piątek, 30 grudnia 2016

Rozdział 100 - "Bestseller" cz. II


Wszystkim tym, którym w pamięci nie zatarł się jeszcze ślad o tym opowiadaniu wielkie dzięki za to, że przebrnęłyście ze mną przez te mozolne cztery lata, kiedy tworzyłam "Wanted Direction".

Moja konsekwencja w dodawaniu nowych rozdziałów z czasem zanikła, ale z biegiem lat więcej obowiązków a mniej czasu nie ułatwiły sprawy. Bardzo się jednak starałam, by przed końcem 2016 wstawić wam drugą część rozdziału. Zobaczycie, jak kończy się brytyjska przygoda Magdy i Moniki.

Nie wierzę, jaki kawał życia spędziłam, pisząc tę historię. Bywało, że wzruszałam się, czytając Wasze zachęcające komentarze, za które naprawdę z głębi serca dziękuję.

Charlizell   love nathjaytomaxsiv    Madeleine    Rebella †

Życzę Wam i wszystkim, którzy czytali lub jeszcze kiedyś przeczytają tę historię znalezienia tego jednego "pożądanego kierunku" i zapału w podążaniu drogą do marzeń, które jedno po drugim będziecie spełniać. Na nowy rok i całe życie samych pomyślności…

Jaycee.


Rok później


      Wredne Zalotki promowały właśnie swoją działalność, udzielając wywiadu dla internetowego portalu SugarScape. Na stronę nagrywano też filmik, więc wcześniej zostały nieco upudrowane, ale mimo tego zachowały swój naturalny wygląd i miały na sobie ulubione ubrania.
- Widzę Kathy w wąskich ciemnych spodniach rurkach i zwykłej czarnej bluzce, Maja w za dużej bluzie i glanach, Irene w dużych wiszących kolczykach… Pozostałyście sobą, mimo iż stałyście się znane - zagaiła dziennikarka, po tym jak przedstawiła siebie i zespół.
- Mój styl się nie zmienił, tylko metki przy ciuchach trochę lepsze - odpowiedziała Maja, a dziewczyny zachichotały.
- I manicure zrobiony w salonie, a nie we własnym pokoju na biurku - dodała Kathy, chwaląc się kolorowymi paznokciami, które zawsze lubiła.
- W prasie nazywane jesteście "Dziewczynami z sąsiedztwa", które wcale nie są takie wredne, jak wasza nazwa podaje. Jak to jest naprawdę?
- Maja i Alex mają wybuchowe charaktery - wyjaśniła Irene. - To do nich najbardziej odnosi się pierwszy człon naszej nazwy.
- Też potrafisz zaleźć za skórę! - usprawiedliwiała się Maja.
- A kto dokłada zalotny faktor? - drążyła dziennikarka.
         Dziewczyny popatrzyły na siebie. Nie bardzo wiedziały, co odpowiedzieć.
- Żadne z nas flirciary - westchnęła w końcu Alex. - Ale najbardziej zalotna jest chyba Maggie. Członkowie znanych zespołów mają do niej słabość.
         Madzia zaczerwieniła się po czubki uszu, a na ustach dziennikarki pojawił się ciekawski uśmiech.
- Nie jest tajemnicą, że znacie się z kilkoma brytyjskimi zespołami. Czy przez tą słabość, którą członkowie żywią do Wrednych Zalotek można spodziewać się jakiejś kolaboracji?
- Na razie nic takiego nie planujemy - odpowiedziała dyplomatycznie Irene.
- A jakie są wasze plany? Po Nowym Roku jedziecie do Stanów…
- Spróbujemy zdobyć świat - zachichotała Madzia, a dziewczyny jej zawtórowały.
- Myślę, że jesteście na dobrej drodze. Wasz pierwszy i drugi singiel zajęły pierwsze miejsca na listach przebojów, a tytułowa piosenka z nowego mini albumu, której preview mieliśmy okazję słuchać na początku również zapowiada się na hit. Kto odpowiada za pisanie piosenek w waszym zespole?
- Cóż, dzielimy się obowiązkami. Początkowo teksty pisała dla nas siostra Maggie, która jest pisarką, ale teraz staramy się tworzyć muzykę od podstaw same - odpowiedziała Irene, a Kathy dodała.
- To sprawia równie wielką frajdę jak występy na scenie dla naszych fanów.
- Co byście powiedziały o swoim singlu, który zaczynacie promować?
- Piosenka nosi tytuł "Among the Stars". Wszystkie brałyśmy udział w pisaniu tekstu, muzykę napisałyśmy ja i Irene - wyjaśniła Maggie.
- Możecie powiedzieć, o czym jest ta piosenka? Preview pokazał nam kawałek silnej linii melodycznej…
- To prawda, utwór z założenia miał przypominać hymn dodający sił. Inspiracją do napisania tekstu stał się cytat Patricka Suskinda "Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami". Utwór opowiada nie tyle o sile marzeń, ile o tym, że konsekwentne dążenie do celu zawsze przyniesie nam coś dobrego… - dokończyła Irene.
- To piękne przesłanie. Spodziewacie się kolejnego numeru jeden?
- Trzymamy za to kciuki, ale się nie nastawiamy. Gdybyśmy brały pod uwagę tylko nasze rezultaty, nie zaszłybyśmy tak daleko - wyjaśniła Kathy.
- Cieszymy się, że spełniamy swoje marzenia i możemy się nimi dzielić. Choć pewnie, że fajnie jest być numerem jeden, więc proszę fanów, by głosowali na nas, gdzie tylko można… - Maja już miała wymieniać, kiedy Irene zatkała jej usta.
         Wszystkie roześmiały się szczerze, łącznie z dziennikarką. 
- Mam jeszcze kilka pytań od fanów na twitterze - kontynuowała dziennikarka. - Po pierwsze @ilovenathanxxx pyta: "Maggie, jak radzić sobie z miłością w branży rozrywkowej?".
- To osobiste pytanie, może zadaj jakieś inne - westchnęła Maja, wywracając oczami. Irene posłała jej karcące spojrzenie.
- Teraz już wiadomo, dlaczego to ona przyczyniła się do faktora "Wredne" w naszej nazwie - zachichotała Alex.
- To jak to jest? - Dziennikarka sprowadziła rozmowę na temat. - Domyślam się, że ciężko jest pogodzić miłość i karierę. Dla tych, którzy nie wiedzą, wyjaśnię tylko, że Maggie jest dziewczyną Nathana Sykesa, znanego z zespołu The Wanted.
         Głośne "uuuu" przetoczyło się przez pomieszczenie, kiedy dziewczyny zaczęły przez chwilę nabijać się z Madzi, która się zaczerwieniła.
- Nie jesteśmy gwiazdami statusu światowego. Na rodzimym rynku naprawdę nie jest tak źle - wyznała szczerze.
- A gdy wyjedziecie do Stanów?
- Na razie Nath ma przerwę, więc zawsze może zabrać się z nami. Zresztą, to tylko dwa tygodnie.
- Jak kocha to poczeka? - spytała przekornie dziennikarka, a Madzia się zaśmiała.
- Dokładnie. Gdy cały świat oszaleje na punkcie Wrednych Zalotek wtedy będę planować resztę. Na razie jest dobrze.
- Cieszymy się wszyscy. Maggie i Nathan zostali wybrani ulubioną parą 2016 roku przez czytelników SugarScape. Gratulujemy i życzymy najlepszego. A teraz kolejne pytanie… @wrednajakwy pyta "Mam 16 lat, nadwagę, pryszcze i noszę okulary. Co zrobić, by być tak fajna, jak wy?". Co byście polecili?
         Dziewczyny popatrzyły na siebie.
- Po prostu bądź sobą - pierwsza odezwała się Kathy. - Kiedyś byłam bardzo nieśmiała, ale otworzyłam się, gdy dziewczyny wciągnęły mnie do zespołu.
- Ja miałam czarne, sterczące na wszystkie strony włosy, Alex miała kompleks wysokości i myślała, że nadaje się tylko na koszykarkę albo modelkę, a Irene nie umiała krytykować, a teraz cały czas się nas czepia jako nasza liderka… - zachichotała Maja.
- Tylko kiedy mam powód zwracam wam uwagę - broniła się Irene. - Ale to prawda, że się zmieniłyśmy. Kiedyś wolałam samotność, zakładałam słuchawki w uszy i odcinałam się od świata. Miałam trochę wystający brzuszek i grubawe uda, ale to wszystko znikło, kiedy zaczęłyśmy treningi. W niektórych piosenkach mamy proste choreografie. Zresztą, jesteśmy w ciągłym ruchu i ciągle między ludźmi.
- Zmieniłyśmy się na lepsze, i z wyglądu i z charakteru, ale nie drastycznie. Nadal jesteśmy dziewczynami z sąsiedztwa. I wcale nie jesteśmy takie wredne - dodała na koniec Madzia.
- Te piękne słowa to dobry moment, by zakończyć wywiad. W imieniu redakcji i fanów życzę wam sukcesów na listach przebojów i w życiu. Mam nadzieję, że jeszcze wpadniecie do nas na dłuższy wywiad…
         Dziennikarka kończyła rozmowę, a zespół dziewczyn mógł się pożegnać i wyjść ze studia. Za drzwiami czekała na nich Luiza, która oficjalnie została ich menedżerką, po tym jak skończyła studium i zyskała dyplom czuła się jak ryba w wodzie. Teraz jednak miała nietęgą minę. Gdy tylko znalazły się na korytarzu, przyspieszyły kroku.
- Myślisz, że zdążymy? - spytała Madzia, zerkając na zegarek.
- Musimy. Jak wejdziemy w trakcie, to zwrócimy na siebie większą uwagę i odciągniemy ją od twojej siostry - odpowiedziała Lou.
         Pierwsze spotkanie autorskie organizowane po premierze drugiej książki Moniki było osią, która układała terminarze całej grupy przyjaciół. Wszyscy chcieli być przy niej i ją wspierać, ewentualnie, jak Danny Jones z McFly, nie kryli czysto ciekawskiej motywacji. Oczywiste było, że stado celebrytów nie mogło tak po prostu zjawić się w centrum handlowym, w którym Monika miała odczytać jeden z rozdziałów książki.
         The Wanted, One Direction, Lawson, McFly, MKTO, a do tego Wredne Zalotki… Popularność zespołów nieco zmalała z biegiem czasu, a The Wanted rozeszli się nawet w swoje strony. Zespół dziewczęcy jednak na listach przebojów radził sobie całkiem nieźle, deklasując przyjaciół. Madzia, Irene, Maja, Kathy i Alex miały swoje pięć minut z czego były niebywale zadowolone. Ich wizerunek dziewczyn z sąsiedztwa i muzyka z pogranicza popu i rocka spodobały się w Wielkiej Brytanii na tyle, że wytwórnia rozważała podboje amerykańskiego rynku muzycznego. Dlatego na oficjalny odczyt fragmentu książki zamierzały udać się raczej ukradkiem.
         Niestety nie miały czasu na rozdawanie autografów fankom, które zgromadziły się pod budynkiem. Madzia z uśmiechem na ustach wspomniała w myślach czasy, gdy towarzyszyła najpierw One Direction, a potem The Wanted. Miała wtedy okazję obserwować tysiące fanek, wspierających i napalonych, czasem niezrównoważonych (psychiczna Jess). Ba, sama była jedną z fanek. Przypomniała sobie, jak jej siostra, ona i Jayne, menadżerka The Wanted, wzdychały nad wdziękami Marvina z JLS, jak psychiczna Jess porwała Zayna w sobie tylko znanym celu, jak Jess, siostra Natha była fanką One Direction, a teraz spotykała się z Niallem już ponad rok… Propozycja, którą kilka lat temu złożył Madzi poczciwy Joe, który zatrudnił ją jako swoją stażystkę do pomocy przy teledysku "One Thing" One Direction zmieniła całe życie dziewczyny. Wtedy jako nieśmiała nastolatka nawet przez sekundę nie pomyślała, że lata później może kręcić własne teledyski.
- Nad czym się tak zamyśliłaś? - spytała Irene, machając przyjaciółce rękom przed oczami, by sprowadzić ją na ziemię.
- Tak ogólnie… Zdaje mi się, że wieki temu przyleciałam do Wielkiej Brytanii na krótko, a jestem tu już tyle lat. Aż łezka się w oku kręci.
- Mi też - odezwała się Luiza z przedniego siedzenia. - Gdyby nie ty i Monia, na pewno dalej bym imprezowała do białego rana. To, że wy podążałyście za marzeniami zmotywowało i mnie i wreszcie znalazłam pracę dla siebie. To i mój Ryan i więcej mi do szczęścia nie trzeba.
- Ja tam wolałam Adama jako naszego menedżera - westchnęła Maja.
- A to niby dlaczego?!
- Zawsze przywoził pączki, jak nas odbierał, komplementował nas i miło było na niego popatrzeć.
- A na mnie to co? Źle ci się patrzy?
         Madzia, Irene i Kathy zachichotały, widząc, że te dwie dziewczyny zaczynają się ze sobą niewinnie sprzeczać.
- Musimy zrozumieć, że Adam jest teraz menedżerem swojej dziewczyny - westchnęła Alex.
- Tak, w związku ludzie myślą inaczej. Dlatego Alex z taką gorliwością przekonywała wytwórnię, że duet zalotek z Rickym Marksem to będzie strzał w dziesiątkę.
         Alex się naburmuszyła, kiedy Kathy znowu zaczęła temat, który był dla niej tak wrażliwy. Cały czas nabijały się, że chłopak jest jej przeznaczony, więc w końcu zaczęła się z nim spotykać, bo jej się podobał. Bardziej dla śmiechu, jak sama stwierdziła. W końcu jednak śmiertelnie poważnie zwierzyła się przyjaciółkom, gdy podczas nagrywania singla ją olśniło. "Dziewczyny, ja chyba go kocham" - powiedziała wtedy i usłyszała salwę szczerego śmiechu, ale i gratulacje.
         Tak więc nieśmiała Kathy od dawna spotykała się z Samem, który kiedyś był klawiszowcem Buster Sharp, a teraz pomagał pisać dla Wrednych Zalotek muzykę i często pracował jako pomoc techniczna przy koncertach zespołu. Irene i Tony oraz Madzia i Nath również od dawna tworzyli nierozerwalne duety, w których miłość aż skwierczała. Maja pozostawała jedyną singielką w zespole, co ją bolało najbardziej. Spotykała się krótko z jednym z tancerzy, którzy byli z dziewczynami w trasie, ale związek szybko się skończył, gdy Jay McGuiness, który zawsze był ulubieńcem Mai, wygrał brytyjski "Taniec z Gwiazdami" i dziewczyna zaczęła kwestionować umiejętności swojego chłopaka.
- Nie martw się, Maja - zagaiła Luiza, widząc posępną minę podopiecznej. - Każda potwora znajdzie swoje amatora.
- Mówi się, że każdy garnek ma swoją pokrywkę - poprawiła ją Madzia.
- E, tam. Nie ma pokrywek na tę niewymiarową patelnię. - Alex parsknęła śmiechem i nie wytrzymały.
         Nawet jedyna singielka Maja zaśmiewała się do rozpuku z tych słów. Przez chwilę zapomniały, gdzie się spieszą. Było zupełnie tak, jak za starych dobrych czasów, kiedy w szkolnej stołówce snuły marzenia o występie w konkursie talentów.

*

- Kończymy na dzisiaj, dobra robota! - zawołała Karolina do mikrofonu ze słuchawkami i z ulgą ściągnęła go z głowy, gdy próba w teatrze dobiegła końca.
         Zespół aktorski wiwatował, jako że pierwsza próba kostiumowa do nowego spektaklu była niewątpliwie udana. Nie można ukryć, że sporą w tym zasługę miał aktor odgrywający główną rolę.
- Jest i moja gwiazda! - rozpromieniła się Karolina, podchodząc do swojego narzeczonego.
- Chodzi ci o mój blask? - spytał Kuba z uśmiechem. - To tylko błysk szpady odbijał światła reflektorów…
         Aktor wyciągnął z pochwy przy pasie miecz i zaczął nim wymachiwać.
- Przestań, bo komuś krzywdę zrobisz - zachichotała Karolina. - Wszyscy wiemy, że jesteś mistrzem fechtunku…
- Już widzę te nagłówki w gazetach "Główny bohater powalił resztę długością swojego miecza"…
         Karolina parsknęła na te słowa i dla zgrywy uderzyła narzeczonego piąstką w ramię.
- Nie żartuj, tylko się przebieraj. Mamy mało czasu, a chcę zdążyć na początek odczytu Moniki. Utrzymywała swoją drugą książkę w większej tajemnicy niż pierwszą. Umieram z ciekawości, co takiego tam powypisywała.
- To może pójdę w tym stroju? W razie czego odgonię natrętne fanki, albo w najlepszym wypadku wypromuję sztukę…
- Nie, wolę cię w bardziej tradycyjnym wydaniu.
- A co ci się nie podoba w tak przystojnym muszkieterze?! - spytał Kuba, udając naburmuszenie.
- Wąsik. Leć się szybko przebrać, bo kuzyn cię zabije, a Monia zabije mnie, jak się spóźnimy.
- Oj tam. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. - Kuba machnął ręką, ale widząc minę swojej dziewczyny, cmoknął ją w policzek i popędził do garderoby się przebrać.     Od zaręczyn Karoliny minął prawie rok. Kuba oświadczył się dzień po walentynkach, żeby być mniej przewidywalny. Na ustach dziewczyny zagościł uśmiech, gdy przypomniała sobie, że jej ówczesny chłopak, a obecny narzeczony obudził ją rano, twierdząc, że przygotował romantyczne śniadanie. Przyniósł jej je do łóżka, a ona w półśpiku wzięła się za jedzenie naleśników widelcem, nie zauważając, że na jego trzonku znajdował się pierścionek zaręczynowy.
- Trzeba kupić nowe widelce, te są nieporęczne - powiedziała wtedy Karolina.
         Skonsternowany Kuba początkowo nie wiedział, czy jego dziewczyna mówi z sarkazmem, czy serio, ale widząc, że ta zajada dalej, parsknął śmiechem. Dopiero wtedy Karolina bardziej skupiła się na sytuacji i dostrzegła pierścionek. Zaczęła piszczeć, zrzuciła z kolan tacę z jedzeniem i wszystko umorusała. Niezrażony Kuba zatknął jej pierścionek na palec, gdy krzyczała tak, skacząc po łóżku. Potem śmiała się i płakała na przemian. Nikt nie wywoływał w niej takich emocji, dlatego wiedziała, że Kuba jest jej prawdziwą miłością. A już za kolejne pół roku miała zostać jego żoną…
         Po przylocie do Anglii miała przygodę na jedną noc z Maxem, który zagościł w jej myślach i sercu na dłużej. Myślała nawet, że jest z nim w ciąży i nie wiedziała, co ze sobą pocznie. Kuba pojawił się najpierw w życiu najlepszej przyjaciółki Karoliny, a dopiero potem, w wyniku zbiegu okoliczności, poznała go i Karolina. Doskonale pamiętała, że unikała Maxa jak ognia. Kiedy razem z Moniką była w kawiarni i na chwilę została sama, zauważyła, że wchodzi do niej ówczesny członek The Wanted i tak spanikowała, że złapała pod rękę pierwszą lepszą osobę, błagając o ratunek. Stała wtedy w kolejce po deser, a osobą, którą złapała, okazał się Kuba, który był na tyle miły, że pozwolił jej uniknąć niezręcznej atmosfery i udawał jej chłopaka. Wtedy w życiu Karolina nie pomyślałaby, że zostanie nie tylko jej chłopakiem, ale i narzeczonym. Z Maxem jej się nie ułożyło, byli zbyt różni. Ona uznawała się raczej za osobę spokojną i zrównoważoną. Piosenkarz był dość narwany, a jego zazdrość doprowadziła do ich zerwania. Szatynka zastanawiała się, czy w obawach i zazdrości Maxa nie było czegoś uzasadnionego. Chorobliwie dopatrywał się romansu u Karoliny i Kuby, którzy wtedy złapali wspólny język i byli po prostu przyjaciółmi. A może już wtedy coś było na rzeczy? Prawdą było, że nigdy nie była tak szczęśliwa, jak teraz z Kubą.
         Tak się zamyśliła, że nie zauważyła, że jej narzeczony stoi już przy niej, zwarty i gotowy.
- Idziemy? - spytał, trącając ją w bok. - Mówiłaś, że Monika i Adam nas zabiją, więc lepiej się pośpieszmy.
- O, tak! - przyklasnęła Karolina. - Jak nie oni nas zabiją, to umrę z ciekawości.
         Ruszyli do samochodu przyspieszonym krokiem.
- Swoją drogą, ciekawe, co w tej książce będzie zdemaskowane. Całość była owiana taką tajemnicą, że sam jestem zaintrygowany.
- Zamówiłam dwa egzemplarze w przedsprzedaży, ale oficjalna premiera książki jest dopiero dzisiaj. Wygląda na to, że dopiero na odczycie się dowiemy.
- Mam tylko nadzieję, że jeśli napisała o nas, to będę przedstawiony w dobrym świetle.
- Akurat ty możesz być spokojny - odpowiedziała Karolina ze śmiechem, zapinając pas na siedzeniu obok kierowcy, podczas gdy jej narzeczony ruszał z parkingu przy teatrze.
- Rzeczywiście robię dobre wrażenie.
- Ale potrafisz zaleźć za skórę. Słyszałam opowieść o tym, jak pomogłeś Monice i Madzi utrzeć nosa Frankie Sandford z The Saturdays, której podałeś środek przeczyszczający, w wyniku czego miała niezbyt przyjemną przygodę na scenie, na oczach wielu celebrytów...
- Wcześniej oblała twoją najlepszą przyjaciółkę ponczem, więc chyba zrobiłem dobry uczynek, nie sądzisz? Że już nie wspomnę, jak udawałem twojego chłopaka przed Maxem, którego unikałaś…
- Tak, dobrze wiem, że jesteś aniołem. - Karolina wywróciła oczami, a Kuba się roześmiał, chwycił jej dłoń z pierścionkiem zaręczynowym i cmoknął ją delikatnie.
- Ty też - odpowiedział cicho.

*

- NIE NO, JA TU ZARAZ JEŻA SPŁODZĘ!!! - krzyknął na całe gardło Tom. - Melinujesz tę łazienkę już pół godziny, a ja muszę skorzystać!!!
- Po kiego grzyba nawpieprzałeś się chilli przed tak ważnym eventem? - westchnął Nath, wychodząc z łazienki.
- A co miałem jeść? Twoje kiełki?
         Parker pchnął silnie młodszego kolegę na bok i popędził do toalety. Nath się roześmiał.
- Ty to się chyba nigdy nie zmienisz.
- To chyba dobrze, co? Takiego go znamy i kochamy - zauważyła Kelsey, a Nath musiał przyznać jej rację.
         Spojrzał na Jaya, który właśnie uczył dziewczynę Toma kilku ruchów tanecznych i się uśmiechnął. The Wanted się rozeszło, ale wszyscy członkowie znaleźli swoje miejsce. Ubolewał tylko, że na premierę książki Moniki nie przyjadą Max ani Siva, ale oboje mieli swoje zobowiązania i niestety nie mogli się z nich wyrwać. Dla reszty była to jednak dobra okazja, by się spotkać i powspominać. Nie widzieli się ze dwa miesiące i mimo iż mieli ze sobą kontakt telefoniczny, nie było to to samo co wyściskanie dobrego kumpla.
         Nath tak zagłębił się w nostalgii, że nie zauważył, która jest godzina.
- Raju! Spóźnimy się! - krzyknął spanikowany i już chwytał kluczyki do samochodu.
- Ty nie będziesz prowadził - stwierdził Jay. - Kiedyś dostałeś mandat za jechanie zbyt wolno.
- Ty za to wcale nie masz prawa jazdy - prychnął beniaminek.
- Ja poprowadzę. Tom po chilli też nie będzie się nadawać - zachichotała Kelsey.
         Jak na zawołanie Parker wyszedł z łazienki cały blady.
- Może zostaniesz u mnie? - spytał zaniepokojony Nath. - Wyglądasz jak śmierć.
- Założę okulary.
- Ale… chodziło mi o to, że możesz zasłabnąć.
- Nieważne. Nie mogę tego przegapić. Coś czuję w kościach, że to ośmieszająca mnie autobiografia Brukselki.
         Jay i Nathan popatrzyli na siebie i parsknęli śmiechem.
- No co? - obruszył się Tom.
- Nic, nieważne. Pędzimy, bo będziemy zbyt późno - ponaglił Nath, kierując kroki do wyjścia.
         Tom zagryzł wargę. Widać było, że ledwo się trzyma, ale również chciał być na odczycie książki na czas.
         Całą grupą udali się do samochodu, który poprowadziła Kelsey.
- Z tą autobiografią to całkiem prawdopodobne - oznajmiła dziewczyna Toma. - Monika utrzymywała wszystko w wielkiej tajemnicy.
- Czyli pewnie obsmaruje nas wszystkich. Już widzę ten tytuł "Katharsis. Życie niczym chilli" - chichotał Jay.
- A może "Jak pozbyć się sławnego chłopaka, by znaleźć drugiego sławnego, a ostatecznie skończyć z nieznanym Polakiem" - odciął się Tom.
- Ja myślę, że nikt nie zostanie ośmieszony. Nawet jeśli to autobiografia, to Monica nie zapraszałaby nas tak gorliwie na odczyt swojej książki, gdyby chciała nas objechać - wtrącił Nath.
- Proszę, proszę. Ostatnimi czasy żyjesz z Brukselką w zbyt dobrej komitywie. - Tom zmarszczył brwi, a Jay dodał.
- Czasami ci się siostry nie pomyliły? To Maggie jest twoją dziewczyną.
- Doskonale o tym wiem. Ale ze szwagierką też trzeba się dogadać.
- Choć nie zawsze tak było. O ile dobrze pamiętam, to Monica zawsze chciała, by Maggie spiknęła się z Liamem - zaczął wspominki Jay.
- Dobrze pamiętasz. Ty wtedy byłeś moim skrzydłowym i tak na zmianę próbowaliście zeswatać Meggs z którymś z nas.
- Ważne, że ostatecznie dostałeś błogosławieństwo - roześmiała się Kelsey. - I wszystko skończyło się dobrze.
         Nath się uśmiechnął. Tom i Kelsey zaczęli nabijać się z Jaya, że gdyby nie spaprał spraw z Moniką, mógłby teraz być chłopakiem sławnej pisarki, a nie singlem. Najmłodszy z towarzystwa pogrążył się w rozmyślaniach. Wydawało mu się, że wieki minęły od pierwszej wspólnej podróży The Wanted z Maggie na Barbados. Od wtedy przeżyli tyle przygód… Dzwoniący telefon wyciągnął go z rozmyślań.
- Jess? - odezwał się w słuchawkę, gdy odebrał.
- No gdzie ty jesteś, baranie?!
- A gdzie szacunek dla starszego brata?
- Nieważne! Gdzie wy wszyscy jesteście?!
- No… Tom kupił sobie chilli con carne i miał przygody w toalecie, ale już jedziemy z Jayem i Kels.
- No a reszta?!
- Jaka reszta? - Nath zamrugał oczami zdziwiony.
- No mamy tu niezłą nerwówkę. Fani są, ale nie ma ani Meggs i Lou z Wrednymi Zalotkami, ani Was, ani Danny'ego Jonesa, ani nawet Adama. Tylko ja z mamą tu jesteśmy…
- Co?!
- Mam ci zdjęcie wysłać, czy co? Mówię ci, że wszyscy się spóźniają, jakaś babka już zapowiada autorkę…
         Nath nie słuchał dalej siostry, tylko się rozłączył i zwrócił się do kierowcy.
- Dodaj gazu, bo się spóźnimy.
- Spokojnie, to tuż za rogiem - zapewniła Kelsey, a do Toma zwróciła się ciszej. - Jeśli dobrze się czujesz, możesz się przygotować.
- Przygotować? - spytał zdziwiony Nath, ale został zignorowany.
         Kelsey bowiem dojechała do centrum handlowego, w którym miał się odbyć odczyt. Nath nałożył na głowę czapkę i wyprysnął z samochodu. Jay popędził za nim w okularach na nosie. Tom z dziewczyną pojechali najpierw zaparkować. Wszystko wskazywało na to, że byli to pierwsi goście Moniki, którzy zjawili się na odczycie.
         Kiedy Nath z Jayem dobiegli zasapani do zbiorowiska ludzi, ujrzeli rudowłosą przy mównicy, która rozpromieniła się na ich widok i mogła rozpocząć swoją przemowę.
- Witam serdecznie wszystkich, którzy tak tłumnie zjawili się na premierze mojej drugiej książki. Tym bardziej serdecznie, że w waszych objęciach widzę zakupione egzemplarze…
         Salwa śmiechu przetoczyła się przez zbiorowisko fanów, więc Nath nie usłyszał dalszych słów. Stał z Jayem nieco z boku i rozglądał się za Madzią, ale nigdzie jej nie dostrzegł. Dopiero po chwili jego uwagę przykuło zasapane stadko dziewczyn. Wredne Zalotki i Luiza przybyły akurat na czas.
         Madzia przywitała się ze swoim chłopakiem całusem w usta i wtuliła się w jego bok.
- Co nas ominęło? - spytała szeptem.
- Nic. Dopiero się zaczyna.
- A gdzie reszta? - Madzia uścisnęła Jaya i rozejrzała się wokoło.
- Wszystko pod kontrolą. Jesteśmy - odezwał się grubym głosem mężczyzna, który zadyszał jej w kark tak, że aż podskoczyła. Szybko przekonała się, że to tylko Tom Parker w długiej czarnej peruce.
- A to co? - zachichotała? - Aragorn, syn Aratorna, dziedzic Isildura… - zaczęła przedrzeźniać przyjaciela, który na jeden z balów przebierańców przebrał się właśnie za postać z "Władcy Pierścieni".
         Tom wyglądał na naburmuszonego, ale nie na tyle, by nie uśmiechnąć się, słysząc słowa, płynące ze sceny. Monika dziękowała właśnie wszystkim, bez których ta książka by nie powstała. Magda zauważyła Karoliną i Kubę, którzy siedzieli blisko sceny. Najwyraźniej przybyli na tyle wcześnie, że zajęli dobre miejsca siedzące. Pozostali postanowili stać w niewielkiej odległości od krzeseł, by nie rzucać się w oczy. Ktoś jednak ich rozpoznał.
- Jay? Nath?
         Chłopacy spojrzeli zdziwieni na chudego mężczyznę, który stanął im w klarze, zasłaniając przemawiającą Monikę.
- Patrick Fitzpatrick?! - zszokował się Tom.
         Mieli przed sobą swojego byłego menadżera, który zajmował się nimi w czasie, gdy poznali Madzię. Dziewczyna doskonale go pamiętała. Był cholerykiem, który rzekomo dostawał ataków szału z niedotlenienia mózgu. The Wanted przekonali go, by ją zatrudnił i w sumie to dzięki niemu została przy zespole.
         Teraz stał przed swoimi byłymi podopiecznymi jak gdyby nigdy nic i ściskał egzemplarz książki Moniki.
- A co wy tu robicie? - spytał rozpromieniony mężczyzna. Aż dziw, że miał takie łagodne oblicze.
- To premiera książki siostry Maggie. Pamięta pan Maggie? - Nath wskazał swoją dziewczynę, a mężczyźnie oczy wyszły z orbit.
- Maggie? Ta, która dla mnie pracowała? To… To Wredna Zalotka… Nie wierzę… Jeśli teraz umrę, to będę w pełni szczęśliwy…
- Weź kopnij w kalendarz od razu, bo nic nie słyszę ze sceny - warknął Tom, a Kelsey spojrzała na niego karcąco.
- Ma rację, przepraszam, że przeszkadzam. - Patrick Fitzpatrick skłonił się nisko i odszedł kawałek dalej, by zająć wolne krzesło.
- A temu co? - szepnął Jay do Natha.
- Nie wiem, może poszedł na jakąś terapię kontrolowania gniewu.
         Ze sceny nadal słychać było podziękowania, a Madzia miała nadzieję, że ktoś je nagrał, bo połowę przegapiła. Na szczęście w tłumie wypatrzyła Alicję z mężem, który kręcił występ swoim telefonem. Tak dawno nie widziała Ali! A przecież dość długo mieszkała u niej, gdy przeprowadziła się do Wielkiej Brytanii i zaczęła tu szkołę. To właśnie wtedy poznała Wredne Zalotki i Tony'ego… Zdarzyło się to długo po spotkaniu poczciwego Joe, a jednak i te wydarzenia wydawały się tak odległe… Na dodatek spotkanie byłego menadżera The Wanted pokazało jej, jak mały jest świat. Przez chwilę wydawało jej się, że widzi Liama w swojej charakterystycznej czerwonej bluzie, którą kiedyś jej pożyczył, przez co w prasie zaroiło się od plotek o ich romansie. Szybko okazało się, że wzrok Madzi płata jej figle, bo to tylko jakaś fanka jej siostry w krótkich włosach przypominała jej członka One Direction. Niestety nawet Niall nie mógł się pojawić, by towarzyszyć siostrze Natha, bo miał swoje zobowiązania wobec zespołu.
- Jess przyjechała? - spytała Madzia szeptem swojego chłopaka, zdając sobie sprawę, że nie ma pewności, czy jego siostra była gdzieś na sali.
- Podobno tak. Ale jeszcze jej nie wypatrzyłem. Mnóstwo tu ludzi.
- Cholera, rzeczywiście Brukselka ma zajebiście dużo fanów - skwitował sytuację Tom i wszyscy zachichotali, ale zostali uciszeni przez jakąś piętnastolatkę siedzącą na brzegu, która nie poznała ich, a tylko zmroziła ich spojrzeniem, bo nie słyszała wypowiedzi swojej idolki.
         Towarzystwo zamilkło, bo rzeczywiście nie wiedzieli nic o drugiej książce swojej przyjaciółki.
- "Wanted Direction" to nie tylko autobiografia z przymrużeniem oka, ale i poradnik o tym, jak znaleźć swój "pożądany kierunek" i spełniać marzenia… - kontynuowała Monika ze sceny.
- Wiedziałem, że Brukselka nas obsmaruje - zasępił się Tom.
- Tego jeszcze nie wiesz, ale lepiej na zapas idź do toalety - poradził Nath.
- Różowo nie będzie, bo nawet jak powie coś miłego, to zabije nas na after party za spóźnienie - szepnął Jay. - A Adama do teraz nie widzę…
         Madzia się rozejrzała. Rzeczywiście nigdzie nie dostrzegła chłopaka swojej siostry.
- Musiało zatrzymać go coś ważnego - broniła swojego szwagra, a Tom uciszył ją, zakrywając jej usta.
- Stul buźkę, bo wujcio Tom gówno słyszy - polecił, a ona wywróciła teatralnie oczami.
         Wszyscy postanowili jednak skupić się na rozdziale czytanym przez Monikę.
- "Wtedy jeszcze nie wiedziałam, czy ten taniec kankana na lodzie się opłaci. Byłam świadoma, że noga może mi się powinąć, że lód jest cienki, że pływać nie umiem… Zawsze chowałam głowę w piasek, ale przy tej jednej decyzji poczułam się jak największy chojrak świata, odpowiedzialny za swój los. I mimo ryzyka, które było na szali, gra okazała się warta świeczki. Dlatego równie ważne jak ustalenie "pożądanego kierunku" jest konsekwentne do niego dążenie. Moja droga była długa, wyboista i kręta, pełna pustych uliczek i remontów. Przekonałam się podczas niej, jaka cienka linia dzieli upór i upierdliwość. W dążeniu do marzeń trzeba znaleźć złoty środek między tymi dwoma cechami. Nadal to do mnie nie dociera, ale chyba mi się to udało…" - Monika skończyła czytać rozdział i spojrzała wyczekująco na publiczność, która po króciutkiej chwili ciszy i refleksji zagrzmiała gromkimi brawami. Na twarzy autorki pojawił się uśmiech. - To był pierwszy rozdział mojej drugiej książki. Mam nadzieję, że równie entuzjastycznie odbierzecie i resztę. Oby na waszych twarzach pojawiał się uśmiech, kiedy razem ze mną będziecie przeżywać opisane przygody.
         Ponownie salwa braw przetoczyła się przez towarzystwo.
- Nie doszła do żadnych konkretnych treści - zasępił się Jay.
- Może to i lepiej. Tobie oberwie się najbardziej. - Nath poklepał kumpla po ramieniu.
- Ty też miałeś z nią na pieńku. Że już nie wspomnę o tym, jak Parker się uwziął na nią na Barbadosie…
         Madzia przypomniała sobie utarczki jej siostry i Toma. Niechęć chłopaka do Moniki wywołana była przekonaniem, że jest sobowtórem dziewczyny, z którą zdradził Kelsey. Znacznie później odnalezione zostało zdjęcie owej Brytyjki, która okazała się nie być ani trochę podobna do Polki. Dziewczyna zaśmiała się pod nosem na to wspomnienie, mimo iż wtedy nieporozumienie to było źródłem zatrutej atmosfery, teraz wspominała to z uśmiechem na twarzy.
         Ze sceny moderatorka spotkania zapowiadała właśnie, że nadszedł czas pytań od fanów. Kilka rąk wystrzeliło w górę, kobieta wybrała więc jedną z osób, około czterdziestoletnią kobietę, która pytała o kontynuację.
- Kontynuacja? - zaśmiała się Monika. - No nie wiem. Kontynuację napisze życie, ale nie jestem pewna, czy kiedykolwiek będzie wydana. Najpierw musicie przeczytać tę książkę i sami zdecydować, czy taki koniec wam odpowiada. Dla mnie jest to happy end i myślę, że będziecie zadowoleni.
         Mikrofon został przekazany wąsatemu facetowi, który pytał o dalsze plany wydawnicze. Z tyłu na widowni wywiązała się jednak dyskusja po pierwszym z pytań.
- Zadowoleni? - prychnęła po cichu jakaś gruba nastolatka. - Pewne jest, że nie skończyła z Jayem, więc jak mogę być zadowolona? Przecież to była miłość od pierwszego wejrzenia!
         Loczek, który zaczął przysłuchiwać się rozmowie dumnie wypiął pierś.
- Tylko z jego strony - odpowiedziała druga nastolatka, dla odmiany chorobliwie chuda. - I to nie miłość, tylko pożądanie.
- A gdzie niby takie coś było napisane?!
- Naucz się czytać między wierszami! To Joel był prawdziwą miłością. Ubolewam, że się rozstali - westchnęła głośno chudzina.
- On by nigdy nie zaakceptował jej takiej, jaką jest. Był zbyt normalny! Ona i Jay do siebie pasowali.
- Moim zdaniem to Adam był najlepszy - wtrącił jakiś facet.
- Adam? - prychnęła Piggy. - Jak można rzucić piosenkarza dla jakiegoś nieroba.
- Nieroba? Przecież był przystojny, czarujący, zabawny i inteligentny!
- Ale był nierobem. Dlatego ojciec Moniki kazał mu spadać na drzewo i tam powinien pozostać. Najlepszy był Joel, jego dojrzałość i romantyzm - westchnęła chuda nastolatka.
- Jay był sto razy lepszy. W końcu "Brukselka to idealne danie dla wegetarianina" - zacytowała grubsza dziewczyna.
         Jay ze świecącymi oczami przysłuchiwał się swojej obrończyni, która cytowała fragment książki, ale Tom odepchnął go do tyłu i poprawiając niedopasowaną perukę, warknął na małolaty.
- Możecie się przymknąć?! Gówno słyszę przez te włosy, a jeszcze paplacie. I nie spojlerujcie, bo jeszcze książki nie czytałem!
- Właśnie! - podchwyciła jakaś pięćdziesięciolatka siedząca za młodymi dziewczynami. - Kiedy wy w ogóle zdążyłyście to przeczytać? Książka wyszła dopiero dziś.
- Księgarnię koło nas otworzyli o ósmej, a jest osiemnasta. Helloł, jesteśmy prawdziwymi fankami, więc już całość przeczytałyśmy - oświadczyła śmiertelnie poważnie gruba, którą Madzia w myślach nazwała Piggy.
- I nadal nie wierzymy w zakończenie - dorzuciła chudzinka. - Jak sławni muzycy mogli przegrać batalię o serce Brukselki? Nadal jestem w szoku. Ten cały Adam…
- A już zapomniałyście po tych ośmiu godzinach czytania, dzięki komu książka ujrzała światło dzienne? - uniósł się największy obrońca Adama.
- Wolałabym, żeby nie została wydana. To najgorsze zakończenie ever - mruknęła Piggy.
         Dalszej konwersacji Madzia nie słyszała, bo Tom się uniósł.
- JAPA!
         Jego słowa skutecznie zamknęły usta rozgadanemu towarzystwu.
- Cóż, czyli jednak biografia - szepnął Nath do Madzi. - Myślisz, że jest i coś o nas?
- Nawet jeśli, to same pozytywy - zapewniła swojego chłopaka dziewczyna i obejrzała się na Wredne Zalotki, które stały tuż za nią.
         Tony przy boku Irene wyszczerzył do niej zęby na powitanie. Alex i Kathy stały obok zasłuchane w odpowiedziach Moniki, a Maję gdzieś wcięło.
- Gdzie jest Maja? - spytała Madzia Irene, widząc, że brakuje ich koleżanki. - Znudziła się?
- Nie, poszła do tyłu - wyjaśniła Irene, a Tony szybko dodał.
- Rozmawia z kolegą.
         Wokalista MKTO poruszał znacząco brwiami, co zaintrygowało Madzię. Spojrzała do tyłu w poszukiwaniu Mai, która w cieniu kartonowej podobizny Moniki rozmawiała z Harrym Stylesem. Nieudolnie się zamaskował, ale jego uśmiech dość łatwo było poznać. Madzia przypomniała sobie, że ta dwójka zbliżyła się do siebie na laserowym paintballu.
- Coś z tego będzie? - spytała przekornie Irene i Tony'ego. Jej przyjaciółka wzruszyła ramionami, ale Tony odpowiedział szeptem.
- Dzieci.
         Roześmiali się, ale szybko zamilkli, bo Tom ciskał gromy z oczu. Nie usłyszeli kolejnego pytania, ale Madzia zorientowała się, że mąż Ali przecież wszystko nagrywa, była więc spokojna. Zdziwiło ją tylko, że skierował aparat na nią i chłopaków. Dopiero po chwili dotarło do niej, że żarliwy obrońca Adama zadaje właśnie pytanie.
- Wiem, że według ciebie książka zakończyła się happy endem, ale wiele osób jest zdania, że przydałoby się coś lepszego…
         Pięknie, zaraz wybuchnie tu głośna kłótnia, pomyślała Madzia, ale nagle coś ją tknęło i przypatrzyła się bliżej facetowi, w którym rozpoznała Adama.
- Przecież to… - zaczęła cicho, a Luiza nachyliła się jej nad uchem.
- No, taki ukochany menadżer, a go nie poznałyście? - prychnęła. - Ja od razu wiedziałam, że to on.
         Madzia machnęła ręką na jej słowa. Nie rozpoznała chłopaka siostry, bo zapuścił bródkę, a na głowie miał czapkę z daszkiem, którą założył do garnituru, przez co wzięła go za dziwaka. Teraz wpatrywała się z półotwartymi ustami w rozwój wypadków.
- Wiele osób? - spytała zdziwiona Monika. - Nie sądzę, by wiele osób zdążyło od rana przeczytać książkę.
- Ja zdążyłem. Czułem się, jakbym sam to przeżył - westchnął ciężko Adam i zdjął czapkę, którą zasłaniał twarz.
         Dopiero wtedy Monika go poznała. Podczas gdy poprawiał włosy, ona zwęziła oczy w małe szparki i podparła się pod bok.
- Więc jesteś fanem?
- Największym. Ale, jak mówiłem, mi by się lepiej podobało inne zakończenie.
         Rudowłosa już zamierzała coś odpowiedzieć, ale nie zdążyła. W tle rozbrzmiała muzyka z gitary akustycznej i zza jednego z filarów wyszedł Danny Jones, który zaczął śpiewać utwór "All About You" McFly. Zaskoczona Monika się roześmiała, ale szybko spoważniała, kiedy zaczęło dochodzić do niej, co zaraz nastąpi.
         Adam wśród pisków nastolatek, którym puścił oczko, a z którymi jeszcze przed chwilą się spierał, podszedł alejką pod scenę z mikrofonem. Tłum zaskoczony i podniecony kręcił całość telefonami i śpiewał do wtóru z Dannym. Maja zagadana z Harrym gdzieś z tyłu dołączyła do przyjaciół, a w oczach Irene zalśniły łzy wzruszenia.
- Chyba się oświadczy! - podekscytowała się.
- Żeby tylko kosza nie dostał - westchnął Tony. - Znając charakter siostry Maggie, odważny gość z Adama, że rzuca się na głęboką wodę.
         Muzyka się skończyła, a Adam odłożył mikrofon na chwilę, by otworzyć pudełko z pierścionkiem. Z tyłu Madzia, Nath i reszta słabo słyszeli, ale można się było domyślić, że zadał ważne pytanie.
- Kuźwa, nic nie słyszę! - irytował się Tom.
- To przestań gadać! - skarcił go Jay.
         Wszyscy z zapartym tchem wyczekiwali na odpowiedź. Zamiast tak usłyszeli jednak pytanie:
- A zgolisz brodę?
         Adam udał, że się zastanawia.
- No dobra… - odpowiedział w końcu, a rozpromieniona Monika zeszła do niego, a on włożył na jej palec pierścionek.
         Tłum zaczął skandować i wiwatować. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Danny Jones, niepocieszony, że jego występ nie zrobił takiej furory jak oświadczyny, stanął obok Toma.
- Moja era chyba przeminęła - westchnął. - Wzięli mnie chyba za grajka ulicznego.
- Dziwisz się? - prychnął Parker.
- Co się nabijasz? Sam wyglądasz jak Ozzie Osbourne dla ubogich.
- Postaraj się bardziej. Jay stwierdził wcześniej, że jak Sandra Bullock.
         Krótkie przepychanki słowne między Tomem a Dannym przerwały gromkie brawa fanów. Nastał czas na pamiątkowe zdjęcia. Madzia nie była pewna, ale wydawało jej się, że w oczach Adama dostrzegła łzy. Irene chlipała ze wzruszenia w ramię swojego chłopaka i nawet Maja wzdychała.
- Miejmy tylko nadzieję, że ludzie będą mówić nie tylko o oświadczynach, ale i o premierze książki - odezwał się Nath.
- Mam wrażenie, że menadżer wie, co dobre dla promocji kolejnego bestsellera - roześmiała się Madzia.
         Przyjaciele przyjemnie rozmawiali i ekscytowali się wydarzeniami tego dnia, a Monika cierpliwie podpisywała książki fanom, którzy gratulowali jej zaręczyn i ekscytowali się pierwszą książką, oraz, co bardziej zagorzali, chwalili dzieło, które już zdążyli przeczytać od porannej premiery.
- Jestem ciekawy, co Brukselka tam o nas napisała - westchnął Tom, poprawiając włosy za ucho.
         Stał kawałek dalej od rzednącego tłumku z Dannym Jonesem i nie mógł doczekać się, aż puści dymka.
- O McFly na pewno same pozytywy. Czas, który z nami spędziła był bardzo miły. Rzucaliśmy o sufit mandarynki, które spadły jej na głowę, zaczęliśmy wrzeszczeć w windzie, w której jechała z siostrą…
- No to rzeczywiście, kapelusze z głów - prychnął Tom.
- Ale ogólnie miło wspomina współpracę z nami. A ze mną to już szczególnie. Pomogłem jej kiedyś zorganizować akcję charytatywną… że już o tym, że uratowałem wam tyłki na wyspie Iona nie wspomnę.
- Myślisz, że jak raz przebrałeś się za biskupa, to świecisz? Na wyspie Iona byliśmy zanim Brukselka i Maggie w ogóle cię poznały. Wtedy to były przygody. Kapcie by ci z nóg pospadały, gdybyś tylko znał połowę.
- Znam sto procent, bo przy każdej okazji wspominasz każą możliwą anegdotę. - Danny wywrócił oczami.
- Chcę, żebyś poczuł się częścią grupy, bo mam dobre serce.
         Danny spojrzał na kolegę spode łba.
- Filuj uważnie, zdasz mi relację z dalszej części spotkania. Ja niestety muszę już uciekać. Zgłoszę się niebawem i skroimy jakąś imprezkę.
         Tom przybił Danny'emu piątkę na pożegnanie.
- Ale coś konkretnego, a nie żadne pitu-pitu.
- Jasna sprawa! Ale menu niech zajmie się ktokolwiek, byle nie ty.
- A co to niby miało znaczyć?
         Danny zignorował słowa Parkera, bo już kierował się do wyjścia z centrum handlowego i machał mu z szerokim uśmiechem.
- Danny już poszedł? - zagadała Toma Maggie.
         Większość przyjaciół udała się już w miejsce, gdzie miało się odbyć after-party. W centrum handlowym pozostali już tylko ona, Nath, Tom, Kelsey, Adam i Monica.
- Yhm. A my ile jeszcze czekamy? Głodny jestem.
- Ja też Tom. Jeszcze tylko kilka minut, zostało z dziesięć osób.
         Zegar wskazywał kilka minut po dwudziestej. Oficjalny odczyt okazał się sukcesem nie tylko zawodowym, ale i osobistym.
- Niepotrzebnie się przebrałeś - zagaił Nath, obejmując swoją dziewczynę od tyłu. - Nikt nas dzisiaj nie rozpoznał.
- Harry niestety nie miał tyle szczęścia - westchnęła Madzia. - Wydaje mi się, że ktoś zrobił zdjęcie jemu i Mai. Mam nadzieję, że nie będzie z tego skandalu.
- No tak, ty to masz z tym doświadczenie - zachichotał Tom.
         Zaczęli wspominać, jak to Madzia na początku swojej wizyty w Wielkiej Brytanii stawała się częstym bywalcem na okładkach bulwarówek, które plotkowały o jej romansach.
- Dobra, dobra. Może lepiej przejdziemy się do księgarni i sprawdzimy, czy jest jeszcze jakiś egzemplarz? Monika mogłaby nam je podpisać.
- Dobry pomysł! - podłapał Nath i poszli korzystać z ostatnich chwil otwarcia sklepów, po drodze zgarniając Kelsey, która zdawała Sivie i Nareeshy relację przez telefon.
         Kolejka fanów natomiast zmalała całkowicie i na placu boju ostały się dwie fanki z egzemplarzami książki Moniki.
- Dla kogo? - spytała zmęczona rudowłosa, podnosząc wzrok i napotykając znajomą twarz. - O, to pani! - ucieszyła się, widząc Dotty, sympatyczną, choć wścibską staruszkę, która często przesiadywała w kawiarni, w której pracowały Karolina i Luiza.
- A jakże! Napisz proszę "Dla największej fanki Dotty" - poleciła, pukając w egzemplarz. - I może jeszcze coś nostalgicznego w stylu "Bez ciebie ta książka nie powstałaby".
- Mamo! - skarciła staruszkę młodsza kobieta, która jej towarzyszyła. Jej zwichrzone, potargane włosy wydały się Monice znajome.
- W sumie coś w tym jest. Już dawno twierdziła pani, że moja przyjaciółka pasuje do swojego teraźniejszego narzeczonego. Potrafi pani czytać z ludzi. - Rudowłosa uśmiechnęła się szeroko i zaczęła pisać dedykację.
         Adam, który stał nieco z boku przysłuchiwał się całej rozmowie.
- A co pani powie o nas? Widzi pani dla nas jasną przyszłość? - zagadnął.
- Ja widzę tylko teraźniejszość, słodziutki. Od przyszłości jest moja córka.
         Dotty głową wskazała na ekstrawagancko ubraną córkę z rozczochraną fryzurą, która momentalnie podsunęła Monice swój egzemplarz do podpisu. Polka zmrużyła oczy, bo osoba, którą miała przed sobą wydała jej się znajoma.
- Proszę napisz "Dla Muriel" - poleciła Dotty.
- Tylko nie dla Muriel!
- Przecież to twoje imię!
- Ale jest okropne!
         Kobiety zaczęły się sprzeczać, a Monice nie dawał sprawy fakt, że twarz, którą przed sobą miała, już gdzieś widziała.
- Przepraszam, czy my się przypadkiem nie znamy? - spytała dociekliwie.
- Cóż… - Owa Muriel odchrząknęła z powagą. - Tak się składa, że pamiętam wszystkich klientów.
- Klientów?
- Wróżka Enigma, do usług. - Ekscentryczka skłoniła się nisko i zamaszyście, niewiadomo kiedy z rękawa wyciągając wizytówkę, którą podsunęła Monice. - Mój salon ezoteryczny przeniósł się o kilka przecznic dalej, ale dalej działa prężnie. Zapraszam ponownie.
- Salon ezoteryczny? - parsknął Adam.
- Śmiejesz się, ale Wróżka Enigma przewidziała, że ty i ja się zejdziemy. To zadziwiające… - Monika nie mogła uwierzyć ani w to, że na jej drodze ponownie stanęły dwie znane osoby, ani w to, że posiadały moce czytania w ludziach.
- Wiecie, wróżby należy traktować z przymrużeniem oka. Każdy jest kowalem własnego losu - oznajmiła Enigma.
- Czyli nie wróżysz nam pomyślnych wiatrów? - spytał Adam, sceptycznie zerkając na wróżkę, która wzruszyła ramionami.
         Dotty zdecydowała się jednak odpowiedzieć.
- Ja wam wróżę nieustanne wiatry za jakieś pięćdziesiąt lat. W waszym wieku mogłam jeść cały czas i nic mi nie było, a teraz jak zjem pieczoną fasolkę w pomidorowym sosie to sadzę tak, że chałupa w szwach pęka…
- Mamo! - Enigma ponownie skarciła swoją starą matkę. Zabawnie było obserwować tak ekscentryczną osobę uciszającą kogoś z zawstydzeniem.
         Monika uśmiechnęła się na ten widok i napisała dedykację i dla Enigmy.
- Mam nadzieję, że książka wam się spodoba - rzuciła na pożegnanie.
- Na pewno. Choć widziałyśmy już, jak się kończy… - Dotty mrugnęła okiem do świeżo zaręczonej pary i złapała córkę pod rękę i odeszły.
         Rudowłosa zaraz zaczęła szukać telefonu.
- Muszę zadzwonić do Karoliny. Nie uwierzy mi w to, kogo spotkałyśmy! Nie chciałam iść do wróżki, ale to ona mnie wyciągnęła, gdy wprowadziłyśmy się do kamienicy. A Enigma przewidziała poznanie Luizy i ciebie i… A Dotty? Ona od razu wiedziała, że Karola spiknie się z twoim kuzynem, to niebywałe!
- Coś ty, nie poznaję cię - roześmiał się Adam, widząc ekscytację swojej narzeczonej.
- Sama się nie poznaję, bo nigdy nie wierzyłam w te bajery, ale one… - Polka urwała, widząc, że matka z córką znikły jak kamfora. - Gdzie one są?
- Nie wiem. Chyba już wyszły.
- Tak szybko? Magia… Czy one istniały naprawdę? Też je widziałeś, prawda?
- Tak… - zaśmiał się Adam. - A ty masz chyba na dziś za dużo wrażeń i ze zmęczenia majaczysz. Może opuścimy after party i udamy się do domu?
- CO?! - wrzasnął Tom, który właśnie podszedł do stolika z egzemplarzem książki. - To ja ostatnią biografię kupiłem, a ty się ze mną nie napijesz, by zaręczyny uczcić?!
- Oczywiście, że się napiję, Tom. - Monika wywróciła oczami.
- No. Masz szczęście. To co, idziemy? Nie ukrywam, że obawiam się, że nam McGuiness całą gorzałę wyżłopie…
- Już się zbieramy. Organizatorzy wszystko sprzątną - oświadczył Adam.
         Madzia podeszła do siostry i ją wyściskała. Wszyscy zaczęli gratulować narzeczonym, a członkini Wrednych Zalotek klasnęła w dłonie z zadowolenia.
- Ale się cieszę z waszego szczęścia.
- Ja będę się cieszyć dopiero, jak ktoś tutaj zgoli brodę. Dopiero wtedy zaręczyny nabiorą mocy prawnej - oznajmiła z przekąsem Monika.
- W takim razie lecę do drogerii po przybory do golenia - zażartował Adam i trzy zakochane pary się roześmiały.
         Skierowali się na parking w centrum handlowym, by jechać na after party. Tom wydawał się zamyślony, paląc papierosa, kiedy stali przed samochodami i zaraz mieli ruszać w trasę. Kelsey się zaniepokoiła.
- A ciebie coś trapi, kochanie? - zagadnęła.
- Nie nic… Ale jedna kwestia mi nie daje spokoju. O co, kuźwa, z tym kankanem chodziło? - spytał Tom i wszyscy wybuchli najszczerszym śmiechem.
         Teraz liczyło się tylko to, że byli razem, spełniali swoje marzenia i dzielili radość z bliskimi. Wiedzieli, że to nie koniec ich zwariowanych przygód. Byli młodzi, przed sobą mieli całe życie i wiele wyzwań.
         Nie zdawali sobie sprawy, że obserwowani są przez Dotty i Enigmę, które w swoim starym wanie z logo salonu ezoterycznego właśnie szykowały się w trasę.
- Mówiłam ci, że wszystko skończy się happy endem - oświadczyła dumna z siebie staruszka.
- Mamo, gdybyś pięćdziesiąt lat temu też była taka mądra, moim ojcem byłby Mick Jagger. Choć kto wie, czy nie jest… - Enigma wywróciła teatralnie oczami.
- Czemu robisz takie miny? Opowiadałam ci przecież, że historia tych dziewczyn jest mi bardzo bliska. Za młodu też byłam ładna i sympatyczna i tak się składa, że los rzucił mnie między dwa rywalizujące wtedy zespoły, The Beatles i Rolling Stones. Moje przygody były niemniej szalone niż ich przygody. Choć wtedy była zupełnie inna mentalność, też mieliśmy psychofanki, bożyszcze kobiet i plotki…
- Musisz znaleźć sobie inne hobby. Niespełnione marzenia z przeszłości zrobiły z ciebie swatkę, jakiej świat jeszcze nie widział.
- Sama mnie do tego zachęcałaś. Zresztą, kto pierwszy przyuważył te dziewczyny? - Dotty popatrzyła na córkę, która pokręciła głową.
- Nie zwalaj tego na mnie. Ta para w Irlandii miała być naszą ostatnią.
- Dlaczego? Na świecie jest tyle par, które ewidentnie są dla siebie stworzone, ale tego nie widzą… Co powiesz na Amerykę Północną? Myślę, że "Salon Ezoteryczny Wróżki Enigmy" byłby tam hitem. - Dotty zatarła ręce, a Enigma prychnęła.
- Och, mamo. Niech będzie i Ameryka Północna. Hollywood to chyba rzeczywiście moja bajka.
         Kobiety uśmiechnęły się do siebie i odpaliły silnik starego samochodu. Odjechały z parkingu, w tyle zostawiając przytulonych Madzię i Natha, dających sobie kuksańce Toma i Kelsey oraz świeżo zaręczonych Monikę i Adama. Samozwańcze kreatorki miłości ruszyły dalej w trasę.
         Za starym wanem ciągnął się tylko dźwięk rockowej melodii i głos staruszki, wtórujący Mickowi Jaggerowi.
- I can get no… satisfaction…
         Nie można było w stu procentach przewidzieć przyszłości, ale wszystko wskazywało na to, że w życiu sióstr zapanowały szczęśliwe chwile. I nic nie wskazywało na to, że pomyślne wiatry mają przeminąć. Teraz jak nigdy było widać, że pożądany kierunek, które obrały kilka lat wcześniej, gdy zdecydowały się na przeprowadzkę do Wielkiej Brytanii okazał się strzałem w dziesiątkę.


~*~

Dziękuję Wam za te cztery lata!


8 komentarzy:

  1. O MÓJ BORZE! CUDOWNE!!!
    Zaczęłam czytać już w sylwestra, ale przygotowania mnie odciągnęły. Niestety...
    Mamy wspaniały happy end, typowego Parkera i wspominki.
    Skoro to ostatni rozdział, to ja też sobie powspominam.
    5 lat temu, właśnie w sylwestra zaczęła się moja przygoda z faficami, a teraz, po dokładnie 5 latach (i 2 dniach)uznaje ją za zakończoną (ewentualnie zawieszoną). Niestety już wiele z opowiadań które czytałam się skończyło, albo przepadło. Ale te 5 lat, to wszystko co przeczytałam zostanie ze mną i za każdym razem jak będę to wspominać, będę też wspominać ciebie i to wspaniałe opowiadanie. To w dużej mierze dzięki niemu czas spędzony na bloggerze był taki cudowny. Jestem w 100% pewna, że nigdy nie zapomnę twojej historii i za każdym razem kiedy będę jadła chili con carne będę się uśmiechać pod nosem na wspomnienie twojej wersji Toma Parkera.
    Jaycee dziękuję ci, że postanowiłaś podzielić się swoją twórczością z innymi. I mam nadzieje, że nie przestaniesz pisać.

    Wyszło trochę łzawo, ale nic nie poradzę na to jaka jestem. Łatwo się wzruszam.:)

    Szczęśliwego Nowego Roku i niech los ci sprzyja.
    Rebella †

    (teraz już DominaeMortem, nie potrafię się zdecydować na jedną nazwę - kobieta zmienna jest)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, czułam, że nas nie zostawisz. Nie wiem, czy to zamierzone, ale fakt, że opowiadanie kończy się w starym roku sprawia, że kończy ono również pewien rozdział w moim życiu.
    Nie mogę uwierzyć, że to aż cztery lata... Aż się łezka w oku kręci...
    Dziękuję za wszystkie emocje przy czytaniu. Nieraz śmiech, nieraz nostalgia... Dziękuję za wszystkie chwile, które spędzałam zaczytana w "Wanted Direction".
    Dziękuję też za te dłuższe momenty oczekiwania na nową porcję przygód bohaterów. To cholernie uczy cierpliowości ;)
    Niestety, wszystko kiedyś się kończy. Ludzie dorastają, zmieniają się... Czas wydorośleć i podjąć ważne decyzje w swoim życiu.
    Każdemu, kto to przeczyta życzę, żeby wasze wybory doprowadziły do happy endu podobnego jak w "Wanted Direction".
    Jaycee, jeszcze raz dziękuję za to opowiadanie. Będzie mi się zawsze kojarzyło z dobrymi czasami, kiedy miałam siano zamiast mózgu, ale byłam szczęśliwa. Tobie życzę, żebyś zawsze była szczęśliwa i nie żałowała ani jednego wyboru w swoim życiu.
    Chciałabym napisać więcej, ale nie potrafię tego lepiej ująć.
    Jeszcze raz, życzę szczęścia w życiu,
    Madeleine
    PS Nadal czekam na książkę. Proszę mnie powiadomić w razie wydania takowej. Mój e-mail masz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec. To szczerze było najlepsze opowiadanie jakiekolwiek czytałam. Szkoda, że to już koniec tej historii, bo będę tęsknić za tymi bohaterami (w szczególności za szalonym wujciem Tomem). Gdybyś kiedyś planowała opublikować to opowiadanie w postaci książki to pamiętaj przesłać mi jeden egzemplarz ;) Dziękuje, że poświęciłaś cztery lata na pisanie tej niesamowitej przygody. Nie wiem, co mam ci jeszcze napisać, bo mam milion myśli na sekundę.
    W takim razie kończę i życzę powodzenia na przyszłość.
    P.S. możesz być pewna, że przeczytam wszystko od nowa jak tylko znajdę trochę czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Łezka mi się w oku zakręciła. Nie mogę uwierzyć, że tyle czasu minęło odkąd zaczynałaś przygodę ze swoim pierwszym blogiem, że to już koniec. Cztery lata minęły, gdzie nieco wydoroślałam w różnych kwestiach, ale nie w tej. Zawsze zaglądałam na Twoje wypociny mimo przybywających lat. Kibicowałam od samego początku. Dziękuję Ci za Twoje lata pracy na tym blogu, abym mogła oderwać się na chwilę od wszystkiego i pośmiać beztrosko, śledząc kolejne przygody zwariowanych sióstr (zwłaszcza jednej zakręconej ;)) i ich nietypowych przyjaciół.
    Wierzę, że uda Ci się odnieść sukces i wydać bestseller (i to niejeden). Powodzenia w dalszym etapie Twojego życia. Jejku jak ja nie cierpię pożegnań. Mam nadzieję, że uda Ci się we wszystkim :*
    Wierna fanka,
    Charlizell

    PS: Jak wydasz jakąś książkę to proszę mi przesłać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż przeczytam sobie je jeszcze raz :D świetne opowiadanie! Na podstawie tego opowiadania powinni nakręcić serial :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem w pełni świadoma, że się spóźniłam i pewnie nigdy nawet nie zauważysz tego komentarza. Pomimo tego, wciąż chcę napisać co myślę.
    Pragnę Ci podziękować, z całego serca. Za te wszystkie lata.
    Pierwszą część "Wanted Direction" przeczytałam chyba z trzy razy i na pewno jeszcze do niej wrócę. Z tą częścią miałam problem, próbowałam kilka razy, ale nigdy, aż do dzisiaj, nie udało mi się dojść do końca. Załamałam się informacją o rozpadzie The Wanted i po prostu odcięłam się od wszystkiego co było z nimi związane. Ale udało mi się! Mam wrażenie, że trochę źle to ujęłam. Pod żadnym pozorem nie myśl sobie, że moja przerwa w czytaniu wiązała się z tym, że coś mi się nie podobało. Przerwałam tylko i wyłącznie przez własną, słabą psychikę.
    Obie części opowiadania są, jak dla mnie, arcydziełem. Wiem, że będę do nich powracać tak długo, jak tylko będę w stanie. Cała ta historia ma stałe miejsce w moim sercu, już zawsze chili con carne kojarzyć mi się będzie z Tomem, a imię Monika z szaloną, rudowłosą Brukselką. Do tej pory pamiętam wszystkie niezręczne sytuacje Maggie, zwłaszcza gdy została uwięziona w chłodni, razem z Nath'e. Bardzo spodobał mi się wątek wróżki Enigmy. To zakończenie było takie niespodziewane! Jak dla mnie, rewelacja pod każdym względem. Każdy rozdział był ciekawy, każda postać miała swój charakter. Podziwiam Cię, za to, że tak dobrze udało Ci się pogodzić role wszystkich bohaterów, nie gubiąc się w ich historiach, każdemu dałaś swoje "5 minut", ale mimo wszystko główni bohaterowie naprawdę byli tymi głównymi. Gratulacje, naprawdę masz ogromny talent.
    Sam Twój styl pisania strasznie przypada mi do gustu, piszesz z taką lekkością, przyjemnie się czyta. Dużo lepiej, niż niektóre już wydane powieści.
    Czuję, że to pożegnanie, przez co właśnie płaczę. Nie chcę się żegnać. Nawet nie wiesz jak zazdroszczę bohaterom, że mogą mieć własne egzemplarze "Wanted Direction". Ciągle liczę na to, że moje małe marzenie posiadania takiego egzemplarza się spełni. Nawet jeśli nie, Twoje blogi już do końca pozostaną na liście moich ulubionych i pewnie wrócę tu już w przyszłym roku, żeby znów przeżyć to wszystko. To się właśnie działo, przez te kilka lat, dzięki Tobie czułam się jakbym sama przeżywała te wszystkie szalone przygody. To właśnie Ty, swoją twórczością, doprowadzałaś mnie do śmiechu, czasem do płaczu, nieraz potrafiłam się zirytować na danego bohatera i rzucić telefonem w ścianę, pomimo często tak skrajnych emocji zawsze tu wracałam i wrócę jeszcze nie jeden raz.
    Na sam koniec, życzę Ci wszystkiego co najlepsze. Mam nadzieję, że uda Ci się spełnić swoje marzenia, te małe i duże. Będę trochę egoistyczna, mam nadzieję że uda Ci się wydać książkę i nawet nie mówię, że chciałabym żeby było to "Wanted Direction" (chociaż bardzo bym tego chciała!), ale bardzo chętnie przeczytam coś innego, Twojego autorstwa.
    Pomimo, że się nie znamy, przez te kilka lat wprowadziłaś do mojego życia więcej szczęścia niż niejedna znana mi osoba. Dziękuję Ci, przede wszystkim właśnie za to. Świetnie się bawiłam czytając historię szalonych sióstr.
    Jeszcze raz, ogromnie dziękuję za wszystkie dni, emocje, słowa.
    Jesteś wielka, Jaycee.
    Nie byłam od samego początku, ale zostaję na zawsze.
    Twoja wierna fanka.
    Ewcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam pojęcia, że aż tak się rozpisałam. Chociaż to chyba i tak nie do końca wyraża wszystko co chciałabym napisać. Mam nadzieję, że kiedyś wrócisz tu do nas, może zauważysz mój komentarz i uśmiechniesz się dzięki mnie, tak ja uśmiechałam się niezliczoną ilość razy dzięki Tobie.
      Pozdrawiam i jeszcze raz życzę spełnienia wszystkich marzeń, zdecydowanie na to zasługujesz.
      Ewcia

      Usuń
    2. Nawet sobie nie wyobrażasz, ile radości wywołał Twój komentarz! Po ciężkim dniu w pracy nie wiedziałam, co ze sobą zrobić i coś mnie tknęło, by tu zajrzeć. Spotkała mnie niespodzianka, wspaniała niespodzianka. Właśnie dlatego uwielbiam pisać z nutką komedią, bo o to mi właśnie chodzi. Jeśli czytelnik choć na chwilę się uśmiechnie, mogę pisać do szuflady, bo to jest warte więcej niż wszystkie pieniądze świata.
      Dziękuję Ci bardzo za wsparcie i ciepłe słowa. Samych radości, wspaniałości i sukcesów. Trzymam kciuki za spełnianie Twoich marzeń :)

      Usuń

Blog List