daj mu do zrozumienia.
- Ale jak?
- Bo ja wiem? - Magda wzruszyła ramionami. - Nigdy nie miałam chłopaka. Cóż, a przynajmniej nie pamiętam, jak to jest go mieć.
         Dziewczyna spojrzała na Natha. Nadal czuła się nieswojo wiedząc, że dla niej jest tylko nowym znajomym, podczas gdy on w pamięci ma zapewne ich gorące pocałunki i strach pomyśleć, co jeszcze.
- W takim razie musisz mi umożliwić pokazanie Niallowi, że mi się podoba. Wiesz, chichotanie, zalotne mruganie, przypadkowe dotykanie…
- Ktoś tu się za dużo pism dla nastolatek naczytał. Ale dobrze, zrobię to dla ciebie. Tylko w jaki sposób?
         Na twarzy Jess pojawił się uśmiech zwycięstwa.
- Proste. Musisz tylko zająć czymś mojego brata.
- O, nie! Odpada. Przepraszam, ale mam amnezję i to jest ponad moje siły.
- To przyniesie korzyści nam obu. Może kiedy spędzisz z Nathem trochę czasu, przypomnisz sobie wszystko - nalegała blondynka.
         Madzia przewróciła teatralnie oczami.
- Och, no dobra. Życie w tej nieświadomości doprowadza mnie do szału, więc mogę zaryzykować - oświadczyła.
- Świetnie! - przyklasnęła Jess.
         Nath i Niall właśnie kłócili się o to, czy kobiety wolą blondynów czy szatynów. Młodsza siostra członka The Wanted weszła między nich, przerywając dyskusję.
- Wolą brunetów - odpowiedziała zadziornie. - Więc tacy jak wy muszą się podwójnie starać. A teraz, Niall, chodź ze mną. Sprawdzimy, czy droga w prawo jest rzeczywiście lepsza.
         Nathan poczerwieniał na twarzy, co było doskonale widoczne w białawym świetle latarek ze smartfonów.
- Ty chyba oszalałaś!
- O co ci chodzi, baranie? - prychnęła Jess.
- Nie możemy się rozdzielać! I nie nazywaj mnie baranem!
- Kochany braciszku, rozdzielimy się tylko na chwilę. Wybadamy grunt i cofniemy się tutaj, by się odnaleźć za jakieś… pół godziny?
- Nie!
         Subtelne znaki młodszej siostry nie pomagały Nathowi zrozumieć, że i on na tym planie skorzysta, spędzając dodatkowy czas z Maggie. Perspektywa puszczenia Jess z Niallem gdzieś w ciemne czeluści wywoływała u niego palpitacje. Do czasu, kiedy nie poczuł dłoni byłej dziewczyny na ramieniu.
- Daj spokój, to dobry pomysł. Sprawdzimy, która droga prowadzi w bardziej sensowne miejsce. To tylko pół godziny - odezwała się cicho.
         Przez chwilę nikt nic nie mówił, a w klasztornych korytarzach słychać było tylko ciężki oddech członka The Wanted, który czynił w głowie bilans zysków i strat. Ostatecznie uznał, że towarzystwo Maggie zrekompensuje mu fakt, że siostra spędzi czas z jego tymczasowym wrogiem numer jeden.
- No dobra. Ale za pół godziny wracamy tutaj - powiedział poważnym tonem. - I nie dajcie się przyłapać, bo nasza drużyna przegra.
- Och, i tak nie ma sensownej nagrody w tej grze w podchody - zachichotał Niall.
- Tak, a to że nas wywalą na bruk w środku nocy albo wezwą policję cię nie przekonuje? - prychnął Nath, więc Niall zamilkł.
         Dwie blond głowy skierowały się w korytarz prowadzący na prawo. Magda i Nath pozostali na rozwidleniu. Zapanowała niezręczna cisza.
- To co, idziemy? - spytała w końcu nastolatka.
- Tak, tak. Panie przodem. - Nath zmieszał się i wskazał towarzyszce wolną drogę, ale zmierzyła go wzrokiem.
- Przecież to ty masz latarkę w telefonie. Nie lepiej będzie, jeśli będziesz prowadził?
- Hmm… masz rację. Ale może pójdziemy po prostu ramię w ramię?
- Niech będzie.
         Jak uzgodnili, tak zrobili. Magda nie wierzyła, że nawet tak zwyczajna rozmowa może stać się niezręczna. Skupiła się do maksimum, żeby jej głupi mózg wreszcie zaczął działać normalnie i wszystko sobie przypomniał. Kiedy Nath wytężał wzrok przed siebie, by nie wejść na jakąś rzeźbę albo ścianę, ona przypatrywała się jemu, ale żadne wspomnienie nie wracało. Postanowiła więc zagaić.
- Jesteś dość nadopiekuńczy.
- Co?
- No wiesz… w stosunku do siostry. Jest od ciebie młodsza, ale zdolna do samodzielnych decyzji. Nie powinieneś tak nazbyt oczywiście protestować przeciwko temu, by spędzała czas z Niallem.
- Doceniam twoje zdanie.
- I tyle?
- Tak. A co mam powiedzieć? Że mam to w nosie? - prychnął Nath.
         Madzia się oburzyła. Stanęła na środku korytarza i podparła ręce na biodrach.
- No wiesz!
- Wolałabyś, żebym jak potulny baranek przyjmował twoje sugestie? Wybacz, ale ty i Monica nie jesteście wzorami siostrzanej miłości. Same nie raz ingerowałyście w swoje życie. Pozwól mi ingerować w życie mojej siostry i zachowaj swoje uwagi dla siebie - poprosił Nath.
- Jess miała rację. Ale z ciebie baran. Albo lepiej! Uparty osioł. Jesteś uprzedzony do Nialla i nie chcesz nawet przyjąć do wiadomości, że to dobry chłopak, którego lubi twoja siostra. Co w tym złego?
- Właśnie to, że moja siostra go lubi. Mam ci przypomnieć, jak skończyli Romeo i Julia?
- Acha, więc miłość twojej siostry i Nialla jest zakazana?
         Nath zrobił duże oczy.
- Jaka miłość?!
- Tak mi się powiedziało. To przez twoje głupie nawiązania do Szekspira.
- Musiałem posłużyć się metaforą, bo inaczej byś nie zrozumiała!
- A co to niby miało znaczyć?! - wrzasnęła Magda i wtedy na końcu korytarza ujrzeli małe, żółte światełko.
         Kroki stawały się coraz głośniejsze, a oni zamilkli i zacisnęli pięści w nadziei, że to któreś z ich przyjaciół idzie w ich stronę. Może Siva? Latarka w telefonie Natha zgasła i pozostawało tylko czekać na wyjaśnienie tożsamości przybysza.
         Niestety, kiedy postać zbliżyła się na tyle, by ujrzeli jej twarz, rozpoznali ojca Alojzego, który ich wpuścił do klasztoru.
- Chryste, ale mnie ojciec i siostra wystraszyli! - odetchnął głęboko zakonnik. - Myślałem, że ktoś się włamał, albo jakieś licho czyha w ciemnościach. Co wy tu robicie, ojcze Reginaldo?
         Madzia spojrzała przestraszona na Natha, oczekując, że wybawi ich z opresji. Ten przez chwilę drapał się nerwowo po karku i luzował koloratkę, ale w końcu wpadł na sensowną wymówkę.
- Właśnie spowiadałem siostrę Magdalenę!
- Och… spowiedź. Ale tak w nocy? - zdziwił się zakonnik.
- Cóż, ojciec się po nocach na spacerki wybiera, więc co dziwnego w tym, że tę biedną duszyczkę nękało sumienie? Akurat nie mogłem spać. - Nath machnął ręką, a na twarzy ojca Alojzego pojawił się uśmiech.
- Rzeczywiście lepiej uspokoić sumienie od razu - przyznał. - Wtedy siostra Magdalena będzie mogła spokojnie spać. Ja niestety dzisiaj dyżuruję na korytarzach. Mieliśmy przypadki, kiedy pijani turyści wkradali się do nas i rozrabiali. Dlatego co noc pełnimy warty.
- Lepiej dmuchać na zimne.
- Tak… Przestraszyłem się, że znowu mamy incydent, bo na korytarzach niosą się głosy. Ale to zapewne wiatr. Czasami gdzieś otworzy się okno lub uchylą drzwi i podmuch świszczy w tych starych murach, że aż włos na karku jeży.
- Rzeczywiście w starych świątyniach bywa przerażająco - przyznał Nath. - Ale jeśli mogę ojca przeprosić, siostra Magdalena była właśnie w trakcie oczyszczania duszy…
         Nastolatka prawie zachichotała, słysząc słowa swojego towarzysza. Na szczęście w porę się opamiętała.
- Nie może ojciec spowiadać siostry tak na środku korytarza. Zapraszam za mną! - rzucił zakonnik i ruszył przed siebie.
         Ku swojemu niezadowoleniu, młodzi przebierańcy musieli podążyć za nim, by nie zdradzić swojej przykrywki. Jak się okazało duchowny, zaprowadził ich do kaplicy klasztornej.
- To tutaj jutro rano odbędzie się msza - oznajmił brat Alojzy. - Tam są konfesjonały.
         Wskazane przez zakonnika drewniane budki nie wyglądały zachęcająco, ale Nath podziękował, a Magda dygnęła z udawaną wdzięcznością. Doszli do konfesjonału i przez kilka sekund próbowali zorientować się, kto ma wejść w które drzwiczki. Kiedy w końcu rozgryźli sytuację i wpakowali się do środka, od razu zajrzeli przez kratkę, by sprawdzić, czy mają drogę wolną do ucieczki. Niestety, mieli pecha. Zakonnik ukląkł w jednej z ławek i zaczął się żarliwie modlić.
- Cholera! - zaklął na głos Nath.
- Zamknij się, bo nas usłyszy.
- Może to i lepiej? Podczas gdy my siedzimy w tej celi, ten blondas deprawuje moją małą siostrzyczkę!
- Zapewniam cię, że nie działa tak szybko, by ją zdeprawować w pięć minut - westchnęła Madzia i opadła na klęcznik, ukrywając twarz w dłoniach. - Te podchody były głupim pomysłem.
- Nie mógłbym się zgodzić bardziej.
- Myślałam, że chociaż sobie coś przypomnę, ale kiedy próbuję, nadal natrafiam na pustkę. Zupełnie, jakbym próbowała wymyślić sobie dwa lata.
- Może powinnaś przestać próbować? - zaproponował Nath. - To tak jak wstawanie w środku nocy. Im bardziej starasz się być cicho i nie pobudzić ludzi wokoło, tym bardziej hałasujesz.
- To całkiem dobra rada - przyznała Madzia i się zadumała.
         Może rezultat rzeczywiście przyjdzie, gdy przestanie się starać?

*

         W czasie, w którym Jess próbowała subtelnie okazać Niallowi, że jej się podoba, a Nath udawał, że spowiada Maggie, kolejna drużyna przemierzała korytarze klasztoru, zdając sobie sprawę z bezsensowności ich wersji gry w podchody.
- Czy jeden zespół nie powinien zostawiać wskazówek dla pozostałych? Czy nie o to chodzi w podchodach? - spytał Liam Monikę, która wzruszyła ramionami.
- Mądrala się znalazł - prychnął Tom. - A co mieliśmy kredą po ścianach strzałki zaznaczać, a potem się schować pod ołtarzem? Dzięki inteligencji wujcia Toma Maggie sobie wszystko przypomni i jeszcze będziecie mi dziękować.
- O ile nas nie przyłapią - zauważył Jay.
- Kogo ty chcesz oszukać? Obiektywnie jesteśmy najlepszą drużyną, to nigdy się nie wydarzy. - Tom zaczął rozglądać się w poszukiwaniu osoby, która przyklasnęłaby na jego słowa, ale nikt nie wydawał się zbyt entuzjastycznie nastawiony. Co gorsza, Monika wydawała się zajęta czymś zupełnie innym. - Na litość boską, przestań grzebać w tym telefonie, Brukselka, bo mnie tu zaraz krew zaleje! - uniósł się Tom.
- Uspokój się, gdyby to nie było ważne, to bym tego nie robiła - usprawiedliwiła się rudowłosa.
- A co jest niby ważniejsze niż nasze zwycięstwo w podchodach?
- Właściwie to prawie wszystko. A najbardziej to, że nie chcę trafić do więzienia! Adam dzwonił do mnie kilkanaście razy, a teraz wysyła wiadomości. Wszystko przez to, co zrobiłam z Nathem.
- Jezu, ten koleś rzeczywiście nie wie, kiedy odpuścić.
- Na jego obronę dodam, że może przez nas stracić pracę. W końcu pojechałam na plan tej reklamy z jego polecenia i znikłam razem z "moim asystentem", kiedy ktoś ukradł wszystkie stroje. To dość oczywiste, że my maczaliśmy w tym palce.
- Nie usprawiedliwiaj go. Zapewne wie o twoich problemach z Joelem i chce wykorzystać okazję.
- Niby w jaki sposób? Dzwoniąc do mnie i pisząc wiadomości, że mnie ukatrupi?
- Nieważne. Wymyślcie lepiej, gdzie możemy iść, żeby nie dać się złapać i porobić sobie świetne fotki, które zagwarantują nam zwycięstwo.
- Biorąc pod uwagę fakt, że nie ma żadnej nagrody, proponuję wrócić do naszych "cel" - odezwał się Liam.
- Z tobą, młody, nikt się nie liczy. Jakieś inne propozycje? Jay?
         Tom spojrzał na Loczka, który podrapał się po głowie.
- Jakoś nie mamy ze sobą planu klasztoru, a błąkanie się tu w ciemnościach jest trochę lekkomyślne. Jeśli zabłądzimy i będziemy szukać drogi do rana, na pewno ktoś nas znajdzie.
- I ty się dziwisz, że rola Raya jest taka ciapowata… Istny ty!
- Wcale nie!
- Wcale tak!
- Chłopacy! Uciszcie się, bo nas tu znajdą. I co wtedy powiemy? Że uczymy siostrę Anastacię tańca? - spytał retorycznie Liam.
         Monika zachichotała. Schowała telefon do kieszeni. Na korytarzu zapanowała zupełna ciemność i cisza. Nikt nie miał aplikacji latarki na smartfonie, ale Tom, z wielkim bólem serca, mimo braku sieci wifi poświęcił pakiet danych, by ową aplikację ściągnąć. Już po chwili poświata rozjaśniła korytarz.
- Mam nadzieję, że ten cały brat Alfons nie jest opętany, bo inaczej narobię w gacie - stwierdził Tom jak gdyby nigdy nic i ruszył przed siebie.
         Jego towarzysze popatrzyli po sobie zdziwieni. Przewodnik zirytował się, że nikt nie ruszył w ślad za nim.
- Na co wy czekacie? Przygoda czeka tuż za rogiem.
- Gdzie ty chcesz iść, Tom? - spytała podejrzliwie Monika.
- Nie wiem i właśnie w tym cały urok tej eskapady! Zrobimy sobie czadowe zdjęcia w ich sali tortur albo podkradniemy trochę wina mszalnego… Będzie fajnie, zobaczycie!
- W twojej głowie wizja zakonników wygląda zupełnie inaczej niż w mojej - stwierdził zniesmaczony Liam.
- Bo jesteś jeszcze młody i mało w życiu widziałeś - odciął się Parker. - A teraz idziecie, czy zostajecie i jęczycie, że policja albo duchy nas dopadną?
- O duchach nikt nie jęczał - zauważył Jay.
         W tym momencie Monika dostała wiadomość, a wibrujący telefon wydał z siebie dźwięk, który odbijając się echem od ścian wydał się przerażający. Loczek podskoczył.
- W imię ojca i syna… - zaczął czynić znak krzyża, a zimny pot wystąpił mu na czoło.
         Członek One Direction zatkał sobie usta, by nie wybuchnąć śmiechem, ale Tom bez ogródek roześmiał się gardłowo, mimo iż sam do najodważniejszych nie należał.
- Spokojnie, to tylko telefon Brukselki - zapewnił. - Czego tym razem chciał Adam?
         Monika przez chwilę wpatrywała się w ekran komórki, a w końcu wyłączyła ją i schowała do kieszeni w habicie.
- To nie był Adam - wyznała. - Idziemy?
- No teraz to mnie zaciekawiłaś. Joel? - Tom spojrzał na przyjaciółkę spode łba.
- Tak, nieważne.
         Dziewczyna próbowała zbyć nadgorliwego piosenkarza, ale był nieugięty.
- Czego chciał? Rozmówić się z tobą? Zerwać? Wyznać miłość? Zdradę? Jest gejem? - pytania rzucane na ślepo były dziwne, ale kiedy doszło do ostatniego, nawet Jay spojrzał na kumpla zszokowany.
- No co? Wszystko jest możliwe. Żaden hetero o zdrowych zmysłach nie wybrałby promowania zespołu przed czuwaniem przy łóżku swojej dziewczyny. Szczególnie takiej dziewczyny jak Brukselka.
         Zapanowała cisza. Na twarzy Moniki pojawił się słodko-gorzki uśmiech.
- Dziękuję, Tom - szepnęła, kładąc rękę na ramieniu przyjaciela. - To chyba najmilsza rzecz, jaką o mnie kiedykolwiek powiedziałeś.
- Nie mam serca z kamienia, wiesz? - spytał mile połechtany Parker i objął przyjaciółkę jednym ramieniem. - Ale i tak chcę wiedzieć, czego chciał twój chłoptaś. Rozumiem, że przy Liamie i Jaybirdzie się krępujesz uzewnętrzniać uczucia, ale mam nadzieję, że jak ich zgubimy, to powiesz mi, o co chodzi.
- Zgubimy? - spytał zdziwiony Jay, ale Tom nie zdążył udzielić mu odpowiedzi na pytanie, bo na korytarzu usłyszeli jakieś głosy.
         Zamilkli jak na zawołanie, a Tom wyłączył na chwilę latarkę. Zaczął się głośno zastanawiać.
- Zakonnicy?
- Mają ten cały pakt milczenia. To ktoś z naszych - stwierdziła Monika.
- Albo nas oszukali i w tej właśnie chwili mordują naszych przyjaciół. - Jay głośno przełknął ślinę po rzuceniu tej hipotezy. Tom popukał się palcem w czoło, ale w ciemności przyjaciel nie zauważył tego wypominającego głupotę gestu.
- Jak ktoś może twierdzić, że jesteś najmądrzejszy z The Wanted?
- Ciii! - uciszył zgromadzenie Liam i zaczął wsłuchiwać się w głosy. - Poznaję Nialla.
- Faktycznie. A ta szczebiocząca niewiasta to chyba siostra Beniaminka.
- Niall i Jess? A gdzie moja siostra i Nath? - Monika rzuciła pytanie w eter i sama sobie odpowiedziała w duchu, że na pewno wszystko zostało ukartowane, a przy pechu, który Magda miała w relacjach ze sławnym piosenkarzem, zapewne gdzieś się zatrzasnęła.
- Nie bądź drętwa, Nath zapewne otwiera teraz Maggie serce i umysł - oświadczył Jay. - I zróbmy mu przysługę, podsłuchując rozmowę tej dwójki.
- To nie w porządku - zauważył Liam, ale został zignorowany.
         Wszyscy wytężyli bowiem słuch, by w ciemnościach usłyszeć rozmowę dwójki młodych.
- Eee… Jess, czy ty się dobrze czujesz? - pytał właśnie Niall swoją towarzyszkę.
- Tak, dlaczego? - zachichotała dziewczyna, najwyraźniej nieco zażenowana pytaniem.
- Nie chcę, żeby to zabrzmiało niegrzecznie, ale zachowujesz się dziwacznie. Śmiejesz się z wszystkiego, co powiem i co chwilę uderzasz mnie pięścią i powtarzasz, że "zabawny ze mnie gość"…
- Bo tak jest, co w tym dziwnego?
- Szczenięca miłość - westchnął w ciemnościach Jay.
- To jest żenujące. Proponuję wkroczyć, zanim dziewczyna naprawdę się pogrąży. Ta desperacja mnie załamuje - zachichotał Tom. Jak się okazało, zbyt głośno. Niall porzucił dyskusję z siostrą Natha, żeby rozeznać się w sytuacji.
- Kto tu jest? - rzucił w stronę, z której dobiegł chichot.
- Nikogo tu nie ma! - pisnął Jay.
         Liam ukrył twarz w dłoniach, a po chwili wyszedł naprzeciw swojemu przyjacielowi z zespołu, który w dłoni dzierżył telefon, którym oświetlał drogę.
- Och, to wy. Obawiałem się, że zakonnicy - odetchnął z ulgą Niall.
- Zaraz pewnie przyjdą, jeśli będziecie kontynuować te głośne zaloty - stwierdził bez ogródek Tom, a Niallowi niemal oczy wyszły z orbit.
- Zaloty? - spytał, a Jessica najpierw poczerwieniała na twarzy, potem przeraźliwie zbladła, a potem puściła się biegiem w ciemne czeluści.
- No i coś ty zrobił, kretynie? - westchnęła Monika.
- Ja? - obruszył się Tom. - To ona jest nadwrażliwa. Chciałem uciąć te żenujące podchody. A ty koleś, serio, mógłbyś być bardziej domyślny. Zbyt subtelna w dawaniu ci do zrozumienia, że jej się podobasz to ona nie była. To chyba u Sykesów rodzinne.
         Niall zmieszany podrapał się po głowie. Szybko stwierdzili, że Jessici nie można zostawiać samej sobie, więc blondyn w towarzystwie Liama zaoferowali się, że jej poszukają.
- Cały Payne - prychnął Tom. - Przy pierwszej okazji opuszcza towarzyszy.
         Liam zignorował zaczepkę i razem z Niallem podążyli szukać Jess. Tom, Jay i Monika zostali sami.
- Co teraz? Kontynuujemy tę eskapadę czy wracamy? - spytała rudowłosa, a Tom rzucił jej zszokowane spojrzenie.
- Jak możesz? Teraz, kiedy jesteśmy tak blisko?
- Tak blisko czego?
- Nie wiem. Epifanii? Chodźcie, skręcimy tutaj. - Tom poświecił telefonem w stronę schodów, które prowadziły w dół.
         Jay ponownie głośno przełknął ślinę.
- Tom, te schody prowadzą pod ziemię - zauważył.
- No i…?
- Od kiedy jesteś taki odważny? Jeśli coś niedobrego się dzieje w tym zakonie, na pewno odbywa się właśnie tam.
         Monika wywróciła teatralnie oczami.
- Banda tchórzy! Skoro chcecie przygody, to dalej! Będziecie ją mieli. - Dziewczyna wyrwała Tomowi telefon i zaczęła oświetlać nim drogę po schodach w dół. Schodziła ostrożnie, choć sama obawiała się, co znajdą w piwnicy starego klasztoru. Nie spodziewała się ujrzeć sal tortur albo szkieletów, ale przerażała ją perspektywa pajęczyn lub nietoperzy, które mogłyby zaplątać się jej we włosy.
         Ucieszyła się, kiedy dwaj tchórze podążyli za nią. Lepsze takie towarzystwo niż żadne. Zeszli o piętro w dół i przekonali się, że o żadnych komorach do palenia ciał ani ołtarzach do składania ofiar nie było mowy. Znajdowali się w zwyczajnej, choć wiekowej, piwnicy. Kilka drewnianych wrót wzdłuż małego korytarza prezentowało się nawet dość normalnie.
- I czego było się bać? - prychnęła Monika. - Nic tu niezwykłego. Wracamy?
- Teraz? Zwariowałaś? - obruszył się Tom. - Musimy sprawdzić, co jest za drzwiami!
- A jeśli to cele zakonników? - wtrącił Jay.
- Tak, bo śpią w zatęchłej piwnicy.
- U góry wcale nie było lepiej.
- Ale wątpię, żeby tutaj spali. W razie czego jednak będziemy udawać, że lunatykujemy. - Tom zatarł ręce ze zniecierpliwienia i przejął telefon od przyjaciółki. Pierwsze dwie pary drzwi były zamknięte, za trzecimi znajdował się schowek z miotłami (w którym Tom pisnął, kiedy szmata z półki spadła mu na głowę), ale za drzwiami czwartymi chował się prawdziwy skarb.
- Wino? - spytała zdziwiona Monika, przekraczając próg małego pomieszczenia, wyposażonego w drewniane stojaki.
- Mszalne winko… Wiedziałem, że doprowadzę nas do zwycięstwa! Woo hoo! - Tom uniósł ręce do góry i omal nie stłukł jednej z butelek. - Fotki, szybko! - zreflektował się i kazał Monice i Jayowi pozować w mnisiej winnicy.
         Najpierw stali przy stojakach, potem chwytali butelki, potem Loczek wypił co nieco z jednej, ale Monika w obawie, że jej dusza zostanie potępiona zrezygnowała z tego. Potem Tom przekazał telefon Jayowi, który zabawił się w fotografa, a na koniec Monika zrobiła kilka zdjęć przyjaciołom.
- Możemy iść - podsumował zadowolony Tom. - Wygraną mamy w kieszeni.
         Zadowoleni powoli weszli pod schodach, chichocząc i zapominając, że nie wszyscy uznali pomysł z podchodami za słuszny. Siva napisał Jayowi, że znalazł Nareeshę i wszystko jest w porządku, a Jessica wysłała sms do Toma, twierdząc, że "zniszczył jej życie i nienawidzi go z siłą tysiąca Słońc". Parker jednak nie bardzo się tym przejął.
- Przejdzie jej - skwitował.
         Zegarek wskazywał północ, kiedy stwierdzili, że misję mają wykonaną i mogą wracać do swoich cel. Kiedy próbowali zorientować się, z której strony przyszli, usłyszeli kroki.
- Przysięgam, że jeśli jeszcze raz coś usłyszę, to naprawdę narobię w gacie - westchnął Tom. - Zgaście latarkę!
- To twój telefon - zauważyła Monika.
- Słuszna uwaga… - Tom zaczął szamotać się z telefonem i w końcu udało mu się wyłączyć aplikację, ale zbliżający się zakonnik niósł w ręku lampę, nie było więc jak się schować. Przez chwilę trójka przyjaciół biegała śmiesznie w kółko, szukając wnęk, w których mogliby się schować, ale nic takiego nie znaleźli.
- A co ojcowie i siostra tutaj robią? - spytał brat Alojzy.
- My… uczymy siostrę Anastacię tańczyć - wypalił nagle Tom. Ironiczne słowa Liama jako pierwsze przyszły mu do głowy i mimo niedorzeczności, wypowiedział je na głos w panice.
- Tańczyć? Myślałem, że ktoś się spowiada. Spotkałem ojca Reginaldo, który spowiadał siostrę Magdalenę. Pójście spać z nieczystym sumieniem jest dosyć trudne. Ale nauka tańca? O północy? - zdziwił się zakonnik.        
         Monika postanowiła uratować sytuację.
- Proszę wybaczyć ojcu… Tommaso… On ma specyficzne poczucie humoru. Oczywiście mnie spowiadał. Szukaliśmy jakiegoś spokojnego miejsca, a potem zamiast stać w miejscu, szliśmy i rozmawialiśmy o żalu za grzechy, pokucie i… i w ogóle…
- Rozumiem. A skąd się wziął tutaj ojciec… proszę wybaczyć, nie wyłapałem imienia…
         Zakonnik spojrzał na Jaya, którego twarz oświetlił lampą. Loczek przełknął głośno ślinę. Monika wybawiła go z opresji.
- Ojciec Giacomo nie zna angielskiego.
         Jay wzruszył ramionami i na twarz przywołał niewinny uśmiech.
- Mi scusi - odezwał się głębokim głosem.
         Tom parsknął ze śmiechu, ale zamaskował to udawanym atakiem kaszlu.
- Wybaczcie moją ciekawość, to podobno pierwszy stopień do piekła, ale nie rozumiem, co na korytarzu robi ojciec Giacomo. Też chciał się wyspowiadać?
- Ojciec Giacomo lunatykuje! - oświadczył nagle Tom, klaszcząc w dłonie. - Wiesz, Alojzy, gdyby nie my, biedaczek mógłby sobie coś zrobić. Dobrze, że go znaleźliśmy, zanim wyżłopał wam całe wino z winnicy. Ma problem z alkoholem…
         Już przy zwróceniu się do zakonnika po imieniu Monika dźgnęła kumpla łokciem między żebra, ale kiedy ten zaczął opowiadać, że "ojciec Giacomo" jest byłym alkoholikiem i lunatykiem, nie wytrzymała.
- Jeśli można, ojcze Alojzy, chciałabym dokończyć spowiedź i wrócić do celi, by odmówić pokutę.
- Oczywiście, przepraszam, że przeszkadzam. Odprowadzę ojca Giacomo do sali jadalnej, żeby wam nie przeszkadzał.
         Próbowali protestować, ale żaden sensowny powód nie przyszedł im do głowy, więc dali sobie spokój. Jay, blady jak ściana, podążył za zakonnikiem, a Monika i Tom skierowali się do wskazanej kaplicy, by dokończyć spowiedź.
- Nareszcie sami! - podekscytował się Tom. - I nie ma szans, że spotkamy tego Alfonsa po raz drugi. To wynika z rachunku prawdopodobieństwa. A teraz mów, czego chciał Joel?
- Porozmawiać - wyznała lakonicznie Monika.
- Tylko tyle?
- A co byś chciał? Deklaracji tego, że jest gejem z załączoną fotką na dowód?
- No… to by mi więcej mówiło o tym, na czym stoimy.
- My? Ty nigdzie nie stoisz. To sprawa moja i Joela.
- No… ale ja też muszę wiedzieć.
- No… ale się nie dowiesz, bo sama nie wiem, o czym on chce rozmawiać. Zerwać, przeprosić, oświadczyć się? Nie wiem. Będziemy rozmawiać po raz pierwszy od mojego pobytu w szpitalu i dopiero wtedy rozjaśni mi się w głowie.
- On chce ci się oświadczyć?!
- Przysięgam, że wy, faceci, zawsze skupiacie się nie na tym, co trzeba. - Monika ukryła twarz w dłoniach. - Możemy już o tym nie mówić? W tym wyjeździe miało chodzić o moją siostrę.
- Niech ci będzie. O, patrz! To ta kapliczka! - Tom wskazał palcem otwarte drzwi i wnętrze oświetlone blaskiem świec.
         Weszli nieco ostrożnie. Wielki krzyż z wyrzeźbionym Jezusem górował nad skromnym ołtarzem. Oprócz tego wyposażenie kaplicy stanowiły stare ławki, kilka obrazów i posążek Matki Boskiej oraz konfesjonał.
- Porobimy sobie tu fotki? - spytał podekscytowany Parker, wskazując na drewnianą budkę.
- Nie. To by już było przegięcie. - Monika wywróciła oczami.
- Eeee… Monia? - Z wnętrza konfesjonału dało się słyszeć głos Madzi. Starsza siostra zmarszczyła brwi i dołączyła do Toma, który badał konstrukcję. Okazało się, że drzwiczki się zacięły. - Jestem tu uwięziona z Nathanem!
- Ha, no ładnie. Wiedziałam, że gdzieś utknęłaś. - Monika pokręciła głową, bo wywróżyła ten fakt.
- Siedzieliśmy tutaj i udawaliśmy, że ją spowiadam, bo zakonnik długo się modlił. A kiedy w końcu poszedł, okazało się, że nie możemy wyjść - wyjaśnił sytuację Nath.
- Długo tak siedzicie? - spytał rozbawiony Tom.
- Prawie dwie godziny.
- No ładnie. A jakaś spowiedź była?
- Nic sobie nie przypomniałam, jeśli o to ci chodzi - odpowiedziała nastolatka i westchnęła ciężko. - Wyciągnięcie nas stąd?
- A niby jak? Mam wyważyć te drzwiczki? A może pogmerać wsuwką w zamku?
         Podczas gdy Tom chichotał, Monika przyjrzała się drzwiczkom, by po chwili bez problemu je otworzyć.
- Idioci, cały czas było otwarte - oświadczyła bezceremonialnie.
         Nath w sutannie i Madzia w habicie wyszli na zewnątrz z nieukrywaną ulgą.
- Udawali, że się zatrzasnęli. Widzisz te rumieńce? - spytał Tom.
- Ty też nie umiałeś otworzyć drzwiczek. Trzeba je trochę docisnąć, wtedy puściły.
- Specjalistka od konfesjonałów. Kiedy ostatni raz byłaś u spowiedzi?
         Monika nie miała okazji odciąć się Tomowi, bo jego telefon rozdzwonił się w kaplicy.
- Sorki, nie wyłączyłem dźwięku - oznajmił chłopak i odebrał. Słuchał w skupieniu, a kiedy skończył rozmawiać, pobladł i przełknął głośno ślinę. - Mamy problem. Kiedy Alojzy odprowadził Jaya, zorientował się, że wszyscy się rozpierzchli po klasztorze. Co gorsza… znalazł jedną parkę na gorącym uczynku i z samego rana przed mszą chce z nami poważnie porozmawiać.
- O, Boże. - Madzia zatkała sobie usta dłonią. Nathowi po plecach spłynął zimny pot. Monika nie wiedziała, co powiedzieć. Mogli się spodziewać, że ta eskapada nie przyniesie nic dobrego. Była zbyt szalona.
- Wiem, to straszne. Nie dość, że msza na szóstą, to jeszcze każą nam wstać wcześniej? - prychnął Tom.
         Żartem próbował jednak ukryć fakt, że naprawdę się przestraszył. Tym razem fala zabawy zaniosła ich zbyt daleko na nieznane i niebezpieczne wody.

piątek, 31 października 2014

Rozdział 84 - "Czas pielgrzymów"

Dziękuję za komentarze! 
Zapraszam do czytania i komentowania specjalnego odcinka z okazji halloween :)





       Gromki, zachrypnięty śmiech zjeżył Madzi włoski na całym ciele. Tom śmiał się do rozpuku, zgięty w pół, raz po raz próbował coś powiedzieć, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu. Pozostali również śmiali się wniebogłosy. A wszystko za sprawą widoku, który mieli przed sobą.
- Bardzo śmieszne, bardzo śmieszne - odezwał się Nath, poprawiając koloratkę, która piła go w szyję. - Możecie przestać się śmiać i pomóc nam oswobodzić się z tych strojów?
- Lepiej zacznijcie od wyjaśnień, co ci dwaj tu robią - dopowiedziała Monika, wskazując na płaczącego już ze śmiechu Parkera i chichoczącego Kubę.
- Kiedy Max mi powiedział… co wymyśliłaś… - wydusił przez śmiech Tom. - Musiałem… musiałem…
         Monika poirytowała się, że nikt nie kwapi się, by wyjaśnić jej sytuację. Zaczęła wyginać się, by odpiąć strój zakonnicy. Kuba podszedł do niej i ją wyręczył, wyswobadzając ją z wierzchniej warstwy habitu. Pod spodem pozostawało jeszcze kilka, ale wyjaśnienia w tej chwili były ważniejsze.
- Kąpiel w jeziorze spowodowała, że większość aktorów się rozchorowała. Zdjęcia musiały zostać zawieszone, a Tomowi się nudziło. Od Maxa dowiedział się, co planujecie i uznał, że to przygoda, której nie może przegapić. Ja pojechałem z nim, bo na planie wypił kilka piwek, narzekając na swoją szmirę - opowiedział spokojnie Kuba.
- Przypominam ci, że grasz w tej szmirze główną rolę! - obruszył się Parker. - A wcześniej grałeś jakieś zwłoki czy chłopaków w barze i nakręciłeś pilot jakiegoś sitcomu o starych babciach, więc się nie wymądrzaj!
- Spokojnie, ja tylko wprowadzam ich w sytuację. - Kuba uniósł ręce w geście poddania. - Zasługują, by wiedzieć, co się stało.
         Max prychnął. Gołym okiem widać było, że nie jest zadowolony z towarzystwa Polaka.
- Chyba my powinniśmy usłyszeć historię, jakim cudem Beniaminek i Brukselka skołowali te łaszki - zauważył.
- W sumie to ciekawsze niż fakt, że to ciekawskie jajo wywęszyło przygodę i przyjechało w ślad za nią - przyznała Karolina, a Max objął ją ramieniem i pocałował, znacząco zerkając na Kubę.
         Nadal miał w pamięci, że po pijaku w Las Vegas jego dziewczyna została żoną Polaka. Co prawda małżeństwo zostało anulowane, ale niesmak pozostał, tym bardziej, że Kuba pałał kiedyś do Karoliny uczuciem i nie było pewne, czy ono już przeminęło.
- Pomoże nam ktoś?! - spytała wściekła Monika. - Założyliśmy na siebie po kilka strojów, a to strasznie uwiera.
- Z sutanną nie jest lepiej - odpowiedział Nath.
- Nie rozumieją naszego poświęcenia.
- I nigdy nie zrozumieją, chyba, że przeżyją to, co my.
- Czy ja tu widzę nić porozumienia? - zaciekawił się Jay, spoglądając na roześmianych przyjaciół.
- Zakopaliśmy topór wojenny na czas wspólnej krucjaty - odparła Monika. - Nic sobie nie wyobrażaj, Sykes. Nadal uważam, że nie jesteś idealnym materiałem na chłopaka mojej siostry.
         Zapanowała niezręczna cisza. Madzia stała cicho w towarzystwie Liama. Siva ściskał Nareeshę, bo zrobiło się nieco chłodno. Niall i Jess gdzieś zniknęli. Kiedy Nath przebiegł wzrokiem po zebranych i zauważył, że brakuje jego siostry, zbladł na twarzy.
- Gdzie Jess?!
- Co? Och, poszła z Niallem rozejrzeć się za noclegami na wypadek, gdyby plan Monici nie wypalił - wyjaśnił Siva.
- A dlaczego niby jej plan miałby nie wypalić?!
- Dziękuję za wiarę w moje możliwości organizatorskie - roześmiała się Monika. - A teraz pomoże mi ktoś zdjąć te ciuchy? Wyglądam jak zakonnica w ciąży!
- Twoja ciąża mnie nie interesuje! - uniósł się Nath. - Dlaczego puściliście moją siostrę z tym idiotą!
- To nie jest idiota. - Liam stanął w obronie kumpla.
- Brukselka jest w ciąży? - spytał skonsternowany Jay.
- Dlaczego nikt nie upilnował mojej siostry?! - ostatnie pytanie pozostawione bez odpowiedzi wywołało chwilową ciszę.
         Zapanowała napięta atmosfera. Madzia nadal się nie odzywała, Liam był obruszony, że jego przyjaciel został nazwany "idiotą", Tom nadal chichotał na widok przyjaciół w strojach duchownych, Monika wściekała się, bo nie mogła zdjąć habitów, a reszta wyglądała na skonsternowanych. Niezręczną ciszę przerwał Niall.
- Uwierzycie, że są tu dwa dobre hotele? - spytał beztrosko. - Trochę domów oferuje nocleg ze śniadaniem, są też domki do wynajęcia, które nie oferują wyżywienia. Acha no i pole biwakowe oraz hostel.
- Tak, bo nocowanie pod namiotem w grudniu to szczyt moich marzeń - prychnął Nath. - Gdzie moja siostra?!
- Spokojnie, zaraz tu będzie. Musiała skorzystać z łazienki.
         Jak na zawołanie truchtem do towarzystwa podbiegła Jess.
- O… Niech będzie pochwalony - przywitała się ze swoim bratem. - A kto zrobił dzieciaka tej siostrze zakonnej?
- To moja kurtka, nieważne - westchnęła Monika. - Pomoże mi ktoś to zdjąć?
- Chyba macie sporo do opowiadania - zauważyła siostra Natha.
- O, wy na pewno też - prychnął jej starszy brat. - Dlaczego małolaty zostały wysłane na zwiady, podczas gdy wy się tu obijacie?!
- Jezu, Nath. Wyluzuj! Przecież sami chcieli iść.
         Wszyscy spojrzeli na Madzię, która odezwała się po raz pierwszy od dawna. Nath wyglądał przekomicznie w sutannie, z wypiekami na twarzy i rozdziawioną japą. Jego była dziewczyna z amnezją wymieniła jego imię i przez chwilę wydawało mu się, że sobie wszystko przypomniała, ale stracił nadzieję, kiedy zobaczył, jak patrzy na niego z politowaniem. Westchnął ciężko i postanowił nie unosić się więcej. Nie podobało mu się, że jego siostra spędzała na ochotnika czas z członkiem konkurencyjnego zespołu, ale nie chciał zrobić na Maggie jeszcze gorszego wrażenia, więc się zamknął. Odchrząknął poważnie.
- Nie wiedziałem, że są tutaj miejsca noclegowe.
- Cóż, w sumie prawie nie ma. Turyści ze sporym wyprzedzeniem bukują sobie miejscówki - wyjaśnił Niall.
- Pojedyncze miejsca się znajdą, ale musielibyśmy się rozdzielić - dopowiedziała Jessica.
- Nie ma mowy! - uniosła się Monika. - Śpimy w klasztorze! Nie po to z Nathem się wygłupiliśmy, żeby teraz się rozdzielać i spać w jakiś szkockich chatkach. Ja nadal nie rozumiem, co ci Szkoci gadają. Ten akcent jest okropny. To już Tom mówi wyraźniej.
         Po tym postanowieniu siostra pomogła jej wyswobodzić się z nadmiaru habitów, a Jay rozebrał Natha z dodatkowych sutann. Powiało chłodem, więc Monika założyła na habit kurtkę, którą przemyciła, ale Nath ubrania zostawił w garderobie na planie reklamy. Max oddał mu wspaniałomyślnie swój szalik i wtedy usłyszeli opowieść o tym, jak dwoje zdesperowanych niezbyt za sobą przepadających osób zjednoczyło siły, podstępem weszło na plan zdjęciowy i ukradło przebrania duchownych.
- Wow. Za każdym razem wydaje mi się, że już bardziej szalonej przygody nie będzie, a jednak z każdym wspólnym wypadem… - zaczął Siva, a Nareesha za niego dokończyła.
- … przekonujemy się, że w tej grupie nie ma rzeczy niemożliwych. Dobra robota!
         Monika i Nath podziękowali i zaczęli rozdawać przyjaciołom habity. Tom był wniebowzięty, że dojechał do przyjaciół, Kuba z dystansem nastawiony do inicjatywy, a Madzia skonfundowana, w jaki sposób ta krucjata ma pomóc jej odzyskać pamięć, ale wszyscy bez marudzenia ubrali ukradzione stroje.
- Pielgrzymka jak się patrzy! - zaklaskał Tom.
         Nath wyjaśnił jeszcze przyjaciołom szczegóły. Trząsł się jak gówno w galarecie, ale przestał marudzić. Postanowił pokazać się Madzi z lepszej strony i szeroko uśmiechał się, kiedy maszerowali w stronę klasztoru.
         Wyglądali przekomicznie i wcale nie dlatego, że byli przebrani za duchownych. Mieli niedopasowane rozmiary strojów - sutanna Jaya była za krótka, a Maxa za długa. Natha i Nialla z kolei za duże w ramionach. Drobna Jessica topiła się w swojej, a rzucający sprośnymi żartami Tom mógł zepsuć całą ich misterną przykrywkę.
         Kiedy znaleźli się przed murami klasztoru, Nath spojrzał na Parkera.
- Mógłbyś nie przeklinać, kiedy wejdziemy? - spytał.
- I kiedy ktoś przyjdzie nam otworzyć - dodał Max, a Tom spuścił głowę i obiecał, że ugryzie się w język.
         Wycieczka przebierańców wyglądała, jakby uciekła ze szpitala psychiatrycznego. Kuba i Monika mieli najlepiej dopasowane stroje, więc stanęli z przodu. Tom stwierdził, że Brukselka wygląda jak dziewica orleańska, a główny aktor z jego filmu ma majestatyczną twarz, więc jest najbardziej wiarygodny jako ksiądz. Zaraz za nimi stanęli Magda i Liam, oboje ze spuszczonymi głowami. Dalej Nath i Niall w za dużych strojach schowani za wysokimi Jayem i Sivą oraz Karoliną i Maxem, a na końcu drobne Nareesha i Jessica w towarzystwie Toma, którego miały pilnować.
- Zaraz popuszczę ze strachu - szepnął Siva Loczkowi, ale wiatr na chwilę przestał dąć jak oszalały i słowa wysokiego chłopaka doszły do uszu zebranych, którzy zaczęli chichotać, mimo iż sami stresowali się swoją mistyfikacją.
         Chwile beztroski przerwał dźwięk otwieranych wrót, w których stanął brat zakonny. Spojrzał zdziwiony na towarzystwo.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! - przywitała się nagle, stanowczo zbyt żywiołowo, Monika. Kuba dźgnął ją palcem, by się uspokoiła, ale w mężczyźnie rozpoznała zakonnika, który przyjął ich pod dach poprzednim razem, podczas sztormu. Bała się, że rozpozna ich twarze. Poprzednio z Kubą udawała małżeństwo, a teraz duchownych. Jakie były szanse, że plan się powiedzie?
         Na szczęście zakonnik nie rozpoznał podstępu.
- Na wieki wieków! - odpowiedział z uśmiechem, choć nadal starał się rozeznać w sytuacji, której nie rozumiem. - Nie wiedziałem, że spodziewamy się gości.
- No to niespodzianka! - pisnął cieniutkim głosikiem Kuba. Przed chwilą uspokajał Monikę, ale sam spanikował.
         Z tyłu rozległ się głos Toma.
- I wy się dziwicie, że "Runo śmierci" jest szmirą? Z takim ak…
         W ostatniej chwili Jessica zatkała Parkerowi usta, więc zakonnik, który zaczął rozglądać się, by zlokalizować poirytowany głos, porzucił tę czynność i spojrzał na przybyłych.
- Z kim mam przyjemność? - zapytał.
         Zapanowała cisza. Nath odetchnął ciężko, wyszedł do przodu, nie bacząc na za dużą sutannę. Było mu strasznie zimno i chciał szybko wejść do wnętrzna.
- Ojciec Reginald, bardzo mi miło. Proszę wybaczyć ojcu Hieronimowi małomówność, jest dość nieśmiały.
- Z którego zgromadzenia jesteście, ojcze Reginaldzie?
- Eee… ech… yhm… no… - Nath wyglądał, jakby uparcie nad czymś myślał, w końcu odezwał się, bez zwykłego akcentu, nieco łamanym angielskim, wskazując na Monikę. - Siostra Anastacia i jej towarzyszki są ze Zgromadzenia Sióstr Urszulanek w Rzymie. A my to różnie…  
         Madzia niemal uderzyła się otwartą dłonią w czoło, słysząc słowa Natha. Czekała aż zakonnik zatrzaśnie im drzwi przed nosem, ale usłyszawszy Rzym, zaciekawił się.
- Włochy! Zawsze chciałem tam pojechać, oczywiście szczególnie do Watykanu. Co was sprowadza do Szkocji, ojcze Reginaldzie?
- Właściwie to jestem ojciec Reginaldo, nie Reginald. Z Watykanu.
- No proszę, prosto od papieża w nasze skromne progi! Wybaczcie, że trzymam was nie po tej stronie drzwi, po której powinienem. Wejdźcie, proszę.
         Zakonnik zamaszystym gestem wskazał wejście do klasztoru. Przyjaciele popatrzyli po sobie i niepewnie weszli do środka. Watykan zadziałał jak hasło dostępu, żaden duchowny nie odmówi kontaktu z "ludźmi papieża", a przynajmniej taką nadzieję miał Nath, kiedy w głowie ułożył bajeczkę o ojcu Reginaldzie i jego bandzie.
         Prowadzeni przez duchownego ciemnymi, chłodnymi korytarzami zaczynali żałować, że nie zatrzymali się w hotelu. Monika podeszła do młodszej siostry i złapała ją za rękę.
- Coś ci się przypomina?
- Nic. Nie kojarzę tego miejsca - przyznała nastolatka, co zasmuciło jej starszą siostrę. Wróciła na przód szeregu, żeby podsłuchiwać rozmowę Natha z bratem zakonnym.
         Najmłodszy członek The Wanted radził sobie coraz lepiej. Opowiadał właśnie o tym, że na Ionie mieli się spotkać z wycieczką brytyjskiej młodzieży, aby opowiedzieć o historii wyspy w kontekście religijnym, ale przybyli o jeden dzień za wcześnie, a nie mają ze sobą funduszy na nocleg.
- Cóż, Szkoci są gościnni, ale grupa zakonnic i księży jest dość onieśmielająca - odpowiedział zakonnik. - Cieszę się, że zajrzeliście do nas, akurat zasiadaliśmy do kolacji.
         Nath zrobił duże oczy i przełknął głośno ślinę. Zakonnik pchnął duże drzwi do, jak się okazało, jadalni, gdzie przy długim drewnianym stole zasiadało kilkunastu braci w habitach. Na widok przybyłych podnieśli oczy od podejrzanie wyglądających potrawek na talerzach. Brat Alojzy (jak się okazało miał na imię gospodarz, który towarzystwo wpuścił), wprowadził zebranych w sytuację. Okazało się, że wszyscy oprócz niego odbywają okres milczenia. Ucieszył się z powodu gości, gdyż przez dwa tygodnie nie miał z kim porozmawiać. Zaprosił towarzystwo do stołu i poczęstował ich niezbyt dobrym, ale pożywnym gulaszem z warzywami, który smakował chyba tylko i wyłącznie Jayowi.
- Ojciec Silvio nic nie tknął - zagadnął zakonnik, kiedy większość skończyła opróżniać talerze.
         Siva zrobił kwaśną minę i koślawym angielskim oznajmił, że robi sobie dzisiaj post, co zostało przyjęte ze słowami uznania. Tom chichotał cały czas, przez co obrywał od Maxa, któremu również było do śmiechu. Większość z zebranych siedziała cicho i pozwolili Nathowi wymyślać bajeczki o Watykanie, w które brat Alojzy wsłuchiwał się z urzeczeniem.
         Okazało się, że wieczorna msza ich ominęła, gdyż odbyła się przed kolacją, ale zostali zaproszeni na poranną o szóstej. Jak oznajmił gospodarz, nie było dla nich komnat do spania, więc tak, jak poprzednio, mieli zanocować na materacach w jadalni. Informację przyjęli z ulgą, bo właśnie o to im chodziło. Chcieli do późna snuć historie w nadziei, że Madzia sobie wszystko przypomni. Na nieszczęście okazało się, że nie będzie to możliwe.
         Kiedy chcieli układać się do snu, ujrzeli kilku zakonników z lampami naftowymi, który pojawili się w pomieszczeniu. Wszyscy milczeli, ale brat Alojzy w ich imieniu wyjaśnił, że odstąpili swoje cele siostrom urszulankom, a sami będą spali z księżmi w jadalni.
         Monika przerażona spojrzała na Natha, bo czuła, że tylko on ją teraz zrozumie.
- I co teraz, bracie Reginaldo? Wymyśl coś, że papież nam kazał się trzymać razem! - poleciła.
- Nie mogę! Zdradzimy naszą przykrywkę! Już i tak robimy z nich idiotów.
- To jak sobie wyobrażasz tę noc? Będziecie tu spać, a nas zamkną w jakiś lochach?!
- W celach, uspokój się. To takie ich pokoje bez luksusów. Pewnie nie mają nawet krat.
- W dupie mam kraty! Nie tego się spodziewałam, kiedy to wymyślałam! - uniosła się Monika, a widząc, że jeden z zakonników się na nią gapi, zamilkła.
         Nie było rady. Monika, Magda, Nareesha, Jessica i Karolina zostały poprowadzone przez brata Anzelma do osobnych cel, a chłopacy z The Wanted, One Direction i Kuba musieli zostać ze ślubującymi milczenie zakonnikami.
- Pieprzeni altruiści - zaklął Tom, kładąc się koło Maxa. - Dżentelmeni się znaleźli. Odstępują miejsca babom w habitach, a nawet nie mogą z nimi…
- Tom! Zamknij się. Nie mówią, ale słyszą.
- To już niech nas lepiej stąd wyrzucą. Wtedy będziemy razem. I Nath, znaczy brat Reginaldo, wreszcie będzie mógł umoczyć…
- Zamilcz na zawsze, bo stracisz zęby - syknął Beniaminek, który leżał na materacu po drugiej stronie Toma.
         Ratowało ich tylko to, że zakonnicy spali po drugiej stronie obszernej sali i mogli ich rozmów nie słyszeć.
- Cicho, cicho! - szepnął Tom i zaczął nasłuchiwać. W sali panowała zupełna ciemność, doskonale było słychać miarowe oddechy zakonników. - Oni śpią jak zabici. Całymi dniami modlą się, sprzątają i walą czołami o ziemię. Padli jak martwi, nic ich nie zbudzi.
- A jeśli jednak? - spytał jakiś głos z oddali, który Tom rozpoznał jako głos Sivy.
- To znowu popuścisz - odciął się Parker, a Jay i Niall zachichotali.
- To była stresująca sytuacja - tłumaczył się Siva. - Zresztą, nadal jest. Bóg wie, gdzie zabrali Nareeshę.
- Pewnie do lochu - prychnął Niall. - Składają z dziewczyn ofiary.
- Co?!
- On żartował - wtrącił Liam. - Nikt nikogo nie złoży w ofierze, ale jeśli nasz początkowy plan ma wypalić, nie możemy spać tutaj, podczas gdy dziewczyny są same. To musi być przerażające.
         Natha przeszedł dreszcz, kiedy wyobraził sobie Magdę samą w celi, skołowaną, w obcym miejscu, próbującą przypomnieć sobie, dlaczego to miejsce było ważne dla jej przyjaciół.
- Poczekamy jeszcze trochę i idziemy po dziewczyny - oznajmił nagle śmiertelnie poważnie Nath.
- Ty żartujesz, tak? - spytał Kuba.
         Tom prychnął.
- Ja tam idę razem z Nathem, ty możesz zostać. Dałeś dzisiaj taki aktorski popis swoich umiejętności, że lepiej będzie się nie wychylać. My sobie poradzimy.
- Idę z wami - zobowiązał się Jay.
- Ja chyba jednak zostanę… - wtrącił zawstydzony Siva.
- Dobra, Silvio i Hieronim zostają, a my idziemy po nasze panie! - uradował się Niall.
- Po jakie nasze panie?! - uniósł się Nath. - Ty nie masz tam żadnej pani!
- Eee… chyba źle mnie zrozumiałeś, koleś. Chodziło po prostu o dziewczyny. I lepiej ścisz trochę głos, bo inaczej będzie z nami źle.
         Nath zamilkł. Przez kilka minut chłopacy siedzieli w ciszy. W końcu Tom zarządził, że się zbieraj. Siva postanowił zostać i dać znać, gdy któryś z zakonników się obudzi. Liam i Kuba się wahali, ale ostatecznie uznali, że głosy rozsądku muszą prowadzić roztrzepane towarzystwo podnieconych chłopaków, którzy zwietrzyli przygodę. Tak więc już po chwili na czworakach kierowali się do wyjścia z jadalni. Po kilku nabitych siniakach wydostali się i otrzepali z brudu.
- Wszyscy są? - spytał szeptem Tom. Po kolei odzywały się głosy. - A gdzie jest Max?
- Jestem, jestem - wysapał George. - Poszedłem na zwiady, wiem, gdzie są dziewczyny.
- Gdzie?
- Po drugiej stronie klasztoru, na piętrze - odezwał się żeński głos, przez co Tom podskoczył i pisnął przerażony.
         Dopiero po chwili zorientował się, że głos należy do Karoliny. Podczas gdy chłopacy się kłócili w jadalni, Max wymknął się, zadzwonił do swojej dziewczyny i odnaleźli się w ciemnych korytarzach. Była dopiero dwudziesta druga, ale życie w klasztorze zamarło. Było chłodno, ponuro i…
- Strasznie tutaj… - wzdrygnął się Niall.
- To po co z nami idziesz? - prychnął Nath.
- Jesteś na mnie zły, bo poszedłem z twoją siostrą szukać noclegu na wyspie?
         Członek One Direction został zignorowany. Zapanowała wrzawa, bo nie wiedzieli, w którą stronę iść, ale Karolina poświeciła latarką z telefonu i ujrzeli schody.
- Hmm… Na górze nie byliśmy - odezwał się podekscytowany Jay, a Tom zmierzył kumpla wzrokiem.
- Skąd ta ekscytacja? To pewnie szczyt twoich marzeń, schadzki z fałszywymi zakonnicami po ciemku w klasztorze.
- A kto się palił, żeby tutaj przyjechać, kiedy się dowiedział, że będzie mógł włożyć sutannę?
- Mówiłem, że aktorzy mi się rozchorowali!
- Było im nie kazać wchodzić do lodowatego jeziora jesienią!
- Chłopcy, ciszej! - nakazała Karolina. - Co się z nami dzieje? Ta wyprawa przeradza się w pasmo kłótni. Zapomnieliście, po co tutaj jesteśmy?
         Tom i Jay spuścili głowy. Max objął swoją dziewczynę.
- Podoba mi się, kiedy jesteś taka władcza.
- O, proszę was. Zrezygnujcie z czułości, kiedy się skradamy po ciemku w tych fatałaszkach - odezwał się Nath.
         W ciszy dotarli do korytarza, w którym spały dziewczyny. Karolina poświeciła latarką do przodu i z mroku wyłonił się przerażający kształt. Tom pisnął jak kobieta, Kuba zaczął się śmiać, bo rozpoznał Monikę, która w habicie opierała się plecami o kamienną ścianę.
- No, nareszcie! - ucieszyła się na widok przyjaciół, a do Natha zwróciła się z wyrzutem. - Nie ma krat, tak? To jakieś pieprzone więzienie! Chcieli nas zamknąć na noc, musiałam powiedzieć, że mam chory pęcherz.
- Dali wam cele dla dwojga? - spytał Liam. - Jak miło.
- No niezbyt - westchnęła ciężko rudowłosa. - Obok są Madzia i Jessica, ale ten cały ojciec Alfonso zamknął je na klucz. Nie wiemy, gdzie jest Nareesha.
- Ojciec Alojzy - poprawił koleżankę Niall.
- Tak, bo to akurat było w tej wypowiedzi najważniejsze - prychnął po raz kolejny tego dnia Nath.
- Czy ty coś do mnie masz?
- Tak, bardzo dużo, blondyneczko - syknął najmłodszy członek The Wanted przez zęby.
- Słyszałem to.
- Taki był mój zamiar.
         Kuba wszedł między chłopaków skaczących sobie do gardeł.
- Możecie się uspokoić? - spytał. - Musimy wymyślić plan działania. Dlaczego zakonnik zamknął dziewczyny?
- Żeby nie uciekły? Bo ja wiem. Jess mówiła, że też mają problemy z pęcherzem, ale tylko się roześmiał.
- Zaczynam się bać - przyznał Jay. Jego głos drżał. Poczuł, że ktoś łapie go za rękę i odskoczył jak oparzony. - Kto mnie złapał? Kto mnie złapał?
- Spokojnie, idioto, to tylko ja - przyznała Monika. - I to było przypadkowe, żebyś sobie nic nie myślał.
- Nic sobie nie myślę poza tym, że tu zginiemy.
- To całkiem prawdopodobne. Tego zakonnika opętał demon - oznajmił śmiertelnie poważnie Tom.
         Max uderzył się otwartą dłonią w czoło.
- Zdajesz sobie sprawę, że to była tylko historia, którą snuliśmy poprzednim razem, kiedy tu byliśmy?
- To po co je zamknął, hę? I gdzie zabrał Nareeshę? Chyba ta teoria o składaniu ofiar była prawdziwa.
- Jakie składanie ofiar? - spytała zdziwiona Karolina, ale Max machnął ręką.
- Nieważne, kochanie.
- Tylko nie piszcie Sivie, że nie wiemy, gdzie jest jego dziewczyna. Gotowy posikać się ze strachu, że gdzieś ją torturują - zachichotał Kuba.
- Właściwie to już mu napisałem wiadomość… - przyznał Jay.
- CO?! - spytali wszyscy chórem.
- No co? To mój przyjaciel, powinien wiedzieć.
         Zapanowała wrzawa. Niektórzy podnosili głosy, inni starali się ich uciszyć, ale zachowywali się jeszcze głośniej. W końcu do ich uszu dobiegł znajomy, nieco zasapny, głos.
- Gdzie porwali Nareeshę?
- Siva, na litość boską! Nikogo nie porwali - zapewniła Karolina, choć sama miała wątpliwości, czy rzeczywiście dziewczyna piosenkarza jest bezpieczna.
- No to gdzie jest Ree?
- Zaraz się dowiemy. Powiedz lepiej, jak nas znalazłeś?
- To nie było trudne. Słychać was nawet na dole.
- Ciii! - ponownie zaczęli nawzajem się uciszać. Światło z telefonu Karoliny było nikłe, więc nie zauważyli, że drzwi do celi obok się otworzyły i stanęła w nich Magda.
- Pali się czy co? - spytała, a Tom wrzasnął i wskoczył w objęcia Kuby.
- Pochlebia mi pan, panie reżyserze, ale mimo tego iż zmusił mnie pan do depilacji klaty, pozostaję hetero - roześmiał się Polak.
- Bardzo śmieszne! Wcale na ciebie nie lecę, tylko…
- Przestraszyłeś się?
- Nie!
- Co to za zbiorowisko? - ponownie wtrąciła Madzia. - Już się zbieramy? Wydaje mi się, że dopiero usnęłam.
- Dlaczego… ty… nie jesteście… on was… drzwi… - zaczął się jąkać Nath, a Monika go wyręczyła.
- To zakonnik was nie zamknął?
- Zamknął. Ale w środku też mamy klucz. Myślałaś, że nas więzi?
         Wszyscy spoglądali po sobie zszokowani. Niektórzy już planowali wkradnięcie się do celi brata Alojzego, choć nie wiedzieli, gdzie ona jest i wyswobodzenie zakładniczek. Teraz odetchnęli z ulgą.
- Kto tak wrzeszczy? - spytała zaspana Jessica ze środka celi.
- Wrzeszczy? My tu tylko cichutko szepczemy - stanął w obronie towarzystwa Niall, a Nath rzucił mu mordercze spojrzenie, choć członek One Direction, ze względu na ciemności panujące wokoło, nie mógł niczego zauważyć.
- No nie wiem, trupa byście zbudzili - oświadczyła Jess, ziewając i dołączając do towarzystwa. - Co to za zebranie? Wywołujemy duchy czy jak? A może bawimy się w chowanego? Tak! Pobawmy się w chowanego!
         Siostra Natha zaklaskała. Na końcu korytarza dały się słyszeć kroki, więc towarzystwo spanikowało. Zaczęli biegać w kółko, by w ostateczności podzielić się i schować w celach. Do Magdy i Jessici weszli Nath, Niall i Liam. Do Karoliny i Moniki wbili się Max, Tom, Jay i Kuba. Najmłodszy członek The Wanted poirytował się, kiedy zdał sobie sprawę, że utknął z członkami One Direction. Cieszył się jednak, że był z Maggie.
         Na korytarzu kroki ucichły, ale nikt nie chciał odezwać się pierwszy. W celi było niemal zupełnie ciemno. Przez malutkie okienko nie wlatywało światło, gdyż noc była pochmurna. Nath nic nie widział, dodatkowo uderzył się w stopę o łóżko, którego nie zauważył. Czuł na swoim policzku czyjś oddech i chciał zweryfikować, że jest to jego była dziewczyna, więc w końcu zebrał się na odwagę.
- Chyba droga wolna - powiedział, starając się zabrzmieć męsko i seksownie, choć trząsł się na całym ciele i miał na sobie skradzioną sutannę.
         Brat Alojzy nie odszedł jednak spod drzwi i usłyszał głos w celi. Magda zareagowała momentalnie. Mimo niechęci do członka The Wanted, który kiedyś był jej chłopakiem, zatkała mu usta dłonią. Kiedy zakonnik spytał, czy wszystko w porządku, odpowiedziała najspokojniej, jak potrafiła.
- Dziękuję bardzo, wszystko w porządku. Miałam tylko zły sen, ale modlitwa na pewno pomoże.
         Niall po drugiej stronie celi zachichotał. Jess mu zawtórowała. Nath nie miał pojęcia, gdzie jest Liam, ale ani to, ani fakt, że jego siostra bratała się z wrogiem, nie było w stanie zepsuć mu teraz nastroju. Maggie zatkała mu usta i nie był to gest czułości, ale świadomość, że była tak blisko dodały mu animuszu.
- Wydawało mi się, że słyszę jakieś głosy… - kontynuował zakonnik, odbierając Nathowi przyjemność z bliskości Maggie.
- To zapewne siostra Anastacia szła do łazienki - odpowiedziała śmiertelnie poważnie nastolatka.
- Och, tak. Na pewno. W takim razie dobrej nocy, siostro Magdaleno!
- Wzajemnie! - odpowiedziała Madzia i jeszcze przez dwie długie minuty ani drgnęła w obawie, że zakonnik wparuje do celi i zobaczy coś, co zapewne sklasyfikuje jako orgię między księżmi a zakonnicami.
         Po upływie kilku minut odezwał się Liam.
- Teraz na pewno poszedł.
         Dopiero wtedy Magda puściła Natha i się odsunęła. Dziwnie się czuła, że naruszyła jego przestrzeń osobistą. Podobno był jej chłopakiem, ale tego nie pamiętała. W swojej świadomości utknęła jako nieśmiała dziewczyna, która o chłopaku, i to do tego sławnym, mogła tylko pomarzyć. W duchu dziękowała Bogu za ciemność, bo Nath nie mógł zauważyć rumieńców, które pojawiły się na jej twarzy. Odchrząknęła, żeby dodać sobie powagi i spytała.
- To co zamierzacie zrobić, geniusze? Zostać tu z nami na noc? Opowiadać straszne historie?
- Dobre pytanie. Co robimy, Nath? - spytał Liam, a członek The Wanted podrapał się w głowę.
- Nie wiem. Liczyłem, że do tej pory sobie coś przypomnisz.
- Nadal nic - przyznała ze skruchą dziewczyna.
- Więc musimy… musimy…
         Nath silił się na wymyślenie czegoś sensownego, ale nic nie przyszło mu do głowy. Drzwi skrzypnęły i do celi zajrzał Jay.
- Seev gdzieś zniknął - oznajmił.
- Tutaj jestem - ciche piśnięcie z korytarza dało znać, że zguba znalazła się szybciej niż im się to wydawało.
         Jay wyciągnął z kieszeni komórkę i poświecił wyświetlaczem w stronę, z której dobiegał głos przyjaciela. Siva stał przyciśnięty do ściany, blady, z zaciśniętymi zębami. Na ten widok towarzystwo zachichotało.
- Nie zdążyłem się schować… ale na szczęście zakonnik nie miał lampy - wytłumaczył się zmieszany Siva.
- Co jak co, ale do odważnych to ty nie należysz - chichotał Jay.
- A kto piszczał, jak go za rękę złapałam? - spytała Monika.
- No dobra, żadne z nas chojraki - przyznał Loczek, drapiąc się po głowie. - Ale pomysły mamy niezłe. Będzie co dzieciom opowiadać.
         Tym razem wszyscy się roześmiali, ale szybko zamilkli i zaczęli uciszać siebie nawzajem, żeby nie zbudzić zakonników. W końcu wpakowali się do celi Magdy i Jess i zajęli miejsca na niezbyt wygodnych pryczach.
- Cholera, tu jest naprawdę jak w więzieniu - przyznał Nath.
- Ty nie próbowałeś na tym spać! - odpowiedziała Madzia.
- Nie mogło być zbyt niewygodnie, inaczej nie zasnęłybyście tak szybko.
- Ja nie zasnęłam! Nie mogłam, twoja siostra strasznie chrapie.
- Wcale nie! - zaparła się Jessica.
- Nie wykręcaj się, siostrzyczko. Ryczysz jak smok.
         Monika uśmiechnęła się, słysząc tę wymianę zdań. Madzia po raz pierwszy rozmawiała normalnie z Nathem. Może ta wyprawa nie była do końca zdana na porażkę?
- No to co robimy? - spytał Siva, przerywając chwile beztroski. - Siedzimy tutaj i się integrujemy czy ratujemy Nareeshę?
- Jestem pewien, że nie trzeba jej ratować. Zapewne ulokowali ją w innym korytarzu. Czekanie do rana to jedyne wyjście z sytuacji. Po ciemku i w obcym miejscu nigdy jej nie znajdziemy. Musielibyśmy zaglądać do każdej celi, a pewnie są zamknięte. Trzeba by zapukać, a to może nas zdemaskować - stwierdził Kuba i przyznali mu rację.
- Więc to koniec? Już nigdy jej nie zobaczę?
- Nie nigdy. Spotkacie się na mszy, jeśli nie umrzesz do tego czasu ze strachu - parsknął Tom.
- Ty pewnie umrzesz ze mną, bo spłoniesz, kiedy tylko wejdziesz do kaplicy - odciął się Seev.
- Jakoś w klasztorze nie spłonąłem, więc jestem niezniszczalny!
- Chłopaki! Ustalmy, że się nie kłócimy, ok? - zaproponowała Karolina i wszyscy zgodnie przyznali jej rację.
         Zapanowała cisza. Zastanawiali się, w jaki sposób mogą sprowokować u Madzi przywołanie wspomnień.
- Wiem! - zaklaskał nagle Tom. - Podchody!
- W klasztorze? Po ciemku? W przebraniach? Uważając, żeby nikt nas nie zauważył? - zdziwiła się Monika.
- Masz lepszy pomysł? Ten jest idealny!
- Tak i może natchnie cię do nakręcenia kolejnego filmu: "Droga Rozpaczy 5: Zakon Śmierci".
- To jest świetny pomysł!
- Nie podniecaj się, Parker. Poczekaj na przyjęcie przez widzów i krytyków "Runa śmierci". - Max poklepał przyjaciela po ramieniu. - Choć pomysł Brukselki jest całkiem sensowny. Co jak co, ale nasze przygody są idealne do ekranizacji.
- Wyszłaby z tego niezła czarna komedia - stwierdziła Madzia. - I nie wierzę, że to powiem, ale możemy się pobawić w te podchody.
- Meggs już poczuła dreszczyk emocji! - ucieszył się Tom. - Seev, dzwoń do Nareeshy, musimy się z nią gdzieś spotkać. Podzielimy się na drużyny i… i… hmm… Jakieś pomysły?
- Nie damy się złapać? - podsunął Kuba.
- Niech będzie. Wygra drużyna, która nie da się przyłapać zakonnikom!
- A może tu zostaniemy? - zaproponował Siva. - Nie uśmiecha mi się szwendanie w ciemnościach.
- Ok, ok. Wszyscy wiemy, że się boisz. Ty znajdziesz Nareeshę i będziecie nas kryć.
- A niby jak?
- Bo ja wiem? Powiesz, że zwiedzamy, albo piszemy tajny raport dla papieża - zaproponował Nath.
         Madzia się roześmiała. Może w gruncie rzeczy ten chłopak nie był wcale taki zły? Kiedy nie wściekał się na wszystkich dokoła potrafił być nawet zabawny.
- Tajny raport dla papieża… Ok. - Siva westchnął ciężko i zaczął pisać smsa do swojej dziewczyny, by zlokalizować miejsce jej pobytu.
         Pozostali zaczęli dyskutować, by podzielić się na drużyny. Ostatecznie stanęło na kilku małych grupach, które miały zwiedzić klasztor, nie dać się złapać i zrobić sobie jak największą ilość zdjęć.
         Podział na grupy zarządził Tom. Zrobił wyliczankę, wymyślając na poczekaniu słowa. Specjalnie oszukał w ciemności, aby Maggie trafiła do drużyny z Nathem.
- Uno, due, tre, to Watykan jest. A my księży udajemy, jak nas znajdą, to umrzemy - wyliczał.
- Co to za wierszyk? - zachichotała Monika.
- Tak, wiem. Mógłbym być poetą - odpowiedział dumnie Tom i skończył wybór pierwszej grupy, na którą składali się Magda, Nath, Jess i Niall.
- A co będzie nagrodą? - spytała Jessica, szczęśliwa, że będzie mogła spędzić więcej czasu z członkiem One Direction.
- Uścisk wujcia Toma - zachichotał Max. - Albo zapas chilli con carne do końca życia.
         Tom się obruszył i w geście zemsty umieścił Maxa w drużynie z Karoliną i Kubą. Ostatnią drużynę stworzyła Monika z Tomem, Jayem i Liamem. Siva miał odnaleźć Ree i kryć przyjaciół, którzy rozpierzchli się na wszystkie strony klasztoru.
- Wszyscy pójdziemy do piekła - westchnęła ciężko Monika i podążyła za chłopakami, mając nadzieję, że ta szalona noc przywróci jej siostrze pamięć.

Blog List